Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Trentino o krok od zdobycia Pucharu CEV

Trentino o krok od zdobycia Pucharu CEV

fot. CEV

Podczas gdy w najważniejszych europejskich rozgrywkach – Lidze Mistrzów, wciąż trwa walka o awans do Final Four, w drugim w hierarchii pucharze – Pucharze CEV rozegrano pierwszy mecz finałowy. Spotkanie to odbyło się we włoskim Trydencie, gdzie miejscowe Trentino Diatec podejmowało gości z zachodniej Francji – Tours VB. Zdecydowanym faworytem tego spotkania byli gospodarze, dysponujący dużo większym potencjałem siatkarskim. Potwierdzili oni przedmeczowe przypuszczenia, pokonując rywali w trzech szybkich setach i zapewniając sobie tym samym solidną zaliczkę przed sobotnim meczem rewanżowym.

Był to piąty mecz obydwu drużyn przeciwko sobie. Dotychczasowe ich pojedynki odbywały się zawsze w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Trzy z nich zakończyły się zwycięstwami Włochów, jednak ostatnie spotkanie, rozegrane 16 grudnia 2015 roku, padło łupem Francuzów. Trentino do tej potyczki podchodziło w doskonałych nastrojach, ponieważ w ostatnią niedzielę pokonało w trzecim meczu półfinałowym ligi włoskiej Perugię, wychodząc tym samym na prowadzenie 2:1 w serii do trzech zwycięstw. We włoskim obozie dało się wyczuć pełną koncentrację i skupienie. Na wtorkowej konferencji prasowej trener Trentino Angelo Lorenzetti zapowiadał: – Mimo że nie jest to finał Ligi Mistrzów, to damy z siebie absolutnie wszystko i zagramy najlepiej, jak potrafimy, aby zadowolić kibiców oraz wszystkich ludzi związanych z naszym klubem. Poza tym ja osobiście jeszcze nigdy nie wygrałem europejskiego trofeum, więc jest to dla mnie dodatkowa mobilizacja. Doceniał on również klasę rywala. – Zagramy z trzecią drużyną sezonu zasadniczego we Francji, która pod wodzą doskonałego trenera Giampaolo Medei stale się rozwija. Dzięki obecności w składzie Huberta Henno są oni doskonali w defensywie, jednak ich siła ofensywna również jest imponująca. Na koniec zachęcił on sympatyków swojej drużyny do licznego przybycia na halę, aby głośno wspierać swój ukochany klub. Ostatecznie mecz oglądało dokładnie 2204 widzów, więc niewiele więcej niż chociażby półfinałowe starcie z Fenerbahce Stambuł. W zgoła odmiennych nastrojach do tego meczu podchodzili zawodnicy klubu znad Loary. Po wygraniu dwumeczu w półfinale Pucharu CEV przystąpili oni do ćwierćfinałowej rozgrywki na krajowym podwórku. Niespodziewanie przegrali oni dwa mecze z niżej klasyfikowaną w sezonie zasadniczym Toulouse, odpadając z rywalizacji o ligowy prymat. Na domiar złego w trakcie tie-breaka drugiego meczu rozgrywanego w ostatni piątek kontuzji nabawił się podstawowy przyjmujący – Levi Alves Cabral. Ostatecznie wystąpił on w hali Palatrento, jednak wydaje się, że uraz ten miał niemały wpływ na jego dzisiejszą, kiepską grę. Mimo wszystko ludzie związani z Tours VB liczyli, że obecny skład nawiąże do największego sukcesu w historii klubu, jakim niewątpliwie było wygranie Ligi Mistrzów w 2005 roku.



Mecz od początku prowadzony był pod dyktando Włochów. Pierwszą przerwę na żądanie trener Giampaolo Medei wykorzystał już przy stanie 4:1. Trentino systematycznie powiększało swoją przewagę, która osiągnęła pułap 9 punktów przy stanie 13:4 po serii 6 oczek, gdy na zagrywce znajdował się Sebastian Sole. Francuzi starali się uratować seta, wprowadzając kilku rezerwowych, jednak próby te nie przyniosły spodziewanego efektu. Zastępujący Guillermo Hernana drugi rozgrywający Thomas Nevot popełniał wiele błędów, łącznie z bardzo prostymi jak na przykład rozegranie piłki na drugą stronę siatki. Grający na luzie gospodarze pozwalali sobie na nieszablonowe rozwiązania, raz po raz powodując wybuchy radości na trybunach i ostatecznie kończąc premierową partię mocnym zbiciem z drugiej linii Jana Stokra.

Od początku drugiego seta trener gości znów zaufał podstawowym zawodnikom. Do swojej wysokiej skuteczności powrócił kluczowy gracz Tours David Konecny. Dzięki kilku jego efektownym atakom po prostej Francuzi dość długo trzymali kontakt z rywalem. Gdy jednak tylko Trentino wrzuciło nieco wyższy bieg, z łatwością uzyskało ono bezpieczną przewagę. Wydaje się, że problemem gości jest fakt, że ich obaj podstawowi przyjmujący mają bardzo podobną charakterystykę. Doskonale radzą oni sobie z przyspieszonymi piłkami, jednak przy stosunkowo gorszym przyjęciu, bardzo się męczą, mając przed sobą podwójny lub nawet potrójny blok. Poza tym jeden z nich – Levi Alves Cabral – z powodu niedawnego urazu był mocno oszczędzany. Dostał on zaledwie 7 piłek do ataku przez cały mecz. Wyraźnie zarysowywała się przewaga Włochów na siatce. Ich 20-letni rozgrywający Simone Giannelli nawet z niedokładnych przyjęć potrafił rozegrać w niekonwencjonalny sposób, gubiąc tym samym przynajmniej jednego blokującego. Wszyscy atakujący Trentino również znakomicie spełniali swoje role, kończąc ponad połowę otrzymanych piłek. Przy stanie 18:13 szkoleniowiec gości przeprowadził klasyczną podwójną zmianę, jednak te starania znów spełzły na niczym, ponieważ jego podopieczni, zatrzymani kilkukrotnie w końcówce seta blokiem, przegrali drugą partię do 19.

Po kilku początkowych wymianach trzeciej odsłony widać było, że Włosi w przerwie między setami zgubili gdzieś koncentrację. Z tego powodu przez stosunkowo długi czas wynik oscylował wokół remisu. Jednak sześciopunktowa seria przy zagrywce Simona van de Voorde pozwoliła po raz kolejny gospodarzom uciec na bezpieczną odległość (13:9). Goście nie mieli absolutnie żadnych argumentów ofensywnych, którymi mogliby stawić czoła rywalom. Dość powiedzieć, że grający praktycznie cały mecz przyjmujący Ryley Barnes skończył jedynie 4 z 21 otrzymanych piłek w ataku. Tak kiepska siła rażenia Tours spowodowała, że gospodarze spokojnie utrzymali przewagę do końca partii i zarazem meczu. W końcówce obaj trenerzy posłali do boju kilku rezerwowych, a set ten zakończył się wynikiem 25:17. Można śmiało stwierdzić, że siatkarze Tours, aby nawiązać wyrównaną walkę z trzykrotnym zdobywcą Ligi Mistrzów, musieliby wspiąć się na całkowite wyżyny swoich umiejętności. W kilku fragmentach tego meczu potrafili to zrobić, jednak rzucała się w oczy prawidłowość, że jeden błąd w ich szeregach powodował kompletne rozsypanie się wszystkich elementów siatkarskiego rzemiosła na następnych wiele wymian. Niestety z takimi proporcjami świetnej gry do gry beznadziejnej nie byli oni w stanie wyszarpać rywalom choćby jednego seta.

Trentino Diatec (ITA) – Tours VB (FRA) 3:0
(25:14, 25:19, 25:17)

Składy zespołów:
Trentino: Giannelli (4), Lanza (8), Sole (9), Van de Voorde (7), Stokr (10), Urnaut (11), Colaci (libero) oraz Burgsthaler
Tours: Hernan (1), Konecny (10), Barnes (4), Jansen (1), Collin (2), Cabral (3), Henno (libero) oraz Nevot, Jouffroy (5), Zuidberg, Rabiller (2) i Masson (1)

Patrząc na rewanż przez tylko przez pryzmat tego meczu, wydaje się on być jedynie formalnością. Przewaga Trentino zarówno w ofensywie, jak i w defensywie była doprawdy ogromna. Jednak czy w sporcie można kiedykolwiek powiedzieć cokolwiek na pewno? Z całą pewnością nie, więc zarówno kibice Tours, jak i neutralni sympatycy siatkówki powinni w sobotni wieczór z uwagą śledzić to, co będzie się działo na parkiecie we Francji, w nadziei na to, że sport po raz kolejny okaże się tak piękny, jak i nieprzewidywalny.

Zobacz również:
Wyniki Pucharu CEV mężczyzn

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-04-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved