Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacje młodzieżowe > Sebastian Pawlik: Ta drużyna zasłużyła na mistrzostwo

Sebastian Pawlik: Ta drużyna zasłużyła na mistrzostwo

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Wiele czynników złożyło się na ten sukces. Liczy się talent zawodników, ich charaktery, ciężka praca, zaangażowanie. To nie jest tak, że jeden element jest najważniejszy. Wszystko ma znaczenie w kontekście wygrania 48 spotkań z rzędu – powiedział Sebastian Pawlik, szkoleniowiec reprezentacji Polski juniorów, która wygrywając mistrzostwa świata, dołożyła czwarty złoty medal do swojej kolekcji sukcesów.

Przede wszystkim gratulacje za zdobycie kolejnego złotego medalu na imprezie mistrzowskiej. Po tym sukcesie zakończyła się pewna era tej drużyny, czy jednak stanie się tak dopiero za dwa lata, kiedy weźmie ona udział jeszcze w mistrzostwach świata do lat 23?



Sebastian Pawlik: Na pewno pewien etap młodzieżowej siatkówki mamy za sobą. Oczywiście, za dwa lata będą jeszcze mistrzostwa świata do lat 23, ale obecnie nie ma co wybiegać tak daleko w przyszłość. Myślę, że ta drużyna będzie się zmieniała, bo będą do niej dołączać młodzi zawodnicy, ale to dopiero okaże się tak naprawdę w kolejnych latach.

Ale te 48 meczów bez porażki chyba na wielu zrobiło wrażenie?

– Na pewno tak. Bardzo nas cieszy to, że udało nam się przejść przez te wszystkie rozgrywki, nie przegrywając żadnego spotkania. Taki był nasz cel od mistrzostw Europy juniorów. Wówczas chłopaki policzyli, ile spotkań już wygrali, wyznaczając sobie dodatkowy cel. Do tego dążyli, udało im się go osiągnąć, co na pewno jest dużym sukcesem.

Nie od dziś wiadomo, że łatwiej się coś zdobywa niż broni się swojej pozycji. Oni na mistrzostwa świata jechali w roli jednego z faworytów, ciążyła na nich pewna presja, a jednak po raz kolejny sobie z nią poradzili…

– Zawsze jest tak, że jadąc na turniej w roli faworyta, ma się znacznie trudniej. Wiadomo, że rywale z faworytem grają bardzo często świetne mecze. Ryzykują we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła, bo mają wkalkulowaną porażkę z faworytem. Chociażby Irańczycy z nami zagrali najlepszy mecz w całym turnieju. Widziałem ich wszystkie pojedynki, a jednak najmocniej zmobilizowali się na mecz przeciwko nam. Potwierdziło się więc, że obowiązuje powiedzenie – bij mistrza, bo wszyscy chcą udowodnić, że stać ich na pokonanie pretendenta do medalu.

Zanim przejdziemy do meczu z Iranem, chciałbym jeszcze podpytać o te pierwsze pojedynki grupowe. Były one spacerkiem?

– Nie do końca. Dobrze się ułożyło, że na początku turnieju trafiliśmy na teoretycznie słabszych rywali, tym bardziej że nie mieliśmy wszystkich zawodników zdrowych. Były obawy co do występu Tomka Fornala. Nie wiadomo było, czy będzie on mógł normalnie grać, miał duże problemy z kolanem. Nie w pełni dysponowany był też Jakub Ziobrowski, który tak naprawdę dopiero w drugiej części turnieju zaczął atakować, ponieważ miał ogromne kłopoty z barkiem. Dobrze więc się stało, że na inaugurację turnieju zmierzyliśmy się z Marokańczykami, bo wiadomo było, że nie będzie to zbyt wymagający przeciwnik. Natomiast w meczach z Czechami oraz Kanadą kluczowe były pierwsze sety, które wygrywaliśmy po walce na przewagi. Dzięki temu, że przełamaliśmy przeciwników w ważnym momencie, to rywale czuli się mniej pewnie, a nam grało się łatwiej w kolejnych setach.

A te kolejne mecze, w których graliście tie-breaki, pokazały, że jednak wcale tak łatwo nie będzie, że trzeba być skoncentrowanym od początku do końca?

– W meczu z Chinami trochę na własne życzenie doprowadziliśmy do tie-breaka, bo przy normalnej naszej grze ten pojedynek powinien skończyć się zdecydowanie szybciej. Natomiast czasami tak się dzieje, że coś się zacina, że gra przestaje się układać. Wówczas pojawiają się problemy. Na szczęście chłopaki potrafili się w odpowiednim momencie skoncentrować, wejść na wyższy poziom gry, dzięki czemu odnieśli kolejne zwycięstwo. Wszystkie mecze w drugiej rundzie były dla nas bardzo trudne. Bardzo ważny pojedynek rozegraliśmy z Kubą. Upatrywaliśmy w tym zespole najgroźniejszego rywala w grupie. Ale zagraliśmy bardzo dobrze, a nasza pewność siebie jeszcze bardziej wzrosła. Spotkanie z Iranem było również trudne, ponieważ mieliśmy już zapewniony awans do półfinału i niezależnie od wyniku gralibyśmy o medale. W półfinale prowadziliśmy za to z Brazylią 2:0, a w trzecim secie mieliśmy trzy punkty przewagi, ale nagle coś przestało się układać i wynik zaczął się odwracać. Najważniejsze, że w trudnych momentach chłopaki potrafili zachować koncentrację i zaprezentować lepszą siatkówkę niż przeciwnik.

To właśnie w tych momentach dało o sobie znać boiskowe cwaniactwo, którego większość zawodników nauczyła się, grając w PlusLidze?

– Na pewno ogranie w PlusLidze i zdobyta w niej pewność siebie pozwalały nam przechylać szalę zwycięstwa w końcówkach na swoją korzyść. Granie w elicie dało chłopakom bardzo dużo, ale uważam, że równie ważne było wygrywanie wcześniejszych turniejów. Dzięki temu zyskali pewność siebie, dzięki której w ważnych momentach zachowywali więcej zimnej krwi i wygrywali.

A mecz finałowy z Kubańczykami tak właśnie pan sobie wyobrażał? Było dla pana zaskoczeniem to, że w półfinale ograli oni Rosjan, którzy byliby chyba dla nas trudniejszym przeciwnikiem?

– Dla mnie wygrana Kubańczyków w półfinale z Rosjanami była dużą niespodzianką. Byłem pewien, że to Europejczycy zagrają w finale. Być może trochę zlekceważyli rywali, tym bardziej że dość gładko ograli ich w pierwszym meczu na mistrzostwach. W półfinale zagrali słabo, a Kubańczycy bardzo dobrze zagrywali i nie pozwolili przeciwnikom na złapanie swojego rytmu gry. Natomiast w meczu finałowym to my zagraliśmy świetne spotkanie. Nie pozwoliliśmy rywalom na nawiązanie walki.

Ten sukces jest efektem ciężkiej pracy utalentowanej grupy zawodników, ale jest to też sukces polskich trenerów, czyli pana i trenera Zendeła. Czy pokazuje on, że warto dawać szansę prowadzenia zespołów PlusLigi przez młodych polskich trenerów, a nie zatrudniać zagranicznych trenerów, którzy w naszym kraju dopiero zaczynali swoją karierę szkoleniową, by wspomnieć chociażby Tanika, Falascę czy Antigę?

– Życzyłbym wszystkim trenerom, żeby dostawali szansę pracy w PlusLidze, żeby prezesi klubów stawiali na Polaków, choć wiemy, że tak się nie dzieje. Pewnie jakieś powody takich decyzji są, ale nie mnie to oceniać. Mam nadzieję, że powoli ten trend będzie się zmieniał i że polskich trenerów będzie coraz więcej w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przynajmniej w tym kierunku wszystko powinno pójść, choć wiadomo, że dużo będzie zależało od prezesów klubów.

Ale tymi sukcesami pokazaliście, że rodzimi szkoleniowcy też mogą osiągać dobre wyniki…

– Na pewno tak. Cieszę się, że akurat to mi z Maćkiem było dane prowadzenie tej drużyny i wygrywanie tylu meczów. Tak naprawdę wiele czynników złożyło się na ten sukces. Liczy się talent zawodników, ich charaktery, ciężka praca, zaangażowanie. To nie jest tak, że jeden element jest najważniejszy. Wszystko ma znaczenie w kontekście wygrania 48 spotkań z rzędu.

Najważniejsze, że wszystkie te elementy udało się złożyć w jedną całość.

– Oczywiście, z tego się bardzo cieszę. Bardzo zależało mi na wygraniu mistrzostw świata juniorów, bo uważałem, że ta drużyna po prostu na to zasługuje. Chłopaki swoją dotychczasową pracą, walecznością zasłużyli na ten sukces.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacje młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-07-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved