Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Krzysztof Lemieszek: O przyszłości świdnickiej siatkówki

Krzysztof Lemieszek: O przyszłości świdnickiej siatkówki

W tym sezonie , po raz ósmy I-ligowych siatkarzy Avii prowadził trener Krzysztof Lemieszek. Kiedyś jako zawodnik przez wiele lat bronił barw Avii, po raz pierwszy samodzielnie poprowadził zespół w marcu 1998 roku. Dla Głosu Świdnika mówi o początkach swojej pracy trenerskiej i o przyszłości świdnickiej siatkówki.

W tym sezonie, po raz ósmy I-ligowych siatkarzy Avii prowadził trener Krzysztof Lemieszek. Szkoleniowiec ten, który wcześniej jako zawodnik przez wiele lat bronił barw Avii, po raz pierwszy samodzielnie poprowadził zespół w marcu 1998 roku. Dziś dla Głosu Świdnika mówi o początkach swojej pracy trenerskiej i o przyszłości świdnickiej siatkówki.

Łatwiej gra się na boisku, czy ogląda poczynania swoich zawodników z trenerskiej ławki?



– Bardziej przeżywam każde ligowe spotkanie jako trener. Szczególnie mam na myśli pojedynki przed własną publicznością. Czasami było mi bardzo przykro, że zespół przegrywał u siebie. Trener ponosi olbrzymią odpowiedzialność za grę i wyniki drużyny. To na pewno przyczynia się też do dodatkowego stresu. Żaden szkoleniowiec nie lubi przegrywać.

Pamięta Pan w jakich okolicznościach obejmował zespół?

– Pamiętam doskonale. Tuż przed rozpoczęciem decydującej o utrzymaniu się w I-lidze rundy play-off drużyna zajmowała ostatnią pozycję i chyba nikt nie wierzył, że uchroni się przed degradacją. Zarząd klubu powierzył mi wówczas rolę pierwszego trenera, którą objąłem po Andrzeju Grygorowiczu. Niemożliwe stało się możliwe i zespół, dzięki wygranym meczom z Politechniką Warszawa, utrzymał się w lidze.

W wypowiedzi dla prasy powiedział Pan wówczas: – …nie jestem cudotwórcą, przecież ja przez kilka tygodni nie nauczyłem grać tych chłopców w siatkówkę…-. Co zatem zadecydowało o sukcesie?

– Kilka czynników. Na pewno mieliśmy sporo szczęścia. Poza tym zaaplikowałem zawodnikom ciężkie treningi i dokonałem roszad w składzie. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie miałem chwili zwątpienia. Wiedziałem jednak, że tej drużynie potrzebne było na dobry początek choćby pojedyncze zwycięstwo. Chłopcy musieli odbudować się psychicznie i uwierzyć w swoje umiejętności. Nie ukrywam, że czułem się „rzucony na głęboką wodę”, ale lubię wyzwania.

W kolejnych sezonach drużyna nie była już w takich „tarapatach”, ale też nie potrafiła „namieszać” w I-lidze i awansować do finałów rundy play-off…

– Byłem zawodnikiem Avii i obejmując funkcję trenera doskonale znałem problemy tego klubu. Wiedziałem, że nie stać nas na ściągnięcie klasowych graczy. Chciałem stworzyć solidną drużynę, opartą na zawodnikach średniej klasy za to bardzo ambitnych. W poprzednim sezonie mieliśmy kilku bardzo dobrych graczy, którzy od nas odeszli. Nie mam do nich pretensji. Uważam, że w najbliższej przyszłości, z tą drużyną, odpowiednio wzmocnioną można byłoby pokusić się o wywalczenie awansu do serii A. W opisywanym sezonie do walki o czołową „czwórkę” zabrakło nam jednego seta.

Przez kilka lat siatkówka ewoluowała. Co przez to zyskała, a na czym straciła?

– Zmiana przepisów uatrakcyjniła siatkówkę. Mecze są może krótsze, ale bardziej emocjonujące. Wymagają od zawodników znacznie większej koncentracji. Gra stała się na pewno bardziej siłowa. Nie ma w niej miejsca na finezje. Zawodnicy są na pewno słabiej wyszkoleni technicznie i wszechstronni. Dla mnie osobiście możliwość przebicia piłki nogą, czy net przy zagrywce to jednak nieporozumienie.

Nie licząc Tomasza Józefackiego, w ostatnich latach nie udało się w Świdniku wychować siatkarza, który z powodzeniem grałby w najlepszych drużynach w naszym kraju. Dlaczego tak jest?

– Zawodnicy z naszego klubu mają na swym koncie czwarte miejsce w mistrzostwach Polski To na pewno duży sukces. Niestety, siatkarze ci nie są obdarzeni rewelacyjnymi warunkami fizycznymi. Na pewnym etapie nie miało to większego znaczenia, natomiast na poziomie wyczynowej gry w serii B nie da się tego nadrobić. Nie zapomnijmy ponadto, że Świdnik jest małym miastem. W porównaniu z Olsztynem, czy Częstochową, na pewno trudniej znaleźć tu grupkę młodych chłopaków w zbliżonym wieku z wrodzonymi predyspozycjami do gry w siatkówkę i obdarzonymi przy tym dobrymi warunkami fizycznymi. Brak w najbliższym sąsiedztwie naszego miasta Akademii Wychowania Fizycznego, czy klasy sportowej na poziomie szkoły średniej też ma na to wpływ.

Jaki zawodnik Avii w ostatnich latach zrobił na Panu największe wrażenie?

– Pod względem sportowym na pewno wspominany Tomasz Józefacki, który w tym roku, w swoim pierwszym sezonie gry w serii A, znalazł się w siódemce najlepiej punktujących zawodników w ataku. Pod względem mentalnym na pewno Mariusz Kowalski, który był wzorowym przykładem siatkarza dbającego o swoje zdrowie, formę i bardzo pracowitego.

Czy przez najbliższe dwa lata może powstać w naszym mieście zespół, który wywalczy awans do serii A?

– Na pewno chciałbym, aby w najbliższym czasie w Świdniku powstała bardzo dobra drużyna, która włączy się do walki o awans. Najpierw trzeba jednak odbudować morale zespołu. Chciałbym, aby jeszcze w tym sezonie przyszło do nas dwóch znanych i solidnych zawodników. Być może te nazwiska podziałają jak „magnes” i przyciągną w przyszłości kolejnych solidnych graczy. Jesteśmy po wielu rozmowach. Jaki będzie ich finał – czas pokaże. Mam nadzieję, że dopniemy swego i uda nam się stworzyć ciekawy zespół.

Wywiad dla Głosu Świdnika

źródło: nieokreślone

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności

Więcej artykułów z dnia :
2005-05-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved