Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Skazane na sukces: Julia Nowicka

Skazane na sukces: Julia Nowicka

fot. bks.bielsko.pl

Siatkarki Bialskiego Klubu Sportowego tylko w jednej z czterech dotychczas rozegranych kolejek ustrzegły się tie-breaka. Największą niespodziankę sprawiły chyba, urywając punkt faworyzowanemu Developresowi, a ogromny wkład w taki wynik miał występ młodej rozgrywającej, Julii Nowickiej. – Od małego bardzo ciągnęło mnie do sportu. Już kiedy miałam 3-4 latka, gdy moja mama jeszcze przez jakiś czas czynnie uprawiała siatkówkę, to razem z tatą przychodziliśmy do hali ją dopingować. Właściwie od najmłodszych lat miałam piłkę w rękach, nawet nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, do czego ona służy. Mam nawet kilka takich, już teraz śmiesznych dla mnie zdjęć z tego okresu – mówi 19-letnia kreatorka gry BKS-u Profi Credit, która już teraz za sprawą swojej dynamiki rozegrania i odważnych ataków z drugiej piłki mocno zaznaczyła swój debiut w ekstraklasie.

Choć dopiero debiutujesz w Lidze Siatkówki Kobiet, to dałaś już po sobie poznać, że jesteś dziewczyną z charakterem. Pochodzisz z siatkarskiej rodziny, czy jednak zawsze chciałaś iść w ślady rodziców?



Julia Nowicka:Od małego ciągnęło mnie do sportu. Już kiedy miałam 3-4 latka, gdy moja mama jeszcze czynnie uprawiała siatkówkę, to przychodziliśmy z tatą do hali ją dopingować. Właściwie od najmłodszych lat miałam piłkę w rękach, nawet nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, do czego służy. Mam nawet kilka takich, już teraz śmiesznych dla mnie zdjęć z tego okresu. Potem, w pierwszych klasach podstawówki, trenowałam szermierkę, bo miałam dużo energii, chciałam się poruszać. W trzeciej klasie zaczęłam pierwsze treningi siatkówki. Zapisali mnie na nie rodzice, ale nigdy nie było to robione „na siłę”. Wręcz przeciwnie, od początku chciałam grać w siatkówkę i mi to odpowiadało. Tata często zabierał mnie na salę, czy to aby ćwiczyć odbicie palcami, czy dołem, uczyć zagrywki, ustawienia nóg. Te zajęcia po latach przerodziły się w pasję. Już jako troszkę starsza dziewczyna nie wyobrażałam sobie tygodnia bez treningu. Przez rok grałam jeszcze w trójkach w Kinder + Sport, następnie w czwórkach. Później były jeszcze młodziczki i kadetki oraz jeden sezon w  III-ligowym klubie. Nominalnie zawsze byłam przyjmującą. Dopiero w liceum, w SMS-ie, przestawiono mnie na rozegranie. Ani razu nie zwątpiłam w to, czy moje regularne treningi mają sens, nikt mi tego nie narzucił.

Pochodzisz z Częstochowy, tam też zaczynałaś swoją karierę. Te siatkarskie „schody” rozpoczęły się jednak chyba dopiero później, kiedy trafiłaś do SMS-u. Jak radziłaś sobie z życiem w takim, dość hermetycznym, środowisku?

Wiadomo, że bywało to trudne, ze względu na to, że przebywasz cały czas z tymi samymi osobami i nie masz tyle czasu wolnego, ile byś chciała. Jeśli jednak chcesz osiągnąć sukces i wiesz, co chcesz robić w przyszłości, to nie powinno to stanowić dla ciebie problemu. Wspominam ten okres mojego życia bardzo dobrze, nauczyłam się tam bardzo dużo, nie tylko pod względem umiejętności siatkarskich, ale też takim życiowym. Nauczyłam się jak dogadywać się z innymi osobami, funkcjonować w większej grupie, jak czasami lepiej jest pójść komuś na rękę, znaleźć kompromis. SMS jest, w takim pozytywnym znaczeniu, szkołą życia. Myślę, że jeżeli masz odpowiedni charakter do dużego grania, to warto przez ten etap przejść, na pewno też jest to pewne wyróżnienie.

Kolejnym milowym krokiem w twojej karierze była przeprowadzka do Bydgoszczy, w barwach Pałacu zdobyłaś w zeszłym sezonie wicemistrzostwo Polski juniorek. Trafiłaś także do kadry kadetek i juniorek, dzięki czemu miałaś możliwość gry w turniejach rangi mistrzostw świata i Europy. To była szansa na wyrwanie się z takiego „drugiego planu”?

Akurat mój zespół z Częstochowy nie brał udziału w rozgrywkach juniorek. Przechodząc do liceum, byłam już w wieku juniorskim, ale w pierwszej i drugiej klasie liceum występowałam jedynie w barwach SMS-u w I/II lidze. Wydaje mi się, że pójście do klubu z Bydgoszczy było jedną z lepszych decyzji, którą podjęłam w mojej zawodniczej karierze. Trafiłam do świetnej drużyny, dziewczyny z zespołu znakomicie nas przyjęły, nas, czyli mnie i Natalię Murek. Dawno nie czułam takiej więzi z koleżankami. Trochę bałam się tej konfrontacji, bo było to dla mnie jak takie wyjście z „gniazda”. W Bydgoszczy panowała natomiast świetna atmosfera, wszystko zwieńczyłyśmy tym srebrem mistrzostw Polski juniorek i udało mi się zgarnąć nagrodę dla najlepszej rozgrywającej finałów. Cały ten sezon wspominam bardzo dobrze.

Wybierając ofertę BKS-u Profi Credit, nie obawiałaś się, że możesz nie zasmakować boiska?

Myślę, że każda zawodniczka, która zaczyna wkraczać w to dorosłe, siatkarskie życie, się tego boi. Ja nie powiem nic nowego, stwierdzając, że też się bałam. Z drugiej strony nie podeszłam do tego, myśląc w ten sposób: „O Jezu, ile ja będę grała, a co jeśli nie będę grała?”. Bardziej skupiłam się na tym, że będę pracować z uznanym trenerem, Tore Aleksandersenem, wiele się od niego nauczę. Widzę w BKS-ie perspektywiczny zespół, z doświadczonymi i tymi młodszymi zawodniczkami. Wiedziałam, że jestem w stanie z tego sezonu wyciągnąć wiele korzyści dla siebie. Rozwinę się, bo mam obok siebie ludzi, którzy mi w tym pomogą. Jak na razie to wszystko się sprawdza i uważam, że podjęłam bardzo dobrą decyzję.

Jesteśmy już mądrzejsi o cztery kolejki spotkań i wiemy, że wcale nie musisz odgrywać w tym zespole wyłącznie roli drugoplanowej. W meczu z rzeszowiankami pokazałaś się z bardzo dobrej strony, jako zawodniczka, która nie boi się choćby ataków z drugiej piłki…

Nie będę ukrywać, że lewa ręka jest bardzo dużym atutem rozgrywającej. Nie obawiam się atakować, chyba ze względu na to, że trochę czasu jednak grałam jako przyjmująca i wykonałam dość dużo ataków w swoim życiu. Wiadomo, że atak z lewego czy prawego skrzydła, a zbicie z drugiej piłki to też nie jest to samo. Nie jest jednak tak, że przed samym uderzeniem zastanawiam się, czy trafię w piłkę czy nie. Bardziej myślę o tym, czy jest to dobry moment i okazja na tego typu zagranie.

Można odnieść wrażenie, że starasz się też maksymalnie przyspieszać swoje rozegranie. Czy nigdy nie próbowano ci tego odradzać? W Polsce dość często preferuje się bardziej zachowawczy styl gry.

To jest mój styl gry. Komuś może się to podobać, ktoś inny może uznać to za szaleństwo. Myślę, że to po prostu kwestia preferencji. Na swojej siatkarskiej drodze nie spotkałam się jeszcze z nikim, kto by mi zabronił i narzucił inny styl gry. Wydaje mi się, że na razie idę w dobrą stronę, ale potrzeba mi na pewno mnóstwa treningów, powtórzeń, dokładności, tak aby dziewczyny z ataku miały jak największy komfort i najlepszą okazję do skończenia piłki.

Wydaje się, że zarówno Marlena (Pleśnierowicz – przyp. red.), jak i ty prezentujecie zupełnie inną siatkówkę. Taka różnorodność działa na twoją korzyść?

Uważam, że to przede wszystkim działa na korzyść drużyny. Posiadanie w odwodzie dwóch zupełnie różnych rozgrywających to zaleta i wydaje mi się, że dlatego też ten skład został tak dobrany. Kiedy mój system gry nie pasuje do rywalek, nie daje rezultatów, to Marlena wchodzi i gra „swoje”. To działa w obie strony. Zawsze jedna z nas może coś odmienić w grze tego zespołu. To kwestia dobrej obserwacji tego, co dzieje się na boisku.

Mówi się, że to rozgrywająca powinna dostosować tempo wystawy do skrzydłowej. Czy jednak nie działa to w obie strony i zawodniczka atakująca również nieco inaczej nabiega do twojej piłki niż do tej wystawionej choćby przez Marlenę?

Myślę, że jest to pytanie do przyjmujących, czy inaczej nabiegają na piłki posłane przeze mnie czy przez Marlenę. Jednak moim zdaniem ta różnica nie jest aż tak duża. Kiedy jesteś na boisku, w ferworze walki, nie ma czasu na to, aby dokładnie wszystko wyliczyć, pewne zachowania są intuicyjne. Ja też za każdym razem nie martwię się tym, że akurat jakieś zagranie może mi nie wyjść, bo wiadomo, że gdybym tak zrobiła, to ono rzeczywiście byłoby nieudane. Moje decyzje oparte są raczej na obserwacji bloku i staram się, by ten wybór był jak najlepszy. Po to są powtórzenia na treningach, po to się zgrywamy, żeby nie myśleć o tym tempie wystawy, a bardziej żeby to był pewnego rodzaju automat.

W zespole BKS-u Profi Credit znalazło się wiele zawodniczek ogranych na polskich boiskach, takich jak Aleksandra Jagieło, Katarzyna Konieczna czy Emilia Mucha. Trudno było ci znaleźć wspólny język z koleżankami?

Każdy początek jest trudny, dla mnie najtrudniejszy był okres przygotowawczy. Nowa drużyna, nowy trener, środowisko. Nagle znalazłam się w otoczeniu bardzo renomowanych zawodniczek w Polsce. Obawiałam się trochę tej konfrontacji, ale kiedy teraz o tym myślę, to trochę uśmiecham się pod nosem. Szczególnie podczas pierwszych sparingów jeszcze nie mogłam się odnaleźć, bo otrzymałam bardzo dużo nowych dla mnie informacji, które musiałam przyswoić. Dziewczyny okazały mi duże wsparcie, wyrozumiałość i cierpliwość. Czuję się w drużynie bardzo dobrze i mówię to z perspektywy zawodniczki wchodzącej dopiero w świat tej dorosłej siatkówki.

Czy Tore Aleksandersen tobie, jako młodej zawodniczce, poświęca więcej uwagi?

Trener jest taką osobą, że wszystkim poświęca tyle uwagi, ile może. Jeżeli tylko zauważy u zawodniczki jakiś błąd, to podchodzi i tłumaczy, co można poprawić. Zwraca bardzo wiele uwagi na detale i myślę, że przy nim każda zawodniczka może znacznie podnieść swoje umiejętności techniczne. Przykładowo przed sezonem bardzo dużo pracowaliśmy nad moim odbiciem piłki. Widzę, że bardzo dużo mi dały te zajęcia, teraz już tylko „szlifuję” odbicie palcami, ale postęp jest wyraźny.

W bieżącym sezonie kilka razy zostałaś postawiona pod dużą presją, kreując grę drużyny w tie-breaku czy końcówkach setów. Zdarza się, że trener wskazuje ci, do kogo zagrać piłkę?

Myślę, że to zależy. Czasami może się okazać, że wybrałabym taką samą opcję. Kiedy jest inaczej, to oczywiście słucham trenera, ale bardziej odbywa się to na zasadzie podpowiedzi niż narzucania. To też nie odbywa się za każdym razem, gdy mamy jakąś ważną piłkę, absolutnie nie.

Czy kiedy jesteś na boisku, masz wystarczająco dużo czasu, by spojrzeć z dalszej perspektywy i rozważyć wszystkie za i przeciw rozegraniu piłki w dane miejsce?

Wydaje mi się, że tak podświadomie staram się dokonać jak najlepszego wyboru w danej sytuacji. Czasami jest tak, że skrzydłowa może nie skończyć akcji przez całego seta, a akurat opłaci się do niej posłać te kluczowe piłki. Do moich zadań, jako rozgrywającej, należy wychwytywanie takich zależności. Tak naprawdę bardzo dużo zależy od momentu, zawodniczki. Wybieram takie warianty, które podpowiada mi intuicja i najlepsze na podstawie mojej obserwacji. Czasami impulsywne działania przynoszą efekty. Takiego doświadczenia jeszcze mi brakuje, mam świadomość tego, że popełnię jeszcze milion błędów, ale mam nadzieję, że będzie to tylko procentować.

Przed tobą jeszcze wiele lat gry. Kiedy poczujesz się spełnioną zawodniczką?

Będę się czuła spełniona wtedy, kiedy pewnego dnia obudzę się i nawet nie grając już w siatkówkę, będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że wykorzystałam w maksymalnym stopniu wszystkie swoje lata treningów na to, żeby być jak najlepsza.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-11-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved