Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Młoda Liga Kobiet > Skazane na sukces: Sandra Mielczarek

Skazane na sukces: Sandra Mielczarek

fot. Katarzyna Nowakowska

W tym tygodniu waszą uwagę kierujemy na utalentowaną atakującą pochodzącą z Wrocławia, której życie od najmłodszych lat kręci się wokół sportu. Brązowa medalistka mistrzostw Polski juniorek obecnie jest jedną z najlepiej punktujących siatkarek w Młodej Lidze. Dlaczego obecny sezon jest dla niej wyjątkowy, czy łatwo jest ją wyprowadzić z równowagi i co ma wspólnego z „Susłem”? O tym wszystkim dowiecie się, czytając wywiad z kolejną siatkarką, której wróżymy świetlaną przyszłość.

Komu zawdzięczasz swoją miłość do siatkówki i jak wcześnie rozpoczęłaś swoją przygodę z tym sportem?



Sandra Mielczarek:Wszystko zaczęło się od pasji, którą zaszczepiła we mnie jako pierwsza moja babcia. Kiedy byłam mała, chodziłam do 1-2 klasy podstawówki, powtarzała mi często, że przypominam jej Gosię Glinkę. (uśmiech) Namawiała mnie, żebym spróbowała swoich sił w siatkówce, to ona była osobą, która mówiła mi: „idź na ten trening”. Jakiś czas później mój tata znalazł w internecie ogłoszenie mówiące o treningach u pana trenera Jerzego Zachęby w szkole podstawowej nr 97. Tam właśnie trafiłam we wrześniu w 3. klasie podstawówki. Z tego co pamiętam, treningi odbywały się dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki. Spędziłam tam cały rok, w tym czasie wyjeżdżałyśmy także na obozy, zimowy i letni. Właśnie po tym drugim trener powiedział mi, że jeśli nie przeniosę się do szkoły sportowej, to on się zwolni. (uśmiech) Nie pozostawił mi więc wyboru i w szkole o profilu sportowym zostałam aż do szóstej klasy. Później mój wybór padł na gimnazjum sportowe, które znajdowało się już niejako pod „skrzydłami” Impelu Wrocław.

Słyszałem też, że próbowałaś swoich sił w pływaniu…

Tak, ogólnie można powiedzieć, że rodzice mnie nie oszczędzali. (uśmiech) Od trzeciego roku życia chodziłam już uczyć się pływać. Znajomy mojego wujka uczył właśnie pływania. Wiadomo, że kiedy zacznie się od małego, to koordynacja i ogólna sprawność jest w późniejszym wieku lepsza, dlatego jestem wdzięczna rodzicom, bo wydaje mi się, że wyszło mi to tylko na dobre. Z drugiej strony nie było w tym też nic wymuszonego, zwykle chętnie chodziłam na treningi.

Podobno jeszcze kilka sezonów temu miałaś ksywkę „Suseł”. Skąd tak oryginalny przydomek?

Rzeczywiście już raczej nie jest ona zbyt aktualna (uśmiech), ale to prawda, miałam taką ksywkę. Moja koleżanka z drużyny, Anna Maziakowska, będąc kiedyś na zgrupowaniu kadrowym, powiedziała, że wyglądam jak suseł z reklamy Wedla. Pomimo tego, że to nawet nie były susły tylko surykatki. (śmiech) Tak bardzo przypominałam jej tego domniemanego susła, że tak zostało i stąd wzięła się moja ksywka.

W zeszłym sezonie wraz z zespołem z Wrocławia zdobyłaś brązowy medal mistrzostw Polski juniorek. Czy był to twój największy sportowy sukces w karierze?

Trzecie miejsce w Polsce w kategorii juniorek jest oczywiście moim życiowym sukcesem. Ale szczerze mówiąc, zapadł mi w pamięć też turniej młodzieżowych mistrzostw Polski, w którym brałam udział, będąc w szóstej klasie podstawówki. Tam mecze grało się jeszcze w czwórkach, a sam turniej odbył się w Głuchołazach, gdzie zajęłyśmy trzecie miejsce. Wywalczyłyśmy ten medal wspólnie z moją koleżanką z zeszłego sezonu, Anią Śmidowicz, która podobnie jak ja w Luboniu ponownie stanęła na najniższym stopniu podium. Można więc powiedzieć, że wyrównałam swoje najlepsze osiągnięcie.

Podium w kategorii juniorek wywalczyłyście w dość dramatycznych okolicznościach, bo siatkarki z Bydgoszczy były już o krok od zwycięstwa w „małym finale”…

Przegrywałyśmy 0:2, a ostatecznie skończyło się na naszym zwycięstwie 3:2. To jest chyba nasz ulubiony wynik w pojedynkach z bydgoszczankami. (uśmiech) Jeśli ktoś prześledziłby rezultaty z ostatnich kilku lat, to z reguły mecze z siatkarkami Pałacu kończą się właśnie w tie-breaku. Innym z takich zespołów, z którymi zawsze toczymy zacięte boje, są dąbrowianki. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale już przed meczem z tymi rywalkami w ciemno obstawiałabym wynik 3:2. Faktycznie, jeśli chodzi o mecz o brązowy medal, to był to chyba jeden z najbardziej zaciętych pojedynków tego turnieju. Umówmy się, że w fazie grupowej poszło nam bardzo dobrze, jedynie legionowianki nie pozwoliły nam „rozwinąć skrzydeł”. Bardziej koncentrowałyśmy się na dwóch kolejnych meczach, które chciałyśmy wygrać i awansować do czwórki, to nam się udało. Uważam, że trochę zawiodłyśmy w półfinale, przegrywając z zespołem z Malborka, ale odbiłyśmy sobie to brązowymi medalami, dlatego nie ma czego żałować.

Jesteś jedną z podstawowych zawodniczek zespołu Impelu Wrocław w Młodej Lidze. W poprzednich sezonach za każdym razem czegoś wam brakowało, by znaleźć się w czołowej czwórce. Co o tym zadecydowało?

Sezon temu zakończyłyśmy rozgrywki Młodej Ligi na 5. miejscu, chociaż troszkę odpowiedzialność za to ponosi fakt, że bardzo szybko po połączeniu grup trafiłyśmy na legionowianki. Zajęłyśmy pierwsze miejsce w grupie, myślałyśmy, że trafimy na tego teoretycznie najłatwiejszego przeciwnika z drugiej stawki zespołów. Okazało się, że było zupełnie inaczej, bo w tej decydującej fazie rozgrywek drużyna Legionovii była wspomagana przez zawodniczki grające w Orlen Lidze. Dlatego nie ukrywam, że byłyśmy w lekkim szoku, widząc skład, w jakim nasze rywalki grały z nami w ćwierćfinale. Myślę, że najbardziej wpłynęło to na naszą psychikę, w pierwszym meczu o wejście do strefy medalowej brakowało nam wiary w to, że możemy to spotkanie wygrać. Wiedziałyśmy, że dziewczyny po drugiej stronie siatki grają w ekstraklasie i są od nas teoretycznie mocniejsze. W rewanżu nie było to już dla nas takie pewne, podjęłyśmy rękawicę i przegrałyśmy dopiero w piątym secie. To były bardzo ciężkie mecze, wydaje mi się, że gdybyśmy trafiły wtedy na zespół, który rocznikiem był bardziej zbliżony do naszej drużyny, to miałyśmy szansę zakończyć ten sezon Młodej Ligi lepszym rezultatem.

Pojedynek z legionowiankami nie jest odosobnionym przypadkiem. Terminarz rozgrywek Młodej Ligi często też pokrywa się z ekstraklasowym, co wymusza roszady w składach. Zgadzasz się z tym, że czasami trudno przewidzieć, w jakim składzie zaprezentuje się dana drużyna?

Składy są pewnego rodzaju loterią, my same mamy w swoim zespole trzy dziewczyny, które na co dzień występują w Orlen Lidze. Nie zawsze mogą nas wspierać i wiemy, że podobnie sytuacja wygląda też w większości innych drużyn Młodej Ligi. Cały czas śledzimy, co się dzieje w drugiej grupie, staramy się analizować mecze innych drużyn, domyślając się, kto ewentualnie może jeszcze dołączyć do tych ekip. Myślę jednak, że nawet gdybyśmy trafiły na jakiś silny zespół w kolejnej rundzie, to psychicznie jesteśmy dużo silniejsze niż w zeszłym sezonie i poradzimy sobie znacznie lepiej, niż to było w dwumeczu z drużyną Legionovii.

W poprzednim sezonie w roli atakującej występowała także Barbara Cembrzyńska. Skąd wynikła taka sytuacja?

W Młodej Lidze Basia grała na przyjęciu, ja byłam atakującą. Później niestety na etapie ćwierćfinałów i półfinałów mistrzostw Polski doznałam kontuzji i nie mogłam wspierać dziewczyn. W turnieju finałowym też do końca jeszcze nie byłam wyleczona, dlatego też została zmieniona pozycja Basi. Wcześniej grała ona na ataku, ale odkąd jest zawodniczką Impelu, to jej nominalną pozycją jest przyjęcie. Z powodu mojej kontuzji musiała niejako wrócić „do korzeni”.

Jeśli miałabyś wskazać swoje najmocniejsze i najsłabsze strony jako zawodniczki, jakie by one były?

Póki co jestem najbardziej zadowolona ze swojej zagrywki, bo jestem nad nią w stanie coraz lepiej panować. Nawet jeżeli w meczu mi „nie idzie”, to ta zagrywka zwykle mi wychodzi, dużo nad nią pracowałam i to być może w końcu zaprocentowało. Mój najgorszy element… to chyba przyjęcie. Swego czasu byłam przyjmującą, a skończyło się tak, że zostałam przesunięta na atak, więc to chyba o czymś świadczy. (uśmiech)

W tym sezonie spisujesz się świetnie, dwukrotnie w twoje ręce powędrowała statuetka MVP, niemal w każdym meczu jesteś wyróżniającą się zawodniczką. Jesteś zadowolona ze swoich występów?

Na pewno mam co udowadniać. Poprzedniego sezonu, pomimo że zakończył się dla mnie zdobyciem brązowego medalu w juniorkach, nie mogę zaliczyć do udanych. Przez większą część sezonu nie mogłam grać z dziewczynami z powodu kontuzji, dlatego w tym roku wróciłam na parkiet z nową energią i zapałem do gry. Jak na razie jestem bardzo zadowolona, bo wydaje mi się, że wszystko dobrze się dla mnie układa.

Jakie cechy charakteru dominują w twojej osobowości?

Raczej jestem z tych spokojnych i opanowanych ludzi. Niezwykle trudno jest mnie wyprowadzić z równowagi, ale jak już się to komuś uda, to nie ręczę za siebie. (uśmiech) Jednak naprawdę bardzo trudno tego dokonać, zawsze pomyślę tysiąc razy, zanim coś zrobię, na pewno więc nie należę do szalonych i skłonnych do ryzyka ludzi. Zdecydowanie nie, wszelkie sporty ekstremalne, jazdy na rollercoasterach nie są dla mnie, wolę raczej posiedzieć na łące i poczytać książkę. (uśmiech) Z mojego doświadczenia wiem, że ten spokojny charakter często wychodzi mi na dobre. Mamy w zespole same „walczaki”, także wydaje mi się, że taka opanowana osoba też się przydaje.

Jakie marzenia chciałabyś urzeczywistnić w najbliższych latach?

Chciałabym, aby po młodzieżówce mogła odnaleźć się także w siatkówce w seniorskiej, być może w Orlen Lidze, chociaż o tym już nawet nie mówię… Byłoby to na pewno spełnienie moich marzeń i też tych najbliższych, którzy jeżdżą na mecze kiedy tylko mogą. Z pewnością też zmotywowałoby mnie to do dalszej pracy, gdyby trafiła się jakaś propozycja gry w drużynie seniorek.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Młoda Liga Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved