Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Taylor Sander: Nikt nie obawia się podjęcia ryzyka kosztem nauki

Taylor Sander: Nikt nie obawia się podjęcia ryzyka kosztem nauki

fot. Katarzyna Antczak

Siatkarze Stanów Zjednoczonych do samego końca nie mogli być pewni występu w Final Six Ligi Światowej. Zwycięstwo z Polakami otworzyło jednak dla odmłodzonego składu reprezentacji USA szansę na awans do turnieju finałowego i dzięki korzystnym wynikom pozostałych spotkań Amerykanie pojadą do Kurytyby. – Zależy nam na tym, by cały czas grać na wysokim poziomie, a nie na tym, by czekać na konkretny turniej, by akurat tam pokazać się dużo lepiej. Chcemy być mocni w każdym pojedynczym meczu – powiedział po zwycięstwie nad biało-czerwonymi Taylor Sander.

W pierwszym secie meczu z biało-czerwonymi dwa asy serwisowe Mateusza Bieńka przesądziły o zwycięstwie Polaków w tej partii. To niewiarygodne, jak szybko odbudowaliście się mentalnie po tej porażce…



Taylor Sander: – Już w pierwszym secie odrobiliśmy dość dużą stratę, powróciliśmy do gry i to dodało nam energii na dalszą część spotkania. W decydującym momencie przegrywaliśmy 3 punktami w tej premierowej odsłonie, ale cały czas wierzyliśmy, trzymaliśmy się naszej taktyki. Wygraliśmy też kilka niesamowitych akcji, pełnych walki i to dodało nam skrzydeł, pomogło zwyciężyć.

Choć niemal przez cały turniej to Benjamin Patch był waszym podstawowym atakującym, to w decydującym meczu usiadł on jednak na ławce. Jak twoim zdaniem poradził sobie Carson Clark?

– Myślę, że wszyscy widzieli, że poradził sobie znakomicie. (uśmiech) Dołożył ogromną cegiełkę do tej wygranej. Trener wcześniej poinformował go, że to będzie mecz, w którym na niego liczy i Clark był w pełni gotowy na podjęcie wyzwania. Wypełnił swoje zadanie w 100% i myślę, że rozegrał fantastyczny mecz.

Czy pod koniec fazy interkontynentalnej reprezentacja USA osiągnęła już ten poziom, do którego dąży od początku sezonu?

– Wydaje mi się, że nie zagraliśmy tak dobrze, jak byśmy tego oczekiwali, ale wystarczająco dobrze, aby wygrać z Polakami. Zależy nam na tym, by cały czas grać na wysokim poziomie, a nie na tym, by czekać na konkretny turniej, by akurat tam pokazać się dużo lepiej. Chcemy być mocni w każdym pojedynczym meczu.

Gdyby nie słabsza postawa na początku rozgrywek, być może już teraz moglibyście świętować awans do Final Six, a tak pozostaje wam czekać…

– Tak, oczywiście, ale trzeba pamiętać o tym, jak młodą drużyną jesteśmy i że musimy się jeszcze dużo nauczyć. Przegraliśmy już wiele spotkań, ale za każdym razem wychodziliśmy z tych starć mądrzejsi i silniejsi. Pierwszy weekend Ligi Światowej był dla nas bardzo nieudany, ale cały czas tak samo trenowaliśmy i nie wątpiliśmy w to, że wkrótce będziemy w stanie wygrywać mecze z najlepszymi drużynami na świecie. Nawet pod nieobecność wielu naszych znanych zawodników radzimy sobie jak widać całkiem nieźle i to cieszy podwójnie.

Jak to się dzieje, że podczas gdy niemal każda reprezentacja na świecie w pewnym momencie przeżywa kryzys pokoleniowy, to w Stanach Zjednoczonych za każdym razem z lig uniwersyteckich udaje się wyłapać całe morze talentów?

– W Stanach Zjednoczonych jest całe mnóstwo znakomitych graczy, wybór jest ogromny. Za każdym razem, gdy wracamy do kraju, mamy całą grupę młodszych zawodników, którzy trenują razem z nami. Sztab trenerski wykonuje znakomitą pracę, procentuje fakt, że młodsze pokolenia dostają szansę występu w meczach na takim poziomie. Nikt nie obawia się podjęcia ryzyka kosztem nauki. Nawet jeżeli młodzież nie zagra dobrze, to trenerzy chcą, aby zawodnicy nabierali doświadczenia, grając na światowym poziomie.

Trener John Speraw ma ogromny komfort pracy, ale też wydaje się, że porażki zupełnie was nie załamują i jako drużyna potraficie przez długie miesiące czy nawet lata trzymać się założonego planu…

– Jest to pewien proces. Nasz trener cały czas stara się, abyśmy nabrali swojego własnego stylu gry, aby każdy z nas go znalazł. Zna nasze możliwości, nie wymaga od nas, by grać lepiej, niż pozwalają na to nasze warunki. Chce, byśmy wnieśli tyle, ile potrafimy do tej drużyny, nic więcej. Nie musimy być najlepszymi siatkarzami na świecie, by znaleźć się w jednej z najlepszych drużyn na świecie, ale musimy wykonywać swoją pracę i zadania.

Na koniec zapytam jeszcze, jak grało ci się przed łódzką publicznością?

– To jest zawsze niesamowite uczucie. Kocham grać w Polsce i uważam, że biało-czerwoni mają najlepszych kibiców na świecie. Mają również piękne obiekty sportowe, takie jak Atlas Arena, nic więc dziwnego, że gra tutaj to dla mnie sama przyjemność.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-06-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved