Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Jestem wybrańcem

Jestem wybrańcem

Oto wywiad z trenerem reprezentacji Raulem Lozano, który ukazał się w "Rzeczpospolitej". Być może pozwoli on nam lepiej poznać jego osobę obecnego selekcjonera reprezentacji Polski. Raul Lozano o historii, Małyszu, językach obcych i przede wszystkim o... siatkówce.

Oto wywiad z trenerem reprezentacji Raulem Lozano, który ukazał się w „Rzeczpospolitej”. Być może pozwoli on nam lepiej poznać jego osobę obecnego selekcjonera reprezentacji Polski. Raul Lozano o historii, Małyszu, językach obcych i przede wszystkim o… siatkówce.

Co pan wiedział o Polsce, lecąc tu z Argentyny, by walczyć o posadę?



Z czasów „Solidarności” pamiętałem Lecha Wałęsę, który był symbolem przemian zachodzących w Europie Wschodniej w latach osiemdziesiątych. Wtedy oczy całego świata były skierowane na Polskę, która wymykała się spod kontroli Związku Radzieckiego. Inny symbol to Karol Wojtyła. Kiedy ćwierć wieku temu po raz pierwszy wybrałem się w podróż po Europie, na mapie tej wyprawy nie mogło zabraknąć Watykanu. Chciałem zobaczyć papieża z Polski, o którym tyle słyszałem. To było naprawdę wielkie przeżycie. W czasie studiów interesowałem się historią drugiej wojny światowej, wiedziałem więc, że to Polska była pierwszą ofiarą hitlerowskiego ataku w 1939 roku. Wasz kraj poznawałem też poprzez sport. Grzegorz Lato na dobre został w mojej pamięci. Znałem polskich piłkarzy, którzy grali w mistrzostwach świata w 1974 i 1978 roku. Siatkówki w najlepszym wydaniu uczyłem się na meczach złotej drużyny Huberta Wagnera. Tego się nie zapomina. Tak samo jak takich graczy, jak Gościniak, Skorek, Wójtowicz, Bosek czy Gawłowski.

Na stanowisku trenera polskiej reprezentacji zastąpił pan Stanisława Gościniaka, najlepszego zawodnika mistrzostw świata 1974, wygrał pan konkurs, w którym startował też syn Huberta Wagnera, Grzegorz…

Faktycznie, to niesamowite. Nie wiedziałem, że syn Wagnera brał udział w tym konkursie. Muszę się z nim spotkać, porozmawiać.

Na pewno miał pan jakieś wyobrażenia o Polsce. Co z nich zostało w zetknięciu z rzeczywistością?

Na razie ja Polskę poznaję w biegu, z okien samochodów, którymi pędzę z meczu na mecz, ze spotkania na spotkanie. Siłą rzeczy to poznawanie jest bardzo powierzchowne, ale nie widzę smutnych twarzy. Widzę natomiast dużo entuzjazmu, szczególnie w oczach tych, którzy kochają siatkówkę.

Nic pana nie zraża w polskiej codzienności?

Drogi, którymi jeżdżę, nie są oczywiście tak dobre jak we Włoszech, Niemczech czy Francji, ale trochę przypominają mi mój kraj. Zwracam uwagę na detale, przypatruję się im uważnie.

Słyszałem, że polubił pan polską kuchnię?

Zakochałem się w zupach. Są wspaniałe, szczególnie flaki i żurek. Jak żona przyjedzie tu z synem na wakacje, to powinna się nauczyć je gotować.

Na razie mieszka pan w hotelu…

To rozwiązanie tymczasowe. Wybrałem już mieszkanie w centrum Warszawy. Zamieszkam w nim po powrocie z Argentyny.

Kiedy pan wyjeżdża?

Lecę dziś wieczorem. Wrócę w połowie marca.

Dlaczego nie zdecydował się pan sprowadzić rodziny, przecież będzie pan w Polsce cztery lata…

Syn ma dopiero 9 lat, chodzi do szkoły podstawowej. Nie chcieliśmy mu robić trzęsienia ziemi. Długo nad tym myśleliśmy, ale decyzja jest taka, że zostaje z żoną w La Plata.

Jest pan trenerem światowej sławy, mógłby pan przebierać w ofertach, dlaczego więc zdecydował się pan na udział w konkursie, który mógł przynieść panu porażkę?

Uważam, że konkursy to dobry pomysł, szczególnie te, które wygrywam. A tak na poważnie, to moje pierwsze takie doświadczenie, na szczęście zakończone sukcesem.

Ma pan świadomość, że rozbudził nadzieję i ludzie teraz wierzą, że Polacy zaczną wygrywać?

Ja nie czynię cudów. Wierzę w uczciwą, ciężką pracę. Przed nikim nie zamykam drzwi. Dla tych, co nie zaakceptują moich warunków, nie będzie jednak miejsca w reprezentacji.

Nie będzie się łatwo dogadać. Mówi pan tylko po włosku i hiszpańsku…

Na razie będę korzystał z pomocy tłumacza, tak jak to robiłem, pracując w Grecji. Nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale pocieszam się tym, że pięciu zawodników zna włoski, a w najbliższej przyszłości kilku innych powinno grać we Włoszech i poznać ten język. Ja zaś postaram się nauczyć mówić po polsku, choć to bardzo trudny język. Nie wiem tylko, jak długo to potrwa. Może dwa lata, może krócej.

Wyjazd do Włoch to optymalne rozwiązanie dla siatkarza?

Liga włoska jest najlepsza na świecie i jak żadna inna uczy profesjonalizmu. Te kraje, które dziś rządzą w siatkówce, mają zawodników grających we włoskiej lidze.

We Włoszech występują Sebastian Świderski i Arkadiusz Gołaś. Jakie zbierają recenzje?

Bardzo pochlebne. Świderski to doświadczony, ukształtowany gracz, a młody Gołaś, który dopiero pierwszy sezon występuje w Serie A, spisuje się wyjątkowo dobrze.

Pan spędził we Włoszech prawie dwadzieścia lat. Ma pan tam dom?

Mieszkałem w tylu miejscach, zmieniałem kluby, więc musiałbym mieć ich kilka. Ale Włochy to dla Argentyńczyka drugi dom. Podobny język, zwyczaje, nazwy i smak potraw sprawiają, że nie jesteś na obczyźnie, tylko u siebie. Trzeba znać historię mojego kraju, by to zrozumieć. W Argentynie większość mieszkańców ma włoskie korzenie. Moi przodkowie ze strony matki też pochodzą z Włoch. To rodzina adwokatów.

Mirosław Przedpełski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, zawiesił panu poprzeczkę bardzo wysoko. Mówi, że czeka na medal w Pekinie…

Dla mnie to największe wyzwanie w karierze, ale nie ma mowy o strachu. Mierzę równie wysoko jak prezes i mam nadzieję, że będziemy się cieszyć wspólnie.

Powiedział pan, że żaden kraj nie ma tylu zdolnych, młodych siatkarzy co Polska.

Są jeszcze cztery kraje, które odnoszą sukcesy w pracy z juniorami – Brazylia, Rosja, Włochy oraz Serbia i Czarnogóra. Piąta jest oczywiście Polska. Dwukrotnie wygrywaliście mistrzostwo świata juniorów, ale to jeszcze nie oznacza, że teraz nadchodzi czas zwycięstw w dorosłej siatkówce. To zupełnie inna jakość, trzeba spełnienia wielu czynników, by taki sukces osiągnąć.

Pan grał wyczynowo w siatkówkę?

W Estudiantes de La Plata, kilka lat w pierwszej lidze, ale w wieku 25 lat byłem już trenerem.

To była zupełnie inna siatkówka niż teraz…

W ostatnich piętnastu latach nastąpiło faktycznie wiele zmian, pojawił się libero, mamy nowy system punktowania, serwowania, wyrosły nowe potęgi, ale dalej najważniejsza jest technika, która determinuje właściwie wszystko.

Czego brakuje polskim siatkarzom, by wygrywać?

Muszą poprawić się w wielu drobnych elementach. Dziś o sukcesach decydują detale. Musimy też mocno popracować nad taktyką, przygotowaniem fizycznym, zagrywką.

Powinni grać tak jak Brazylijczycy, czy jak Włosi, a może tak jak Rosjanie?

To nie jest takie proste przełożenie. Jestem pragmatykiem i uważam, że z każdej szkoły trzeba wziąć to, co najlepsze. Brazylijczycy, świetni technicznie, grają bardzo twórczo w ataku. Włosi imponują taktyką, organizacją. Rosjanie to siła i ogromny potencjał.

Potrafi pan krzyknąć na zawodników?

Czasami tak, kiedy brakuje im zaangażowania w to, co robią. Jestem trenerem, który prowadzi zespół twardą ręką.

Kto jest najlepszym siatkarzem na świecie?

Dla mnie Brazylijczyk Nalbert.

W dzieciństwie sport był dla pana ważny?

Myślę, że tak jak dla większości chłopców w moim wieku. Grałem w piłkę nożną, ręczną i siatkówkę. Od 13. roku życia została tylko siatkówka.

Argentyna to przede wszystkim futbol. Chodził pan na mecze Estudiantes La Plata?

Oczywiście, i podziwiałem Juana Ramona Verona, najlepszego napastnika. Dziś znakomicie gra jego syn Juan Sebastian, ale ojciec podobał mi się bardziej. Estudiantes trzykrotnie grał w finale Pucharu Interkontynentalnego, raz wygrał z Manchesterem United, ale z Milanem i Feyenoordem Rotterdam przegrał. Byłem na półfinałowym i finałowym meczu mistrzostw świata w 1978 roku, które wygrała Argentyna, później podziwiałem Diego Maradonę, prawdziwego geniusza piłki. Szkoda, że poza boiskiem był tak słaby.

Zasługuje na miano największego sportowca Argentyny?

Na pewno jest w gronie 3 – 4 wyjątkowych postaci. Obok mistrza kierownicy Juana Manuela Fangio, tenisisty Guillermo Villasa, koszykarza Emanuela Ginobilego. Ten ostatni jest dziś największą gwiazdą argentyńskiego sportu.

Mówi coś panu nazwisko Adam Małysz?

Nie, nie znam.

To polski sportowiec, który przed telewizory przyciąga miliony kibiców. Skacze na nartach.

Tak, teraz już wiem. To, co robi, jest niesamowite.

Siatkarze, choć nie zdobywają medali, też przyciągają miliony…

Zdążyłem już zauważyć, jaką moc ma siatkówka w waszym kraju. Te tłumy dziennikarzy na konferencji prasowej, pełne hale na meczach ligowych naprawdę robią wrażenie. To jest podniecające.

Dlaczego zwolniono pana we Włoszech? Mówiono, że zadarł pan z legendą włoskiej siatkówki Lorenzo Bernardim…

Nie chciałbym do tego wracać, to już przeszłość.

Szybko znalazł pan nowe wyzwanie?

Mój menedżer Claudio Galli już po kilku dniach miał dla mnie interesujące oferty. W wielu krajach szukano trenera reprezentacji. Ale tylko u was był konkurs. Dziś jestem szczęśliwy, że mogę tu pracować. Prowadzić reprezentację Polski to dla mnie wielki honor. Siatkówka to moja życiowa pasja. Jeśli lecę na drugi koniec świata, zostawiając rodzinę, to znak, że widzę w tym sens. Pieniądze nie są najważniejsze.

Wierzył pan w zwycięstwo w konkursie?

Kiedy zostało nas trzech, miałem świadomość, z kim konkuruję. Serb Zoran Gajić to przecież legenda w tym fachu. Łotysz Boris Kolczins też jest znakomitym trenerem. Przygotowałem program wysoko oceniony przez komisję, i to jest najważniejsze.

Zoran Gajic został trenerem reprezentacji Rosji. W lipcu w Rzeszowie Polska będzie grać m.in. z Rosją w eliminacjach mistrzostw świata. Nie wypada panu przegrać.

Dotychczas wygrałem z nim tylko konkurs. Kiedy prowadziłem reprezentację Hiszpanii, przegrywałem z nim za każdym razem. Chciałbym jednak podkreślić, że to nie będzie pojedynek Lozano – Gajić, tylko mecz Polska – Rosja. Te eliminacje będą bardzo ważne. Na pewno ważniejsze od Ligi Światowej, być może nawet ważniejsze od mistrzostw Europy, które zagramy we wrześniu w Rzymie.

Ciągle w biegu, samotny, w obcym kraju. Cena, jaką pan płaci za swoją pasję, jest wysoka…

Rodzina, przyjaciele, rodzinny dom w La Plata są daleko, to fakt, ale jestem szczęśliwy. Robię to, co lubię, więc jestem wybrańcem losu. Moje życie jest piękne.

źródło: rzeczpospolita.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności

Więcej artykułów z dnia :
2005-02-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved