Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Artykuły > VolleyBox 20: Przewinienia nie było, kary też nie będzie

VolleyBox 20: Przewinienia nie było, kary też nie będzie

fot. Michał Ślusarski

Dzisiaj temat budzący sporo emocji, a mianowicie rozstrzygnięcia w sprawie stosowania dopingu u rosyjskich sportowców. Wyroki zostały ogłoszone, a sprawa zakończona. Czy są to decyzje satysfakcjonujące kibiców, zawodników, ludzi związanych ze środowiskiem siatkarskim? Wątpliwe, są one raczej rozczarowujące i budzące, jeśli nie złość, to z pewnością jęk zawodu. Chociaż są też i tacy, którzy odetchnęli z ulgą…

 



Przemysławie,

mimo że nadal nam w głowie finały rodzimych lig, skądinąd mocno rozczarowujące, to jednak dzisiaj temat niezwiązany z meczami o medale. W minionym tygodniu padła informacja, iż Aleksander Markin, oskarżony jakiś czas temu o stosowanie dopingu, został oczyszczony z wszelkich zarzutów. Oznacza to, że może on, jak każdy inny rosyjski siatkarz, być brany pod uwagę przy ustalaniu przez trenera Aleknę składu np. na igrzyska olimpijskie. Jest niewinny, a więc kary za „bycie pod wpływem” podczas turnieju kwalifikacyjnego w Berlinie również nie będzie. I tyle, koniec sprawy…

Po raz kolejny okazało się, że jeśli chodzi o komplikowanie przepisów i ustalanie dziwnych i nikomu niepotrzebnych zasad, to międzynarodowe organizacje (w tym przypadku FIVB) są mistrzami. Za to kiedy tematem jest coś naprawdę ważnego, fundamentalnego można by nawet rzec, to federacja poległa, jak zwykle. Jest to przykre o tyle, o ile przynosi to zły przykład na przyszłość, jaka bowiem informacja idzie w świat? Ano taka, że można wygrać turniej, wspomagając się niedozwolonymi środkami i nie poniesie się konsekwencji. Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz czytałam wyjaśnienia Markina o tym, jakoby nie był świadomy, że w jego organizmie tak długo utrzymywało się meldonium i że zgodnie z zapewnieniami producenta podczas gry w Berlinie myślał on, że, mówiąc wprost, jest już „czysty”, to uznałam, że takie tłumaczenia są po prostu niepoważne. A jednak wystarczyły.

Wyjaśniając nieco zawiłości procedury, jaka wszczęta została po ujawnieniu wyników testu antydopingowego, należy wspomnieć, że ważną rolę odegrała tu WADA, czyli światowa agencja antydopingowa. Jakiś czas temu wydała ona bowiem opinię, w której podwyższyła normy dla dopuszczalnych wartości meldonium we krwi zawodników. I tym właśnie sposobem dały skutek tłumaczenia Rosjanina o tym, jakoby środek ostatni raz brał długo przed styczniowym turniejem (kiedy lek był jeszcze dozwolony), a w styczniu wartość dopingu w jego krwi była już bardzo mała. Można więc powiedzieć, że FIVB oceniając sprawę Markina, przychyliło się tylko do opinii WADA, która to przecież organizacja jest wyspecjalizowana do tego typu spraw, a co za tym idzie, pewnie bardziej kompetentna do oceny. Stąd „wyrok” uniewinniający. Ale ja zadaję sobie i tobie, Przemku, zasadnicze pytanie: czy światowa federacja nie powinna stać na straży nie tylko zgodności z prawem i wyznaczonymi normami, ale też bronić sportowego ducha, wartości fair play? Czy w dzisiejszym sporcie nie liczy się już uczciwa rywalizacja? Wspomnę znowu, jaki sygnał niesie się po świecie, jaki przykład? Nie mówię, że Markin i jemu podobni powinni zostać dożywotnio zdyskwalifikowani, ale skoro przewinienie było ewidentne, to jednak i jakaś kara powinna być. Okazało się jednak, że najłatwiej jest udać, że nic złego się nie stało, zawodnik jest niewinny, a hałas był zupełnie niepotrzebny. I jeśli pomyśleć o tym poważnie, to rzeczywiście, może i racja. Wyobrażacie sobie bowiem, co by było, gdyby siatkarz został uznany za winnego i zawieszony? Wtedy trudno by było uniknąć dalszych kroków, o które zapewne wnioskowałyby federacje Francji czy Niemiec, zainteresowane przetasowaniem berlińskich rozstrzygnięć. Siatkówka to przecież sport zespołowy, a zważywszy na to, jak ważną rolę Markin odegrał w meczu finałowym, trudno byłoby nie dać racji przekonaniu, że zwycięstwo Rosjan było, jakkolwiek by nie uzasadniać, nie do końca akceptowalne. Sytuacja mocno by się więc skomplikowała. A jak wiadomo działacze światowych federacji decyzji trudnych, kontrowersyjnych i niepopularnych podejmować nie lubią, wybrali zatem rozwiązanie najprostsze. Aleksander Markin nie zrobił nic niedozwolonego, nie ma więc żadnych wskazań, aby klasyfikacja turnieju w Berlinie została zweryfikowana. I już, koniec sprawy. I jak tak sobie myślę, to chyba mnie to nawet nie dziwi, pozostaje jedynie niesmak, że mimo iż tyle się mówi o tym, jaki to doping jest zły i niemoralny, to nadal są to tylko słowa…


 

Magdo,

ja sprawę dopingu w sporcie znam bardzo dobrze i to z doświadczenia własnego, z autopsji. Ileż to razy na turniejach o mistrzostwo dzielnicy czy gminy, między jednym a drugim meczem piłki kopanej lub odbijanej, uzupełniało się płyny, które nie do końca były izotonikami? Nie tylko gasiły one pragnienie, ale i pokrzepiały duszę, serce i ciało. Wielu mistrzów podwórka i wicemistrzów powiatu takim dopingiem się pohańbiło…

Wychodząc jednak z krainy Walta Disneya, trzeba napisać gorzkich słów kilka. Używanie niedozwolonych substancji lub technologii w sporcie zawodowym, bez znaczenia czy na poziomie mistrzowskim, czy nieco niższym, było dla mnie zawsze czynem haniebnym. Moje zdanie jest ciągle niezmienne i wszystkie tego typu sytuacje są dla mnie zaprzeczeniem idei sportu jako rywalizacji o miano najlepszego, najszybszego, najsilniejszego i wielu innych „naj”. Sądziłem jednak, że to inne sporty są po uszy zanurzone w to świństwo. Wszyscy przecież pamiętamy chyba najsłynniejszą aferę dopingową ostatnich lat – oszustwa (nie do końca) znakomitego kolarza Lance’a Armstronga. Zresztą cały kolarski światek nie cieszy się zbyt dobrą opinią, bo niemal co roku na jaw wychodzi kolejny oszukańczy proceder. Nie lepiej sytuacja ma się w sportach siłowych – podnoszenie ciężarów czy zapasy nie raz okazywały się nie do końca czyste. W mediach pojawiają się również informacje dotyczące dopingu w sportach wodnych, a w szczególności wśród pływaków. Bardzo negatywne emocje budziła we mnie sprawa zażywania leków na astmę przez sporą grupę norweskich (pewnie nie tylko z tego kraju) biegaczek narciarskich. Nie wiedziałem, że w tym kraju jest tak wielu schorowanych ludzi… W ramach unijnej jedności chciałbym wszystkie norweskie biegaczki zaprosić do Polski, by powdychały nieco jodu nad naszym morzem, by poprawiły swój stan zdrowia, wędrując po górach i wypoczywając w znakomitych ciechocińskich tężniach. Mimo że specyfiki zażywane przez m.in. Norweżki nie posiadały w sobie składników zakazanych, to ich działanie dawało „kopa” i ciężko nie nazwać tego dopingiem.

Gdzie w tym wszystkim miejsce dla siatkówki? Otóż wydawało mi się, że tego miejsca po prostu nie było. W naszej kochanej dyscyplinie takie rzeczy? To niedorzeczne! Ale to tylko pierwsza myśl, fakty są nieco inne. Dla kibiców liczy się wynik sportowy, ale czy dla siatkarzy to jedyna motywacja? Wydaje mi się, że nie do końca. Choć nie tak łatwo doszukać się spektakularnej afery dopingowej z udziałem siatkarzy, to takie przypadki miały miejsce. Nie tak dawno, bo niecałe 3 lata temu Brazylijka Natalia Pereira została zawieszona za stosowanie niedozwolonych środków. W tym samym czasie swoją drugą dopingową wpadkę zaliczył Amerykanin, Riley Salmon. O ile za pierwszym razem skończyło się na 4 miesiącach pauzy, o tyle za drugim aż na 4 latach.

Jak pokazują te dwa przypadki – można. Zarówno Brazylijka, jak i Amerykanin to głośne nazwiska i FIVB do spółki z WADA nie miały skrupułów, by zawiesić ich kariery. W sprawie Markina zawieszenie gracza było jednak decyzją dużo bardziej ryzykowną i niosącą daleko idące następstwa. W historii siatkówki nie było chyba jeszcze sytuacji, by jakiejkolwiek ekipie „zabrać” awans na igrzyska olimpijskie. I tutaj chyba tkwi cały problem. Uznanie Markina za winnego skutkowałoby dyskwalifikacją Rosjan w turnieju w Berlinie, a idąc dalej – ogromne roszady w turnieju ostatniej szansy w Japonii i w samych igrzyskach olimpijskich. Najbardziej zadowoleni z tego faktu byliby na pewno Niemcy, którzy tym samym złapaliby oddech i mogliby walczyć o awans w Azji. Być może taka decyzja skłoniłaby gwiazdora reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów, Georga Grozera, na powrót do kadry?

Decyzja o dyskwalifikacji Markina i całej Sbornej byłaby dla mnie ogromną niespodzianką. Już chyba przyzwyczailiśmy się do tego, o czym napisałaś, Magdo – FIVB ma zadziwiającą zdolność do podejmowania szybkich i irracjonalnych decyzji w sprawach błahych, natomiast w kluczowych nie robi kompletnie nic. Według mnie doping to doping, niezależnie od tego, czy użyto substancji zakazanej, o ograniczonym stężeniu we krwi czy dopingu technologicznego. Kara powinna być, bo takie oto decyzje tylko rozzuchwalają nieuczciwych sportowców i za niedługo może się okazać, że jedynym „bez koksu” jest drużynowy statystyk.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Artykuły, Felietony

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved