Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Tomasz Ćwiertnia: Stać nas na bardzo wiele

Tomasz Ćwiertnia: Stać nas na bardzo wiele

O siatkówce halowej czy plażowej dużo mówić nie trzeba. Zarówno w jednej, jak i drugiej dyscyplinie Polska może poszczycić się wieloma sukcesami. Coraz głośniej mówi się jednak o siatkówce na śniegu. W tej również mamy swoich reprezentantów. – Jeśli chodzi o to, jak trenować pod „śniegówkę”, to warto pomieszać trochę elementów hali i plaży. Zasady obowiązują te same, co w siatkówce plażowej, piłka również jest taka sama. Siatkówka na śniegu bardzo się rozwinęła i chociażby mistrzostwa Europy przewidziane na ten rok są świetnym dowodem na to, że jest to już poważna dyscyplina – mówi w rozmowie ze Strefą Siatkówki Tomasz Ćwiertnia, zawodnik Groszek&Ćwiertnia Snow Volleyball Team.

Sezon już na dobre się rozpoczął. Jak na to obciążenie z nim związane reagują obecnie wasze organizmy?



Tomasz Ćwiertnia: – Zaczęliśmy przygotowania już dwa i pół miesiąca temu. W październiku odbyliśmy swój pierwszy w tym sezonie obóz, który miał miejsce w Albanii, gdzie wraz z Proskosem spędziliśmy osiem dni na piasku. Bardzo dużo się nauczyliśmy, szczególnie w kwestii technicznej i pod kątem tego jak trenować. „Śniegówka” to połączenie hali i piasku, więc zarówno umiejętności, które posiedliśmy, grając w siatkówkę w hali oraz w piłkę plażową, mocno nam się przydają. Przez pierwsze dwa miesiące trenowaliśmy przede wszystkim siłowo. Od jakiegoś czasu trenujemy już dynamicznie. Czujemy się fizycznie bardzo dobrze. Staramy się pracować nad techniką. Wyjeżdżamy do Czech na plażę, gdzie szlifujemy odbicia, podstawowe rzeczy, jak chociażby zagrywkę. Docieramy się jeszcze w kwestii taktyki. Fizycznie to wygląda naprawdę bardzo dobrze, jeżeli chodzi o szybkość, sprawność, skoczność. Turniej we Włoszech, który odbył się w Sestriere, nieopodal Turynu w wiosce olimpijskiej około miesiąca temu, pokazał, że jesteśmy na dobrej drodze i staramy się koncentrować i nie gubić gdzieś tej formy, którą wypracowaliśmy.

Jesteś zawodnikiem, który jak większość swoją przygodę zaczął w hali, później grał dużo na plaży. Skąd wziął się pomysł na to, żeby spróbować sił w snow-volleyu?

– Piotr Groszek, mój partner, zaczął już około pięciu lat temu. Gdzieś w internecie wyczytał, że jest coś takiego jak siatkówka śniegowa. Zbyt długo o tym nie myślał, dwie minuty i decyzja podjęta. Moja natomiast została podjęta trochę później. Dzięki Piotrkowi udało mi się zobaczyć, co to takiego. Pojechaliśmy razem do Szwajcarii, gdzie jak na debiutującą w takim połączeniu parę zdołaliśmy wywalczyć czwarte miejsce. Było to naprawdę dobre osiągnięcie. Na pewno dało się lepiej, ale jak na nasz pierwszy start był to niemały sukces. Szwajcaria to piękne widoki, bardzo ciekawi ludzie, a przede wszystkim – robimy to, co kochamy, więc nietrudno było mi połknąć bakcyla.

Jak bardzo podobne do siebie jest szkolenie plażowe i śniegowe?

– Jeśli chodzi o to, jak trenować pod „śniegówkę”, to warto pomieszać trochę elementów hali i trochę elementów plaży. Warunki na śniegu bardzo szybko się zmieniają, szczególnie podłoże, dlatego warto bardzo dużo czasu spędzić w hali, ponieważ w mojej opinii ma to dużo wspólnego w kwestii odbicia od podłoża. Na śniegu dużo łatwiej gra się z samego rana – dla osób, które preferują siatkówkę halową, stąd atak jest technicznie podobny do tego w hali. Po południu śnieg jest już dużo bardziej „zużyty”. Wiele oczywiście zależy od warunków pogodowych. Najczęściej gramy w Alpach, a tam często jest słońce, więc trochę przygrzewa, lekko nawet opali, ale i stopi śnieg. Wtedy już przechodzi się bardziej na ten tryb plażowy. Zasady obowiązują te same, co w siatkówce plażowej, piłka również jest taka sama jak na piasku, różni się na pewno ubiór. Jeśli chodzi o przyjęcie, wystawę i techniczne aspekty, to są one bardzo podobne do siatkówki plażowej.

Jeśli chodzi o wyposażenie, to sami je sobie dobieracie?

– Kwestia preferencji. My gramy w obuwiu piłkarskim, które u nas obojga trochę się różni. Czasem przy dobrej pogodzie Piotr się nie ślizga, ja tak, a czasem ja mam świetną przyczepność, a Piotr ma problemy. Mamy inny materiał, z którego wykonane jest nasze obuwie. Widziałem osoby, które grają w lekkich butach zimowych. Próbowaliśmy tego, próbowaliśmy też grać w kolcach, ale na tamte warunki to się niestety nie sprawdziło. Kwestia obuwia i całego sprzętu jest już indywidualna. Póki co nie jest to ograniczone żadnymi przepisami, więc można szukać jakiegoś sposobu na własną rękę.

Dla was snow-volley już przestał być zabawą i to moment, w którym myślicie o nim już w konkretnych kategoriach?

– Podchodzimy do tego całkowicie profesjonalnie. Staramy się dawać z siebie wszystko, przede wszystkim w kwestii treningów – zarówno na siłowni, w hali czy na piasku, gdzie spędzamy bardzo dużo czasu. Do wszystkiego dokładamy odpowiednią dietę. Mamy ułożone specjalne plany, stąd całość jest dobrze rozgraniczona czasowo. Współpracujemy z trenerem przygotowania motorycznego z Częstochowy. Staramy się trenować na tyle, żeby pozwoliło nam to myśleć o jak najwyższych lokatach, ale przede wszystkim – grać jak najlepsze mecze na tych turniejach. Boisko na pewno nas zweryfikuje. „Śniegówka” bardzo się rozwinęła i chociażby mistrzostwa Europy przewidziane na ten rok są świetnym dowodem na to, że jest to już poważna dyscyplina.

Kiedy zdecydowałeś, że siatkówka śniegowa jest jednym z tych trzech wariantów siatkówki, który chcesz uprawiać całkowicie profesjonalnie?

– W siatkówkę na śniegu gram rok. W ubiegłym sezonie, z turnieju na turniej uświadamiałem sobie, że jest to coś, co chcę robić i jestem w stanie rywalizować z naprawdę dobrymi zawodnikami. Sprawia mi to ogromną radość, co jest chyba głównym wyznacznikiem mojej decyzji. Lubię to robić i jestem gotów dawać z siebie sto procent.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-01-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved