Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Zbigniew Bartman: To jest bardzo głęboki kryzys

Zbigniew Bartman: To jest bardzo głęboki kryzys

fot. archiwum

– Nieskromnie uważam, że co roku gram lepiej. Fizycznie też wyglądam lepiej niż kiedyś. Nie widzę więc żadnych przeciwwskazań – mówi o powrocie do reprezentacji Zbigniew Bartman. – Ktoś w tej reprezentacji musi mnie jednak widzieć, a po drugie należy stworzyć grupę, która będzie się rozumieć, pracować i ciągnąć wózek w jedną stronę. Bez tego, jak było widać w EURO, trudno coś ugrać – dodaje zawodnik w obszernym wywiadzie na łamach Przeglądu Sportowego.

Jest pan pierwszym Polakiem, który zagra w lidze argentyńskiej. Jak pierwsze wrażenia z pobytu w nowym klubie?



Zbigniew Bartman: – Jak najlepsze. Pojechałem do San Juan na początku sierpnia i zostałem świetnie przyjęty. Zespół jest odbudowany po tym, jak w zeszłym roku po raz pierwszy od siedmiu lat przegrał w finale z Bolivarem. Wcześniej dominowali zdecydowanie, wygrywając mistrzostwo za mistrzostwem. Przed podpisaniem umowy nie martwiłem się o poziom sportowy zespołu, bo na arenie międzynarodowej San Juan jest znany. Przez pięć poprzednich lata grali w klubowych mistrzostwach świata, zdobyli dwa mistrzostwa Ameryki Południowej, ogrywając słynną Sadę Cruzeiro. Nie miałem wielkich oporów przed transferem, tym bardziej że liga jest ciekawa.

Nie miał pan żadnych propozycji z klubów PlusLigi?

– Mam nadzieję, że prezes Asseco Resovii Bartek Górski się na mnie nie obrazi za to, co teraz powiem, bo mamy bardzo dobre relacje. Gdyby nie klub z Rzeszowa, pewnie nie przyjechalibyśmy do Polski, bo szukaliśmy partnera, który pomoże nam w pobycie po turnieju w Krośnie. Od czterech lat między lutym a marcem ze sobą rozmawiamy. Co roku mam telefon od prezesa i słyszę: „Zibi chcemy cię do Rzeszowa”. Ja odpowiadam OK, ale jakoś w marcu ten kontakt się urywa.

Zmienił pan kolejny klub, kraj i znów pozycję na boisku…

– Zależało mi, żeby grać na przyjęciu, jak to miało miejsce w ostatnich latach, z wyjątkiem minionego sezonu w Galatasaray. Niestety, przez ostatnie dwa pracowałem z innym menadżerem i musiałem wrócić na atak. Zostałem może nie oszukany, ale powstała pewna dezinformacja, bo myślałem, że w Stambule będę grał na przyjęciu.

W Polsce trwa dyskusja o przyszłości reprezentacji Polski po nieudanych mistrzostwach Europy. Jakie są pana odczucia po tym turnieju?

– Jestem Polakiem i jest mi przykro, że w naszym kraju, w którym siatkówka jest bardzo popularna, nie osiągamy sukcesu na imprezie, którą sami organizujemy. Nie chcę zostać źle zrozumiany, ale z drugiej strony to mnie ani grzeje, ani ziębi, bo bezpośrednio mnie nie dotyczy. Jest mi jednak przykro, bo kiedy reprezentacja Polski grała dobrze, to nakręcała koniunkturę na świecie. Organizowaliśmy świetne imprezy, kluby miały więcej pieniędzy i w Lidze Mistrzów też sobie bardzo dobrze radziły. W ten sposób poprzeczka w światowej siatkówce szła do góry. Mam opinię na ten temat.

Jaka zatem jest to opinia?

– W ostatnich jedenastu latach mieliśmy aż pięciu selekcjonerów. Uważam trenera Ferdinando de Giorgiego już za zwolnionego, bo jeżeli szef sportu w Polsacie wypowiada się, że Włoch musi odejść, to pewnie tak będzie. Tych pięciu trenerów średnio pracowało u nas dwa lata. Jesteśmy jedyną taką reprezentacją na świecie. To jest pierwsza rzecz, nad którą należy się zastanowić. Druga to nasza choroba narodowa, kiedy po każdej porażce jest krzyk, że powinniśmy odmłodzić kadrę. Naszym problemem podczas mistrzostw Europy wcale nie był jednak brak młodych zawodników. Wręcz przeciwnie, zabrakło doświadczenia. W dużych imprezach powinni występować zawodnicy, którzy mają ogranie i doświadczenie. Dlaczego Marcin Możdżonek nie grał w kadrze? Dlaczego nie było Piotrka Nowakowskiego, który miał problemy zdrowotne, ale w składzie na EURO powinien już się znaleźć? Dlaczego nie grał w reprezentacji najlepszy polski rozgrywający Łukasz Żygadło? Nie mam nic do tych najmłodszych chłopaków, którzy grali. Nawet się cieszę, że dostają szansę, bo mają gigantyczny potencjał. Bartek Lemański, Kuba Kochanowski czy Mateusz Bieniek to utalentowani siatkarze, ale naszej drużynie zabrakło doświadczenia. Lemański jest perspektywicznym zawodnikiem, ale to nie jest „Możdżon”, który przy wyniku 24:24 złapie rywala na „pajpie”, czy podbije piłkę w obronie, a takimi niuansami wygrywa się mecze.

Radykalne odmłodzenie kadry, o którym coraz głośniej się mówi, nie jest rozwiązaniem problemu?

– Młodzi muszą wejść do zespołu, potrenować, pojeździć po paru turniejach mistrzowskich. To nie jest tak, że idę do sklepu, kupuję nowy samochód, zalewam benzynę i cisnę, ile ma na liczniku. To jest proces, który potrzebuje czasu tak, jak pieczenie ciasta. Najpierw trzeba je przygotować i krok po kroku pilnować. A nie że wrzucam wszystkie składniki i ma z tego samo wyjść coś najlepszego. Pamiętam doskonale jak mnie, Bartka Kurka czy Nowakowskiego Raul Lozano woził w Lidze Światowej do Chin, Japonii czy Egiptu. Staliśmy w kwadracie, trenowaliśmy, przyglądaliśmy się. Wchodziliśmy na dwie akcje, żeby poczuć o co chodzi. Podglądaliśmy starszych kolegów i gdy przyszedł moment, że paru chłopaków zrezygnowało z kadry w 2009 roku, to wszedł do niej Kurek czy Nowakowski, którzy byli już przygotowani do grania. Mistrzostwa Europy to nie jest czas, żeby młody zawodnik sobie pograł. Na imprezie organizowanej u nas trzeba zdobyć medal i nie ma dyskusji. Jak go nie wywalczymy, to jest porażka. Niestety, takie są wymagania w Polsce. Sami to niestety nakręciliśmy. Przed każdą imprezą jest pompowanie balonika. Kiedyś pompowaliśmy go powietrzem, teraz pompujemy śmierdzącym gazem i jak ten balonik pęka, zostaje taki smród, że nie idzie go wywietrzyć. To jest właśnie to, co dzieje się teraz z trenerem De Giorgim. Balonik został napompowany smrodem, pękł i ktoś musi ten smród wywietrzyć. A wywietrzy go szkoleniowiec, który pewnie zapłaci za wyniki zespołu. Ktoś musi przecież ponieść odpowiedzialność. Proszę mnie jednak źle nie zrozumieć, nie jestem za zwolnieniem trenera, bo jak wspomniałem wcześniej, jako jedyni jak rękawiczki wymieniamy trenerów.

Słabe wyniki reprezentacji i zespołów klubowych w europejskich pucharach, wycofywanie sponsorów z siatkówki – czy to wszystko może oznaczać, że nad siatkówką w Polsce zbierają się czarne chmury?

– To jest bardzo głęboki kryzys, który jest konsekwencją decyzji, które kiełkują od 2014 roku. Od tamtego momentu reprezentacja Polski nie osiągnęła żadnego sukcesu. Obawiam się, że to nie jest koniec tych przykrych decyzji sponsorskich. Polska siatkówka jest nad przepaścią. I teraz pytanie, czy należy zrobić mały kroczek w tył, żeby później przeskoczyć przepaść, czy powielając te same schematy i błędy, w nią spaść. Zastanawiam się, czemu nie czerpiemy doświadczenia od innych, którzy te sukcesy osiągali nie raz na trzy lata, tylko dominowali regularnie przez 12 lat? Chyba tylko dlatego, że zawsze jesteśmy mądrzejsi i wolimy to zrobić po swojemu. Ale skoro to nam nie wychodzi już od paru lat, to może warto jednak coś zmienić i zastanowić się choćby nad liczbą pięciu trenerów w ciągu jedenastu lat.

Cały obszerny wywiad Rafała Myśliwca w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved