Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Wojciech Szczucki: Nas nie zadowoli tylko „bycie” w finałach

Wojciech Szczucki: Nas nie zadowoli tylko „bycie” w finałach

fot. Anna Klepaczko / LUMIKA / KS METRO Warszawa

KS Metro Warszawa to młodzieżowy klub siatkarski, który od 1994 roku szkoli przyszłych siatkarzy, reprezentantów Polski oraz czołowych zawodników PlusLigi. Klub Metro ma na swoim koncie dwa medale mistrzostw Polski w kategorii juniorskiej, a już 11 kwietnia rozpocznie batalię o kolejny. W startującym w środę finale juniorzy KS-u Metra zmierzą się w grupie A z Treflem Gdańsk, Jastrzębskim Węglem oraz AKS-em V LO Rzeszów. Podopieczni trenerów Jacka Jankowskiego oraz Wojciecha Szczuckiego są jednymi z faworytów do medalu, a na drodze do finału wygrali wszystkie dziewięć spotkań.

Panie prezesie, KS Metro Warszawa drugi rok z rzędu awansowało do finału mistrzostw Polski i zagra wśród ośmiu najlepszych drużyn juniorskich w Polsce. Młody Klub Sportowy, młody warszawski Klub Sportowy. Jest pan dumny z tego, co cały czas dzieje się na siatkarskich parkietach i co jest udziałem Metra? Jak to się dzieje, że z roku na rok Klub Sportowy Metro jest coraz mocniejszym graczem, jeśli chodzi o szkolenie przyszłych siatkarzy i siatkarek?



Wojciech Szczucki: – Oczywiście bardzo się cieszę i jestem dumny z tego, jak się rozwijamy. Aczkolwiek mieliśmy też lata, kiedy to dwa razy z rzędu byliśmy we wszystkich trzech kategoriach (młodzik, kadet, junior) w najlepszej czwórce MP! Wydaje mi się, że jest to efekt naszej codziennej, ciężkiej pracy. Mamy swój pomysł na to, jak chcemy funkcjonować, jak szukać i selekcjonować przyszłych wychowanków. Mamy swoją filozofię, trochę chyba inną niż większość klubów, bo jednak staramy się bazować głównie na swoich wychowankach i dla nas to jest najbardziej wartościowa rzecz. Podczas tego spotkania juniorów Metra ze Skrą Bełchatów liderem naszego zespołu był Mateusz Janikowski, który jest naszym wychowankiem, spędził kawał, czasu pracując razem z nami. Dla nas trenerów jest niezwykle cenne, że konsekwentną, wieloletnią pracą dochodzimy do tego poziomu z chłopakami. Jestem dumny z awansu do najlepszej ósemki w Polsce, ale wiem, że tej grupy siatkarzy to nie zadowala i bardzo mnie cieszy taka postawa. Pracujemy ciężko, żeby w Kętrzynie zagrać jak najlepsze zawody, bo zdajemy sobie sprawę, że łatwo nie będzie. Mecz ze Skrą to był przedsmak tego, co się będzie działo w finałowych rozgrywkach. Tam już będą drużyny, które wiedzą, czego chcą i po co przyjechały, każdy będzie walczył jak na wojnie. Zdajemy sobie sprawę, że czekają nas ciężkie boje i ten mecz półfinałowy z bełchatowianami może okazać się bezcennym doświadczeniem. Oprócz tego, że było to trudne zadanie, to przede wszystkim zdołaliśmy wrócić do gry przy niekorzystnym wyniku, z tej perspektywy to zwycięstwo jest naprawdę dużo cenniejsze, niż jakbyśmy wygrali łatwo trzy do zera. Co zdarzy się w Kętrzynie, nie wie nikt. Jedno jest jednak pewne – nas nie zadowoli tylko „bycie” w finałach.

Ten mecz z bełchatowianami był takim „zimnym prysznicem” przed tym, co czeka ich na finale? Tam wszystkie mecze mogą wyglądać w ten sposób… Nie będzie już łatwych pojedynków…

– Dokładnie. Bardzo szanujemy drużynę z Bełchatowa. Zdawaliśmy sobie sprawę, że ten mecz może tak wyglądać. Osobiście uważam, że Skra to jeden z kandydatów do medali i nie wiem, czy nie jest to jeden z trudniejszych rywali, z którymi do tej pory i ewentualnie później przyjdzie nam się zmierzyć. To jest zespół, który na finale będzie myślał o najwyższych celach i na pewno będzie to niezwykle ciężki przeciwnik.

Między półfinałowymi a finałowymi rozgrywkami był miesiąc przerwy. Jesteście już na ostatniej prostej, już jutro o godzinie 10 rozegracie pierwsze spotkanie. Jaki był ten okres dla całej drużyny?

– Pracowity! Z trenerem Jankowskim daliśmy chłopakom do zrozumienia, jeszcze przed półfinałowym meczem z bełchatowianami, że „bycie” w ósemce to oczywiście fajne wydarzenie, ale wszyscy myślimy dalej. Nie chodzi o to, żeby na siłę pompować balonik i już rozwieszać medale na szyjach, natomiast musimy czuć i być pewni, że zrobiliśmy na treningu wszystko, co było możliwe, aby turniej w Kętrzynie był naszym najlepszym w życiu. Mamy wszystkie argumenty, aby myśleć, iż obojętnie kto stoi po drugiej stronie siatki, możemy walczyć jak równy z równym. Natomiast to musi się zadziać na boisku – nie gdzieś w kuluarach, na papierze, bo to nie ma żadnego znaczenia. Musimy nastawić się na ciężką wojnę i z determinacją przystąpić do walki. Każdy mecz to będzie bitwa o życie. To będą ciężkie zawody i może nawet ważniejsze będzie rozegranie tego turnieju emocjonalnie, pod względem mentalnym. Nasza ukochana siatkówka jest tak wredną grą, że w jednym momencie zespół może rozsypać się totalnie i to ta mentalna strona będzie miała moim zdaniem ogromne znaczenie. Liczę na to, że nasi zawodnicy są już na tyle doświadczeni, tyle razy na swojej drodze wygrywali i przegrywali, że zarówno zwycięstwa, jak i porażki nauczyły ich różnych sytuacji: wychodzenia z opresji, zwykłej sportowej pokory. Pytanie jest jedno, która z drużyn ma większą determinację i jest gotowa zginąć razem na boisku – nazwijmy to górnolotnie – za chwałę, która czeka po zwycięstwie.

No właśnie, ale żeby mieć odwagę i iść, tak jak pan powiedział, zginąć „w walce o chwałę”, trzeba mieć taką drużynę, która będzie na to gotowa i panom udało się ją chyba stworzyć. Widać po tych chłopakach, że są gotowi, by pójść za sobą w ogień. Jednak aby powstała taka drużyna, potrzeba czasu. Ten zespół krystalizował się już od jakiegoś czasu…

– Tak. Ta drużyna powstawała od kilku lat, mieliśmy aspirację już w młodzikach i kadetach. Przechodziliśmy liczne przeobrażenia, z kilkoma osobami musieliśmy się pożegnać, nie chcieli iść naszą drogą i podjąć naszej filozofii. Pojawiły się też nowe osoby, które sportowo i mentalnie wpasowały się tak, jak my tego oczekujemy. Ci chłopcy też dojrzewają; Bartek Firszt, Mateusz Janikowski to są bardzo doświadczeni zawodnicy, mający za sobą występy w reprezentacji Polski, oni też z roku na rok idą krok do przodu. Te wszystkie małe zdarzenia powodują, że w tej chwili udało nam się stworzyć zespół, według mnie jest bardzo dojrzały i z dużym potencjałem, ale też mający pokorę do tego, że to najpierw trzeba wszystko podnieść z parkietu. To nie są też chłopcy, którzy wczoraj zaczęli grać w siatkówkę, ani chłopcy, którzy nagle zostali pół roku wcześniej ściągnięci do drużyny – to jest zespół tworzony od kilku lat, ogrywany w Młodej Lidze, w drugiej lidze. Wielu trenerów pracowało na to, żeby ta drużyna prezentowała taki poziom, jaki możemy dziś oglądać.

Kętrzyn to miasto młodzieżowej siatkówki. Podpisze się pan pod tym stwierdzeniem?

– Po zeszłorocznych finałach jak najbardziej. Kętrzyn to super miejsce na taką imprezę, całe miasto jest zaangażowane. Rewelacyjne miejsce, jeśli chodzi o kwestie organizacyjne. Idealne miejsce na wydarzenie o takiej randze. Myślę, że i tegoroczne finały będą tam prawdziwym świętem siatkówki.

KS Metro Warszawa w grupie A zmierzy się z Treflem Gdańsk, AKS V LO Rzeszów oraz Jastrzębskim Węglem. Jacy to będą przeciwnicy?

– To „na papierze” bardzo mocna grupa – z mistrzem Polski kadetów Jastrzębskim Węglem, wicemistrzem AKS-em Rzeszów, zawsze mocnym i niebezpiecznym Treflem Gdańsk. Natomiast to jest papier, na boisko nie wyjdą szyldy ani cyfry, tylko wyjdą drużyny i bez względu na to, z kim będziemy grali, myślę, że w tym roku mamy na tyle mocną drużynę, że jesteśmy w stanie walczyć o zwycięstwo z każdym. I jestem przekonany, że jeśli odpowiednio się do tego nastawimy i zrobimy treningowo jeszcze to, co mamy zaplanowane na te ostatnie dni, to tak będzie. Wszystko musi zadziać się na boisku.

Na swoim koncie ma pan dwa medale juniorskich mistrzostw Polski, pierwszy z 2006 roku z Kędzierzyna-Koźla, a drugi z 2013 z Leżajska…

– I dwa czwarte miejsca, które pamiętam do dziś i które bolą po dziś.

Jak pan wspomina tamte finałowe rozgrywki i tamte drużyny?

– To były całkiem różne zespoły. Pierwszy medal, z drużyną roczników ’87 i ’88 – wówczas na finałowe rozgrywki jechaliśmy w roli jednego z faworytów – jednak jeden przegrany mecz w całym sezonie zaważył o tym, że musieliśmy, zadowolić się brązem. Mecz w półfinale ze Skrą Bełchatów wykluczył nas z gry o złoto i do dziś myślę, że każdy z tych chłopaków pamięta to spotkanie. O brąz biliśmy się z drużyna z Częstochowy, z którą rok wcześniej też w meczu o trzecie miejsce przegraliśmy w tie-braku. Tym razem się jednak udało, to my wygrywamy 3:2 i radość, nie wiem, czy nie jest równie wielka, jakbyśmy wygrali złoto. To było wówczas dla nas niezwykle cenne doświadczenie, mimo iż byliśmy jednym z faworytów, to medal nie zdobył się sam.

– Natomiast drużyna rocznika ’94, ’95 i ’96, bo w tym zespole byli przecież kadeci Bartek Lemański i Bartek Lipiński, to był taki czarny koń turnieju w Leżajsku. Myślę, że wiele drużyn było zaskoczonych poziomem naszej gry na tamtym turnieju.

Nie tak dawno poznaliśmy powołanych do reprezentacji Polski juniorów. Wśród kadrowiczów znaleźli się Mateusz Janikowski i Bartek Firszt, a na liście rezerwowej Mateusz Witek. Jak zobaczył pan ich nazwiska, pomyślał pan, że fajnie by było, jakby kiedyś było dane im stanąć w tym miejscu, w którym w 2014 roku stanęli Kłos, Nowakowski i Wrona?

– Nie mam nic przeciwko temu, aby ta trójka, tak jak tamta trójka, która de facto grała też kiedyś w jednej drużynie tu w KS-ie Metro, skończyła jako medaliści mistrzostw świata, mistrzostw Europy czy nawet igrzysk olimpijskich. Natomiast teraz to oni muszą te swoje szanse wykorzystać. To są chłopaki, którzy mają ogromny potencjał, są na takim etapie swojego sportowego życia, że talent jest punktem wyjścia. Z takim potencjałem jest dajmy na to dziesięciu, ale tylko jeden zajdzie w to miejsce, o którym mówimy. Oni sami muszą o to zawalczyć. Muszą zawalczyć o swoje marzenia. My jako klub i trenerzy mówiąc kolokwialnie – swoje zrobiliśmy, daliśmy im podstawy i fundamenty, teraz oni muszą walczyć jak lwy o swoje. Być może kiedyś będziemy się cieszyć z takich samych lub podobnych sukcesów. Tego, nie tylko ja, ale cały klub im życzy!

Panie prezesie, po co KS Metro Warszawa jedzie na finał mistrzostw Polski juniorów?

– Pokazać jak najlepszą siatkówkę i to, że warto walczyć, konsekwentnie robić swoje. Oczywiście gdzieś tam w tle jakieś myśli o medalu się kłębią, ale to jest, jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało, drugorzędna sprawa. Jeśli zagramy najlepsze swoje zawody i się okaże, że ktoś jest lepszy – trudno – będę pierwszy, który pogratuluje zwycięstwa. My mamy zagrać najlepsze zawody w całym sezonie. Nasi zawodnicy muszą czuć, że zrobili tam wszystko co w ich mocy. Z takim nastawieniem we wtorek jedziemy do Kętrzyna.

źródło: inf. prasowa

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
rozgrywki młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved