Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > W. Tarasow: Zespół nie do końca jest świadomy potencjału

W. Tarasow: Zespół nie do końca jest świadomy potencjału

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Uważam, że nasz zespół nie do końca jest świadomy potencjału, jaki w nim drzemie. Jeśli każdy z chłopaków, każdy z osobna zacznie wierzyć w siebie samego, to może to dać bardzo pozytywny skutek i przełożyć się na więcej wygranych z naszej strony. Przede wszystkim jednak będziemy mogli pokazać naszą najlepszą siatkówkę i to jest najważniejsze – mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki Wiaczesław Tarasow, przyjmujący BBTS-u Bielsko-Biała.

Mecz w VK Prievidza nie poszedł po waszej myśli.



Wiaczesław Tarasow: – To nasz ostatni sparing przed startem sezonu. W czwartek z tą drużyną odbyliśmy trening, więc trochę już wiedzieliśmy o tej ekipie. Mamy obecnie niewielkie kontuzje w drużynie, przez co lista zawodników była nieco inna. Myślę, że to dobrze, że mamy możliwość gry z takimi drużynami jak ta, ponieważ to nie jest taka typowa ekipa, jak inne w Polsce. Ci gracze prezentują bardzo techniczną siatkówkę. Nie było w tym meczu zbyt wielu błędów z ich strony, a ich gra opierała się właśnie na błędach ze strony przeciwników. Dobrze, że zagraliśmy ten ostatni sparing właśnie z tą drużyną.

Co jest najsłabszym elementem w drużynie BBTS-u Bielsko-Biała na ten moment?

– W tym meczu może zwyczajnie byliśmy zmęczeni. Nie graliśmy zbyt dobrze na łatwych piłkach. Dostawaliśmy od nich darmowe piłki czy lekkie kontrataki i tego nie umieliśmy wykorzystać. Kiedy piłka po ataku rywala ociera nasz blok i jeszcze jest szansa tę akcję wyprowadzić, to musimy do tego doprowadzić. Dla nas wtedy to darmowa piłka, z której pewnie powinniśmy zdobyć punkt. Po trzecim secie zaczęliśmy popełniać mnóstwo błędów w przyjęciu. Może to jeden z efektów naszego zmęczenia, że to przyjęcie nie jest jeszcze zbyt perfekcyjne. Po przyjęciu musimy mieć możliwość wyprowadzenia ataku ze środka i uruchomienia drugiej linii.

Od początku sezonu przygotowawczego i samych przygotowań obawialiście się o element przyjęcia. Czy może pan przyznać, że w porównaniu do tych pierwszych tygodni treningowych zdołał on się poprawić?

– Tak, zdecydowanie. Cały czas pracujemy nad przyjęciem, mając świadomość tego, że to jeden z najważniejszych elementów, na jakim musimy się skupić. Jeśli chcemy myśleć o jakichś wygranych w PlusLidze, musimy przyjmować lepiej, po prostu. Zarówno ja, jak i koledzy doskonale zdajemy sobie z tego sprawę.

Jak czujecie się po sezonie przygotowawczym na ten moment?

– Jesteśmy trochę zmęczeni, ale to normalne w tym momencie. Ostatni tydzień jest bardzo ciężki, bo trenerzy budowali nam bardzo dobry fundament, jakim jest to przygotowanie fizyczne. To już ostatni krok przed startem sezonu.

Więc nie powinno dziwić, że tak mogło to wyglądać?

– Oczywiście. Jasnym jest, że nie jesteśmy pełni tej „świeżości”. To nie jest nasza najlepsza dyspozycja. Mamy teraz przed sobą dzień wolnego, bo w sobotę odpoczywamy, a kolejny trening zaplanowany jest na niedzielę. Jestem przekonany, że na swój pierwszy mecz z Asseco Resovią Rzeszów we środę wyjdziemy już lepsi i bardziej świeży.

Co może być najsilniejszą stroną BBTS-u Bielsko-Biała w tym sezonie?

– Sądzę, że może to być atak, bo mamy naprawdę mocnych atakujących, którzy świetnie radzą sobie na skrzydłach. Możemy też wiele działać w polu serwisowym, jeśli będzie on na tyle regularny, że zdołamy nim dyktować warunki gry rywalom. Najważniejsze jednak jest to, żeby ten serwis był tym najlepszym, jaki zawodnik jest w stanie zaprezentować. Nasz blok też może być naszym atutem, ale musimy cały czas się koncentrować na dopracowywaniu tego elementu – o rękach, o dobrej pozycji w bloku. Jednak musimy też mieć na uwadze to, że nie do każdej piłki ten blok trzeba ustawiać i przy łatwych piłkach czy też i mniej łatwych mamy świetnych graczy w obronie, którzy są w stanie tę piłkę dostarczyć do rozgrywającego bez zarzutu.

Przed wami mecz z Asseco Resovią Rzeszów. Co myśli pan o rywalu tak mocnym jak drużyna z Podkarpacia na otwarcie sezonu?

– Dla nas nie ma znaczenia, z jakim rywalem przystąpimy do pierwszego meczu. Może to dobrze, że właśnie Rzeszów jest pierwszym przeciwnikiem, bo większość zespołów nie uważa BBTS-u za silną drużynę. Zaczynamy ten sezon i to właśnie my możemy się okazać „czarnym koniem”. To może się opowiadać za nami. Wiadomo, że mocny rywal na początek może sprawić problem w przygotowaniu, ale nie tak bardzo od tej samej sportowej strony, jak od tej mentalnej. Dla nich może się to wydawać bardzo łatwe spotkanie, ale to my nie mamy nic do stracenia. Dla nas każdy kolejny mecz jest krokiem w przyszłość. Będziemy walczyć w każdym meczu, a już na pewno damy z siebie wszystko tutaj, pod Dębowcem, żeby pokazać kibicom i obserwatorom, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym i walczyć we wszystkich meczach.

Czyli każdy kolejny mecz będzie dla was nowym rozdziałem, nową historią?

– Dokładnie tak. Jeśli przegramy mecz, to przeanalizujemy swoje błędy, wyciągniemy wnioski i idziemy do przodu, żeby w następnym meczu tych błędów uniknąć.

Do startu sezonu zaledwie kilka dni. Jak silny BBTS Bielsko-Biała przystąpi do tych rozgrywek?

– Uważam, że nasz zespół nie do końca jest świadomy potencjału, jaki w nim drzemie. Jeśli każdy z chłopaków, każdy z osobna zacznie wierzyć w siebie samego, to może to dać bardzo pozytywny skutek i przełożyć się na więcej wygranych z naszej strony. Przede wszystkim jednak będziemy mogli pokazać naszą najlepszą siatkówkę i to jest najważniejsze.

Jesteście już tą jedną drużyną, jednym zespołem, który stanowi jeden organizm?

– Nad tym cały czas pracujemy, bo zawodnicy, którzy wchodzą na parkiet z kwadratu czy ławki rezerwowych, muszą mieć świadomość tego, że często są w stanie pomóc na boisku więcej niż ktokolwiek, kto się na nim znajduje od początku. Świetnym tego przykładem ze sparingu z VK Prievidza jest Jakub Bucki. Kuba wyszedł z kwadratu dopiero w czwartej partii, ale zrobił ogromną różnicę. Posłał cztery asy z rzędu na stronę rywala, sam zagrywając osiem razy. Takie coś jest dowodem na to, że każdy zawodnik jest w stanie pomóc i poprawić naszą grę.

W środowisku siatkarskim BBTS nie jest zespołem, który stawiany jest w roli faworyta, wprost przeciwnie. Czy ta pozycja, z jakiej przychodzi wam startować w tym sezonie, jest w jakiś sposób paradoksalnie motywująca? Możecie uważać się za tego „czarnego konia”?

– Nie myślę o nas, jak „czarnym koniu”, tak mogą myśleć o nas inni. Ja uważam, że jesteśmy dobrą drużyną i każdy z chłopaków ma świadomość tego, że ciężka praca może przyczynić się do dobrych osiągnięć. Dla mnie wcale nie jesteśmy gorszym zespołem niż Asseco Resovia Rzeszów, ZAKSA Kędzierzyn-Koźle czy PGE Skra Bełchatów. Owszem, zawodnicy z topowych drużyn mają większe doświadczenie, czy też są już w tej lidze obeznani, ale siatkówka jest sportem zespołowym i jeśli będziemy grali jak jeden organizm, to nie ma drużyn niepokonanych.

Pierwszym pana trenerem obcokrajowcem był Plamen Konstantinow. Tutaj duet Rastislav Chudik i Paweł Gradowski – jak się układa współpraca z tymi trenerami?

– To bardzo dobrzy trenerzy. Trener Chudik ma wielkie doświadczenie nie tylko w słowackich klubach, ale i arabskich ligach. To bardzo ważne, że trener był kiedyś zawodnikiem, szczególnie że nasz szkoleniowiec grał na pozycji rozgrywającego, czyli był mózgiem całej drużyny. Rozgrywający widzą więcej niż każdy inny zawodnik. Jeśli miałbym porównywać jego sposób do sposobu szkolenia Plamena, to może w niektórych sytuacjach bardziej emocjonalnie reaguje, ale w wielu przypadkach są bardzo do siebie podobni. Nasz duet bardzo się dopełnia, bo trener Chudik podchodzi bardziej od tej mentalnej strony do pewnych spraw, ale trener Gradowski ma świetną wizję i skupia się na technicznej stronie siatkówki. Pokazuje jak się ustawić, jak ułożyć ręce, kiedy się wycofać, kiedy zagrać szybciej. Koncentruje się na konkretnym zawodniku. Trener Chudik patrzy na nas jak na cały zespół.

Jak długo zajęło panu zaadaptowanie do tego siatkarskiego środowiska w Polsce?

– Bardzo szybko się przyzwyczaiłem. Czuję się dobrze. Nie miałem żadnych kłopotów z aklimatyzacją, bo ludzie w tym kraju są dobrzy i pomocni. Jeśli jest się dobrym człowiekiem, to nie ma się z tym problemów.

Jaka według pana jest różnica pomiędzy tym rosyjskim przygotowaniem a polskim na chwilę obecną?

–  Przede wszystkim obrona. To jeden z najważniejszych elementów, na jakich tutaj opiera się gra. Graliśmy przeciwko drużynom z Austrii, Polski, Słowacji, Czech i w każdym z tych meczów ten element był decydujący. Przy tak dobrej obronie ciężko jest umieścić piłkę w boisku. Drugą znaczącą różnicą jest rozegranie. Tutaj rozgrywający muszą myśleć bardziej kombinacyjnie. To bardzo sprytna i szybka siatkówka. Większość kreatorów gry stara się uruchamiać środkowych i na nich nierzadko opierać grę. Ta siatkówka jest na pewno bardziej techniczną, bo w Rosji jest ona zdecydowanie bardziej siłowa.

Jak te sparingi z drużynami z różnych lig – austriackiej, czeskiej, słowackiej, mogą wpłynąć na wasze przygotowanie do sezonu? To zupełnie różne światy.

– Na pewno będzie to bardzo pomocne. Zobaczyliśmy różne style siatkarskie prezentowane przez te drużyny. Każda z nich pokazała nam nasz najsłabszy punkt, nad którym musieliśmy pracować. Przykładowo drużyn VK Prievidza udowodniła nam, że musimy popracować nad obroną, tą po nieco słabszych piłkach. Hypo Tirol Alpenvolleys Haching pokazał nam, że mamy problem z serwisem i blokiem przy mocnym ataku, bo wtedy pod siatką „latamy”. Zdołaliśmy to poprawić i teraz ten element jest już dużo lepszy. To świetne, że mieliśmy okazję, żeby takie sparingi odbyć.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved