Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Sarah Clement: Wiem, że to cisza przed burzą

Sarah Clement: Wiem, że to cisza przed burzą

Sarah Clement przez ostatnie dwa sezony reprezentowała barwy mistrzyń Węgier, drużyny Linamar Bekescsabai. Teraz Amerykanka grająca na pozycji środkowej staje przed nowym wyzwaniem i ma stanowić o sile beniaminka z Krakowa. – W lidze węgierskiej znalazły się może 2-3 zespoły, które mogły nam zagrozić, ale nadal nie miałyśmy większego problemu z tym, żeby zwyciężyć w całych rozgrywkach, tak naprawdę nikt nam się nie postawił, wygrałyśmy każde spotkanie. Dla sportowca nie jest to dobra sytuacja, w pewnym sensie było to już nudne. Dlatego też zdecydowałam się wyjechać do Polski, bo wiedziałam, że liga stoi tutaj na wyższym poziomie – mówi Sarah Clement.

Jak zaaklimatyzowałaś się w Krakowie?



Sarah Clement: – Bardzo mi się tutaj podoba, zarówno miasto, jak i drużyna. Niestety od kiedy tutaj jestem, niemal codziennie padał deszcz, dlatego pogoda uniemożliwiła mi poznanie Krakowa w większym stopniu. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to piękne miejsce. W przerwie między sezonami przebywałam ze współlokatorami i siostrą w Utah. Przyjechałam tutaj 7 sierpnia i musiałam z powrotem przystosować się do życia w samotności, co nie jest nigdy łatwe.

Mówi się, że Polak i Węgier to dwa bratanki. Czy pod względem kulturowym rzeczywiście tak jest?

– Ostatnie trzy lata spędziłam na Węgrzech i wydaje mi się, że Polska w wielu aspektach jest podobna do tego kraju. Być może dzięki temu jak do tej pory udało mi się uniknąć jakiegoś wielkiego szoku kulturowego. Jestem też przyzwyczajona do tego, że inni ludzie mają inne przyzwyczajenia, kulturę.

Pewnie jednym z jej najtrudniejszych elementów jest język… Zdążyłaś już zaczerpnąć nauki od koleżanek?

– Tak, zdążyłam się nauczyć kilku słów. (uśmiech) Jednym z nich jest pomoc, kiedy potrzebuję wsparcia od dziewczyn. Nieco trudniejszym była nazwa sportu, ale już teraz wiem, że jest to po polsku siatkówka. Wiem również czym są siatka i piłki. Jestem tutaj 4 tygodnie, mam nadzieję, że powoli, z upływem czasu będę umiała powiedzieć po polsku coraz więcej.

Czy z uwagi na obecność zawodniczek zagranicznych trenerzy udzielają wam poleceń po angielsku?

– Kiedy jest z nami Alessandro, to udziela nam on wskazówek po angielsku, jeśli prowadzi nas Filip, to odbywa się to głównie po polsku, ale nie stanowi to dla mnie problemu, bo zawsze w razie potrzeby znajdzie się ktoś, kto mi przetłumaczy jego słowa.

Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy treningami przygotowującymi do sezonu, w których uczestniczyłaś na Węgrzech, a tym, jak wyglądają one w Polsce?

– Myślę, że największą różnicą jest to, że tutaj aż tak dużo czasu nie poświęca się na bieganie, a mój poprzedni trener był pod tym względem nieubłagany. (uśmiech) Trenowałyśmy codziennie, praktycznie bez żadnej przerwy. Tutaj podoba mi się to, że w ciągu tygodnia znajdzie się jeden dzień na to, żeby choćby pójść do kościoła czy trochę odpocząć. Kiedy grałam na Węgrzech, ten brak wytchnienia był dla mnie trochę stresujący, tutaj to napięcie jest na razie trochę mniejsze. Czekam jednak z niecierpliwością na pierwsze mecze, bo wiem, że to tylko cisza przed burzą.

Gra w Lidze Siatkówki Kobiet da ci większe możliwości rozwoju?

– Na pewno jest to dla mnie krok naprzód. W lidze węgierskiej znalazły się może 2-3 zespoły, które mogły nam zagrozić, ale nadal nie miałyśmy większego problemu z tym, żeby zwyciężyć w całych rozgrywkach, tak naprawdę nikt nam się nie postawił, wygrałyśmy każde spotkanie. Dla sportowca nie jest to dobra sytuacja, w pewnym sensie było to już nudne. Dlatego też zdecydowałam się wyjechać do Polski, bo wiedziałam, że liga stoi tutaj na wyższym poziomie. Grałyśmy w eliminacjach Ligi Mistrzyń, widziałam więc kilka nazwisk zawodniczek grających w Chemiku, chociaż szczerze mówiąc, mogłam zobaczyć zaledwie kilka akcji z ich meczów, więc też nie mogę powiedzieć za dużo.

Na zasilenie barw beniaminka z Krakowa zdecydowała się jeszcze jedna z zawodniczek twojego byłego klubu, rozgrywająca, Zsuzsanna Tálas. Czy miało to wpływ także na twój wybór?

– Znamy się od dwóch lat i Zsuzsanna mówi bardzo dobrze po angielsku, dlatego dogadujemy się świetnie. Z tego co pamiętam, to ona była pierwsza, jeżeli chodzi o podjęcie decyzji, ale myślę, że nie miało to wpływu na mój wybór. W pewnym sensie był to przypadek, że trafiłyśmy do tego samego klubu, bo mamy jednak dwóch różnych menedżerów. Oczywiście oni znali realia, trenerów, ale nic wspólnie nie planowaliśmy.

Przez miesiąc miałaś okazję poznać trochę możliwości swoich koleżanek z zespołu. Jak oceniasz szansę na występy w pierwszej szóstce?

– Zobaczymy. Nigdy nie stawiałam sprawy w ten sposób, że jedyne, do czego dążę, to to, by cały czas być na boisku. Tak naprawdę nigdy przed sezonem nie można przewiedzieć, jaka będzie „chemia” w zespole. Moim celem jest, by cały czas się rozwijać i poprawiać swoje umiejętności. Myślę, że jeśli to się uda, to z pewnością dostanę też swoje szanse na boisku.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved