Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Ireneusz Mazur: Małymi kroczkami brniemy do przodu

Ireneusz Mazur: Małymi kroczkami brniemy do przodu

fot. archiwum

Trener Mistrza Polski, Ireneusz Mazur nie ma ostatnio powodów do narzekań. Jego podopieczni są drużyną niepokonaną zarówno w polskiej lidze jak i lidze mistrzów. Wygrane kolejno nad Piłą, Olsztynem, Lokomotivem, Częstochową, Levskim oraz ostatnio nad Jastrzębiem przy stracie w sumie zaledwie 3 setów robią wrażenie.

W debiucie Polaków w Lidze Światowej w 1998 roku, do której to Pan wprowadził naszą reprezentację wygraliśmy w Rosją 3:2. W debiucie Pana zespołu w Lidze Mistrzów również pokonujemy groźny rosyjski zespół. Czy to oznacza, że trener Mazur wie jak grać w Rosjanami?

 

I.Mazur (śmiech): Gdybym to wiedział to pewnie nadal byłby trenerem reprezentacji. A poważnie mówiąc to uważam, że sam trener meczu nie wygra. Jeśli nie ma się drużyny, która wypełnia założenia, która gra tak jak zostało wszystko ustalone to sam trener nic nie pomoże. Nie chciałbym mówić, że to moja zasługa, bo musiałbym powiedzieć, że jestem lepszym trenerem od Rysia, Skorka czy Prielożnego, ponieważ moja drużyna pokonała ich zespoły. Oczywiście bardzo ważne jest przygotowanie zespołu, opracowanie taktyki, to należy do mnie, ale to również, a może przede wszystkim współpraca z ludźmi. Każdy zawodnik jest inny i zadaniem trenera jest złożyć z tych indywidualności jedną drużynę, drużynę, która potem gra. Trzeba umieć współpracować. Gdy graliśmy z Rosjanami jako reprezentacja w Lidze Światowej mieliśmy naprawdę młodą drużynę. Średnia wieku wynosiła wtedy 21,7. Teraz mówi się, że reprezentacja jest młoda, wtedy byli to jeszcze młodsi zawodnicy i rzeczywiście tamto zwycięstwo odbiło się głośnym echem. W meczu z Lokomotivem solidnie się napociliśmy, tam, decydowały niuanse, jedna dwie piłki w którąś stronę .



 

Wiemy, że drużyna Levskiego Sofia otrzymała od Plamena Konstantinova kasety z zapisem waszych ostatnich spotkań w polskiej lidze. A jak wyglądały przygotowania Skry do meczu w Sofii?

 

I.Mazur: My również mieliśmy o nich jakieś materiały, a dokładniej mówiąc posiadaliśmy rozpisane ich kierunki ataków. Kasety jako takiej nie otrzymaliśmy. Dostaliśmy ich zapis sprzed dwóch czy trzech sezonów, gdzie grało kilku zawodników z obecnego składu. Dlatego przez pierwsze dwa sety kompletnie nie mogliśmy sobie poradzić z Yordanowem. Był to zawodnik dla nas zupełnie nie znany, który można powiedzieć, że robił co chciał w ataku. Dopiero od trzeciego seta chłopaki zaczęli się orientować w jego stylu atakowania i zaczęło to wyglądać poprawnie. My jesteśmy teraz mówiąc w cudzysłowie „produktem telewizyjnym”, ponieważ wszystkie nasze mecze ostatnio są transmitowane przez telewizję. Nie mówię, że to jest złe, bo kibice w całej Polsce mogą zobaczyć naszą grę i to cieszy, ale Levski miał bardzo ułatwione zadanie w rozpracowaniu nas. Jesteśmy praktycznie rzecz biorąc jak na dłoni. Bułgarzy są zespołem, który gra bardzo nierówno. Jeden mecz wychodzi im równo, potem już nie i tak to wyglądało w spotkaniu z nami. Pierwszy set idealny a potem coraz gorzej. U nas świetnie funkcjonował środek i gra z minuty na minutę układała się coraz lepiej .

 

Czy taka ilość piłek kierowanych na środek, głównie do Roberta Szczerbaniuka była założeniem przedmeczowym?

 

I.Mazur: Założyliśmy przed meczem, że gdy tylko jest taka okazja żeby grać środkiem to nim grajmy. Jednak w trakcie meczu to już indywidualna sprawa Andrzeja, jak ustawi sobie akcję. To on decyduje czy rozgrywa na skrzydło czy na środek. W Sofii nasi obydwaj środkowi grali bardzo dobrze, więc Andrzej Stelmach często uruchamiał czy to Radka Wnuka czy Benka Szczerbaniuka. Robert zagrał rewelacyjny mecz. Tymi akcjami z pierwszej strefy Andrzej zdobywał cenne punkty ufając Robertowi i posyłając do niego wiele piłek. Widział, że Robertowi gra się układa, że kończy piłki. Nie mieliśmy od początku recepty na Yordanowa, więc pewnie graliśmy środkiem. I to przynosiło nam wiele cennych punktów .

 

Czy teraz przy tak dobrych wynikach w grupie, rozbudzonych apetytach kibiców nadal sukcesem będzie jedynie wyjście z grupy?

 

I.Mazur: To w zasadzie były dwa mecze, w których pokazaliśmy na prawdę dobrą siatkówkę. To nie jest tak, że my sobie założyliśmy, że wychodzimy z grupy, wszyscy są szczęśliwi i zamykamy drzwi z napisem Liga Mistrzów. Zaczęliśmy od założenia, że chcemy wyjść z grupy. Póki, co się tego trzymamy, ale jeśli ten cel uda się zrealizować to postawimy sobie następny. Jesteśmy teraz w zasadzie po ¼ rozgrywek, zostało nam ¾. Już teraz mogę zapewnić, że będziemy walczyć. Bardzo chcieliśmy zagrać w Lidze Mistrzów, udało nam się to i teraz małymi kroczkami brniemy do przodu. Wyjdźmy z grupy, a potem przyjdzie czas na kolejne deklaracje. Trzeba mieć również trochę szczęścia, aby w kolejnym etapie nie trafić na Sisley Treviso czy powiedzmy Dynamo Moskwa, bo nie ma co ukrywać że na pewno nie sprawią, że awans będzie na wyciągnięcie ręki. Oczywiście z jednej strony chciałoby się zagrać z zespołami z czołówki i stworzyć dla naszych kibiców fenomenalne widowisko zakończone pełnym sukcesem, ale to łatwiej sobie zamarzyć niż wykonać. Wiem na pewno, że będziemy walczyć i będziemy chcieli zaprezentować przede wszystkim dobrą siatkówkę. To nasza wartość. Mamy w sobie wiele pokory i stąpamy twardo po ziemi. Chcemy walczyć i łatwo skóry jak to się mówi nie sprzedamy .

 

W środę zagracie z najsłabszym rywalem w grupie LM. Czy możemy zatem spodziewać się jakiś zmian w składzie?

 

I.Mazur: Takim działaniem można bardzo łatwo doprowadzić do niepotrzebnego rozluźnienia czy zgubienia formy całego zespołu. Jeden gracz się obrazi, drugi będzie mniej przygotowany od innego. Efekt będzie taki, że cała machina nie będzie pracowała tak jak należy. Oczywiście, jeśli zajdzie taka potrzeba, na przykład przewaga zespołu w meczu będzie znacząca, wtedy takie zmiany są dopuszczalne i oczywiste. Jeżeli jednak przegrywamy i jak to się mówi gonimy rywala albo walczymy ze wszystkich sił na styku to na pewno nie. Normalną rzeczą jest, że jeśli przyjdzie zmęczenie to zawodnicy będą się zmieniać.. Jednak jeżeli wszystko funkcjonuje prawidłowo to gramy najmocniejszym składem. Dobrym przykładem jest tutaj Damian Dacewicz, któremu daliśmy odpocząć w meczu z Jastrzębskim Węglem, ponieważ skarżył się na drobny ból w kolanie, takie rzeczy się zdarzają i wtedy jeśli konieczność to wymusza robimy zmiany. Jeżeli nie, to zmian nie ma. Jeśli trener zacznie za bardzo kombinować to może się to skończyć ze skutkiem negatywnym dla całej drużyny .

 

Jak na dzień dzisiejszy przedstawia się stan zdrowia Roberta Milczarka i Jarka Sobczyńskiego?

 

I.Mazur: Zarówno Jarek Sobczyński jak i Robert Milczarek grali w zespole Skry II ostatnio. Jarek na swojej nominalnej pozycji jaką jest środkowy, a Robert zagrał jako libero. Mówiąc najogólniej obydwaj zawodnicy już trenują. Jarek właściwie może już grać, aczkolwiek póki co bez atakowania. Robert jest zdrowy można powiedzieć na 80%, wraca powoli do formy sprzed kontuzji, ale nie mamy na razie potrzeby aby go przemęczać włączając w ten trudny okres dwóch meczów w tygodniu. Na pewno przyjdzie na nich czas. Jak powiedziałem na drobny ból w kolanie uskarża się Damian Dacewicz, dlatego nie wystąpił w niedzielnym meczu przeciwko Jastrzębiu, a w dwunastce wpisaliśmy Jarka .

 

Jak porównałby Pan swoja obecną drużynę z tą z poprzedniego sezonu?

 

I.Mazur: Dzisiejsza drużyna Skry Bełchatów to jest wykładnik ostatnich trzech lat. Dobry zespół buduje się około trzech lat właśnie. Jeśli utrzymany jest trzon drużyny można małymi kroczkami stawiać kolejne cegiełki. Ten trzeci sezon jest zawsze najlepszy, przynajmniej powinien. W socjologii budowania drużyny to właśnie wtedy powinny przyjść najważniejsze wyniki, wtedy powinno nadejść apogeum, najwyższy stopień możliwości zespołu. Mogę pogdybać na temat tego jakby to wyglądało gdyby nie odszedł od nas Bąkiewicz z Ruciakiem, czy teraz Gruszka. Nie jest powiedziane jak ostatnio słyszę, że cała trójka po przejściu do Olsztyna zaczęła grać gorzej. My się możemy tylko zastanawiać jakby to wyglądało gdyby zostali. Ale z drugiej strony nie widzę powodu żeby się nad tym zastanawiać. Ważne jest to co jest przed nami, co jest teraz. Myślę, że dzisiaj mamy zespół stabilny. Większość tych zawodników stanowiła bądź stanowi o sile reprezentacji. Jesteśmy mieszanką młodości i doświadczenia. Młodzi zawodnicy mogą się jeszcze wiele nauczyć od swoich starszych kolegów .

 

W polskiej lidze nie brakuje obcokrajowców w tym sezonie. W drużynie mistrza Polski gra mało znany do tej pory reprezentant Ukrainy Witalij Kiktiew. Jak doszło do transferu akurat tego zawodnika do Skry?

 

I.Mazur: Witalij nie jest zawodnikiem znanym, ale bardzo utalentowanym z szansą stania się uznana marką w przyszłości. Jego transfer oczywiście odbywał się przez managerów. Przed sezonem otrzymaliśmy nazwiska trzech zawodników. Próbowaliśmy ściągnąć Brazylijczyka, co nam się nie udało, gdyż wybrał on ligę włoską. Zaczęliśmy, więc spoglądać na ścianę wschodnią. Gdy zobaczyliśmy możliwości Kiktiewa pomyśleliśmy z Jackiem Nawrockim „jeśli nie on to kto, jeśli nie teraz to kiedy” (śmiech) i zaczęliśmy organizować jego transfer. Obawialiśmy się jednego, czy nie stanie się z nim tak jak Kastornovem, który był u nas w poprzednim sezonie. Na testach oraz treningach Kastornov prezentował się znakomicie, a gdy przyszło grać mecz przy pełnej hali, kibice pokrzyczeli, poklaskali zawodnika nie było. Peszył się, nie potrafił zapanować nad tremą. Działy się dziwne rzeczy. Kastornov naprawdę jest zawodnikiem bardzo dobrym, jak graliśmy w Odincowie turniej Pucharu CEV, zaprezentował się znakomicie u siebie w Rosji. W Polsce niestety nie. Kiktiew nie jest zawodnikiem pierwszej szóstki w swojej reprezentacji, nie grał zbyt wiele na Mistrzostwach Europy w Rzymie. My dokładnie przeanalizowaliśmy jego grę w klubie. Gdy zagraliśmy sparing przeciwko Skrze II i Kiktiew zaczął nam atakować powyżej blokiem każdą piłkę to nam się trochę w głowach zawróciło. Oczywiście ten zawodnik na jeszcze pewne braki jak ustawienie w bloku czy w obronie, ale to naszym zadaniem jest mu pomóc je wyeliminować. Mamy nadzieję, że nam pomoże .

 

Sobota 5 listopada była dniem niespodzianek na polskich parkietach. Jak skomentowałby Pan zwycięstwa Piły, Sosnowca oraz dosyć łatwe Olsztyna??

 

I.Mazur: Zwycięstwo Piły nie było dla mnie zaskoczeniem. To moje prywatne zdanie. Miałem okazję dwa lata temu przed przyjazdem do Bełchatowa współpracować z Morzem Szczecin. Graliśmy finał Pucharu Polski z Mostostalem, w którym grał wtedy Gerymski. Trenerem Morza był wtedy Ryś, ja byłem koordynatorem. Gerymski sam wygrał tamten finał. Może trochę przesadzam, ale niewiele i myślę, ze to pewna analogia, ponieważ Gerymski był brzydko mówiąc niechciany w Rzeszowie, a teraz gra w Pile. Myślę, że stawał na głowie, żeby wygrać ten mecz. Nie oglądałem tego spotkania, nie znam opisu, ale jestem przekonany, że Sławek odegrał w nim kluczową rolę. Nie jest to dla mnie niespodzianka aczkolwiek, jeśli chodzi o Piłę i ich aspiracje w tym sezonie to można to tak potraktować. Sosnowiec nie grał najlepiej od początku sezonu. Politechnika dobrze pokazała się w meczu pucharowym z Wkręt-Metem, czy wcześniej pokonując Resovię, gdy grała u siebie. Ten wynik jest pewną niespodzianką, nie, dlatego że nie doceniam zespołu z Sosnowca, ale po meczu z Mostostalem nie przypuszczano, że Sosnowiec może się podnieść i w trzech setach odprawić Politechnikę. Aczkolwiek Politechnika mogła czuć jeszcze trudny meczu z Częstochową. W tym kontekście upatrywałbym również może poniekąd łatwe zwycięstwo Olsztyna nad Wkręt-Metem. To może być ten sam skutek. Dwa dni wcześniej częstochowianie zagrali pięciosetowy pojedynek w Warszawie i może to jeszcze gdzieś w nich tkwiło.

 

Dziękujemy bardzo za rozmowę

 

I.Mazur: Dziękuję bardzo serdecznie

 

Rozmawiały: Anna Więcek, Bianka Żak

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2005-11-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved