Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazane na sukces: Monika Fedusio

Skazane na sukces: Monika Fedusio

fot. Atom Trefl Sopot

Tym razem naszym gościem w cyklu „Skazane na sukces” jest, pochodząca z Giżycka, 17-latka, która swoją przygodę z siatkówką rozpoczęła za namową siostry. Gra w reprezentacji Polski juniorek i ostatnio regularne występy na parkietach Orlen Ligi są najlepszym dowodem na to, że była to jedna z najlepszych decyzji w jej życiu. A przecież jeszcze wszystko przed nią… poznajcie Monikę Fedusio.

Nie sposób nie zacząć rozmowy od waszego zwycięstwa nad zespołem z Muszyny. Zwycięski tie-break przy 9000 publiczności to było dla ciebie ogromne przeżycie?

Monika Fedusio: – Liczba kibiców robiła ogromne wrażenie i ciężko było ich nie zauważyć. (uśmiech) Oczywiście stres był, bo oprócz tak wspaniałej widowni w przeciągu całego sezonu rzadko kiedy znajdowałam się w wyjściowej szóstce, a w tym spotkaniu tak się stało. Chyba nigdy wcześniej nie miałam okazji pokazać się przed tak dużą publicznością. Naprawdę było to dla mnie fajne przeżycie.

Biorąc pod uwagę twój młody wiek i to, że zostałaś rzucona od razu na głęboką wodę, bo walczycie przecież o uniknięcie barażu, 17 zdobytych punktów w tym spotkaniu może robić wrażenie. Rozegrałaś jeden ze swoich najlepszych meczów w sezonie w tak ważnym dla zespołu momencie…



– Wchodząc na boisko, starałam się kompletnie nie myśleć o wszystkim dookoła, odstawiłam na bok wszystkie te okoliczności i skupiłam się tylko na meczu. Bardzo się cieszę, że mam teraz możliwość decydowania o losach meczów, bo na początku sezonu takich okazji miałam mniej. Wiadomo, okazjonalnie wchodziłam na parkiet, by wypełnić jakieś konkretne zadanie, ale nigdy tak dobrze nie wejdzie się w mecz, jak grając już od pierwszego gwizdka. Z mojego punktu widzenia jest to duży plus dla zawodniczki. Zarówno w ostatnim spotkaniu rozegranym w Ergo Arenie, jak i w meczu wyjazdowym w Ostrowcu Świętokrzyskim tak się złożyło, że problemy zdrowotne Magdy Damaske nie pozwoliły jej być w 100% gotową do gry i dlatego trener ufając mi, dał mi szansę. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu ją wykorzystałam. (uśmiech)

Często zmiana trenera i efekt „nowej miotły” od razu przynosi efekt w postaci zwycięstwa. Wy również wygrałyście pierwsze starcie po zmianie szkoleniowca. Ile twoim zdaniem jest w tym logiki, a ile przypadku?

– Wydaje mi się, że w naszym przypadku nie jest to dla zespołu aż taka diametralna różnica. To jednak zawodniczki grają i walczą na boisku, to od nas zależy przede wszystkim to, jak będzie wyglądał mecz. Trener może nam jedynie podpowiedzieć, przypomnieć pewne założenia. Myślę, że to nasza realizacja tego, co ustalamy na treningach i nasze „głowy” są tym, co w dużej mierze ma wpływ na to, jak wygląda gra zespołu.

Otrzymałaś także powołanie do kadry juniorek, z którą walczysz o udział w mistrzostwach świata. Jednak już wcześniej rozgrywałaś swoje mecze z orzełkiem na piersi. Który z reprezentacyjnych występów zapamiętasz najdłużej?

– Dla mnie największym przeżyciem był udział w mistrzostwach świata kadetek rozgrywanych w Peru w 2015 roku. Zapamiętałam je głównie z bardzo dużych emocji i żywiołowo reagującej i licznej publiczności. Akurat wtedy również udało mi się trochę więcej czasu spędzić na boisku, co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem, bo teoretycznie nie byłam tą podstawową przyjmującą. Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, mamy przed sobą kolejną rundę kwalifikacji do mistrzostw świata w Meksyku i mam nadzieję, że wygramy ten turniej, bo jesteśmy z dziewczynami bardzo dobrze zgrane. Być może potrzebowałyśmy na początku więcej czasu na dopracowanie niektórych elementów, ale jestem dobrej myśli przed rywalizacją w Wieliczce.

„Atomówki” są najmłodszym zespołem w lidze, w którym dużą rolę odgrywają złote medalistki Młodej Ligi z ubiegłych lat. Kilka z was dopiero tutaj zaliczyło swój debiut w ekstraklasie. Czas działał na waszą korzyść?

– To prawda, jesteśmy najmłodszym zespołem Orlen Ligi. Myślę, że naszą cechą jest to, że jesteśmy waleczne i mamy w sobie taką pozytywną zawziętość, nie odpuszczamy. Jak każdemu zespołowi zdarzają nam się gorsze mecze, ale wiemy na co nas stać i chcemy w każdym spotkaniu pokazywać nasze możliwości. Wierzę, że kolejne trzy mecze będą dla wszystkich niespodzianką. Pewnie większość kibiców mogłaby w ciemno obstawiać, że polegniemy w rywalizacji z muszyniankami 0:3, bo jeszcze w tym sezonie ich nie pokonałyśmy. Dlatego myślę, że każda z nas widzi, że ten postęp względem początku sezonu jest widoczny.

Jeszcze we wrześniu, kiedy poznaliśmy składy zespołów, wielu stawiało was na straconej pozycji, mówiąc, że tak niedoświadczonym siatkarkom trudno będzie walczyć nawet o utrzymanie w lidze. Tymczasem pokazujecie, że można niemal bezboleśnie przejść drogę z Młodej Ligi do Orlen Ligi…

– Szczerze mówiąc, z mojego punktu widzenia jest to dość daleka droga. Różnica polega głównie na tym, że w Orlen Lidze wszystko jest bardziej profesjonalne, choćby odprawy przedmeczowe i przygotowania taktyczne. Dużą rolę odgrywają też starsze koleżanki, z większym doświadczeniem, na których możemy się wzorować. Zawsze nam podpowiadają, pokazują, co możemy zrobić lepiej i na pewno potem to owocuje na boisku. Jako młodsze zawodniczki gdzieś zaniżałyśmy ten poziom na początku sezonu. Nie mamy jeszcze tyle umiejętności, też nie potrafiłyśmy w niektórych momentach zachować zimnej głowy. Cały czas się tego uczymy, ale przez ten sezon nabrałyśmy już więcej tego ogrania, choć nadal twierdzę, że nie mamy go zbyt wiele. (uśmiech) Nie wiadomo, co przyniesie los, ale wydaje mi się, że znajdzie to swoje przełożenie na kolejne sezony.

Pochodzisz z Giżycka. Jak to się stało, że zainteresowałaś się siatkówką?

– Kiedyś moja siostra wzięła mnie na podwórko i zaczęłyśmy po prostu odbijać piłką o ścianę. (uśmiech) Któregoś dnia zaprowadziła mnie też na szkolne zajęcia i bardzo mi się to spodobało, zaczęłam chodzić na swoje pierwsze treningi. Dostałam się do kadry wojewódzkiej i wzięłam udział w Turnieju Nadziei Olimpijskich. Później pomyślałam sobie, że właściwie nie będzie już gdzie i po co grać. Wtedy dowiedziałam się, że moja koleżanka poszła grać w zespole z Malborka. Pojechałam do niej na dwa dni i usłyszałam od trenera: „Słuchaj Monika, jedź jutro do domu, załatw wszystkie sprawy związane ze szkołą i przyjeżdżaj do nas tutaj z powrotem”. Kompletnie nie wiedziałam wtedy, co mam ze sobą zrobić. Posłuchałam tej rady, kolejnego dnia znów zjawiłam się w Malborku i zostałam tam na następne dwa lata. W Młodej Lidze znalazłam się też poniekąd przypadkowo. Jedna z przyjmujących młodego Atomu, Daria Szczyrba, nabawiła się kontuzji, a Atom i klub z Malborka miały podpisany kontakt o współpracy. Trener zgodził się, żebym pomogła dziewczynom, z biegiem czasu miał też do mnie coraz większe zaufanie, a w tym roku otrzymałam szansę gry z pierwszym zespołem.

Moment, w którym podjęłaś decyzję o wyjeździe do Malborka, był dla ciebie największym poświęceniem w karierze?

– Wydaje mi się, że tak. Jednak patrząc przez pryzmat czasu, teraz widzę, że była to najlepsza decyzja, jaką podjęłam w życiu. Gdyby nie to, nie byłabym w tym miejscu, w którym znajduję się obecnie. Nie poznałabym tylu miejsc, ludzi. Dosłownie wszystko, co przeżyłam, gra w Młodej Lidze, reprezentacji kadetek i juniorek, nawet to, że na kilka miesięcy znalazłam się w SMS-ie Szczyrk, temu zawdzięczam. Cieszę się, że dokonałam takiego wyboru.

Co w byciu siatkarką sprawia ci najwięcej przyjemności? Dla wielu młodych zawodniczek jest to możliwość podróżowania i poznawania nowych miejsc…

– Podróże bywają bardzo trudne. Szczególnie kiedy trzeba po 10 godzin siedzieć w jednej pozycji w autokarze. Każdy mecz jest za to ogromnym przeżyciem i to się raczej nigdy nie zmieni. Oczywiście czasami zdarzają się wyjazdy za granicę, ale myślę, że przede wszystkim tego, co się czuje na meczu, nie da się w żaden sposób zastąpić.

W Młodej Lidze grałaś z „7” na koszulce, teraz widzimy cię z „14”. Przywiązujesz wagę do szczęśliwego numeru?

– Prawdę mówiąc, nigdy nie mam stałego numeru. W każdy zespole czy sezonie ten numer był inny. Także jest to raczej przypadek. (uśmiech)

Największe sportowe marzenie Moniki Fedusio to…

– Pewnie nie będę tutaj oryginalna i jak każdej innej zawodniczce marzy mi się złoty medal igrzysk olimpijskich. Nie wyobrażam sobie większego osiągnięcia dla sportowca. Oczywiście znalezienie się na najwyższym stopniu Orlen Ligi też jest jednym z moich marzeń.

Jak starasz się zapełnić czas pomiędzy treningami i jak opisałabyś swoją osobowość?

– Pomiędzy treningami staram się nadrabiać szkolne zaległości, bo jest ich bardzo dużo. Jaką jestem osobą? Na pewno towarzyską i staram się też zawsze być uśmiechnięta.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, ORLEN Liga, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-03-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved