Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Roberto Serniotti: Na razie nie komentuję żadnych spekulacji

Roberto Serniotti: Na razie nie komentuję żadnych spekulacji

fot. CEV

Roberto Serniotti, włoski szkoleniowiec Berlin Recycling Volleys, w minionym sezonie wygrał z drużyną wszystko na krajowym podwórku i dodatkowo Puchar CEV. W tym sezonie sprawił sporą niespodziankę, awansując do Final Four LM w Rzymie. Serniotti jest najpoważniejszym kandydatem do zastąpienia na stanowisku pierwszego trenera Andrzeja Kowala w szeregach Asseco Resovii Rzeszów.

Berlin Recycling Volleys zajął w Final Four LM w Rzymie czwarte miejsce, ale pokazał się z bardzo dobrej strony. W kluczowych momentach pana zawodnikom ciężko było powstrzymać takie gwiazdy jak Wilfredo Leon czy Osmany Juantorena?



Roberto Serniotti: – Mimo ostatniego miejsca w turnieju jestem zadowolony z postawy mojego zespołu, który dał z siebie wszystko zarówno w półfinale z Zenitem Kazań, jak i w meczu o trzecie miejsce z Cucine Lube Civitanova. Rozegraliśmy kilka naprawdę dobrych setów, na wysokim poziomie, z drużynami, które są od nas zdecydowanie lepsze. Moim zdaniem zarówno Zenit, jak i Cucine Lube to obecnie dwa najsilniejsze zespoły w Europie. Mieliśmy ogromną szansę, żeby doprowadzić do tie-breaka w meczu o brąz, ale w decydującym momencie czwartej partii różnicę na zagrywce zrobił Osmany Juantorena. To jest tego typu siatkarz, który potrafi odwrócić losy spotkania i my się o tym niestety przekonaliśmy.

Graliście z Cucine Lube również w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Co więcej, w pierwszym spotkaniu sensacyjnie pokonaliście u siebie faworyzowanych Włochów. Chyba nie liczył pan wówczas, że awansujecie do Final Four.

– Rozegraliśmy wtedy znakomity mecz i zaskoczyliśmy wszystkich swoją dobrą postawą. Mogę tylko gdybać, co by się stało, gdybyśmy mogli zmierzyć się z Cucine Lube w walce o brąz Ligi Mistrzów we własnej hali w Berlinie, bo myślę, że mielibyśmy tam większe szanse, żeby końcówki zaciętych setów rozstrzygać na swoją korzyść. Czujemy jednak satysfakcję z tego, że nawet w Rzymie potrafiliśmy dać się we znaki silniejszej od nas ekipie i stworzyć naprawdę dobre widowisko.

Awans do turnieju finałowego w Rzymie i dobra postawa pana zespołu w całej Lidze Mistrzów są na pewno pozytywnym zaskoczeniem. W rodzimych rozgrywkach idzie wam jednak gorzej niż w zeszłym sezonie, w którym wygraliście zarówno mistrzostwo, Puchar Niemiec, jak i Puchar CEV.

– Przed rokiem zgarnęliśmy trzy tytuły, ale wiadomo, że ciężko jest powtórzyć takie sukcesy. Ten sezon wcale nie jest dla nas zły, bo przecież awansowaliśmy do finału Pucharu Niemiec, do Final Four LM, a teraz walczymy z VfB Friedrichshafen o mistrzostwo Niemiec. Dla mnie jako trenera istotne jest to, żeby moja drużyna utrzymywała wysoki poziom gry. Myślę, że w tegorocznych rozgrywkach kontynuujemy dobrą grę, a w pucharach europejskich poczyniliśmy jeszcze krok do przodu, dostając się do turnieju w Rzymie. Osobiście cieszę się, że prezentujemy naprawdę dobry poziom gry i nie odstajemy od najlepszych zespołów w Europie. Nasza postawa w rozgrywkach Ligi Mistrzów naprawdę zasługuje na uznanie.

Być może wasze problemy w lidze niemieckiej biorą się stąd, że nie dysponujecie tą samą grupą zawodników, co w zeszłym sezonie. Zmiany kadrowe wynikały z mniejszego budżetu?

– Nie, budżet naszego klubu utrzymuje się co roku na mniej więcej tym samym poziomie. Problem z zachowaniem tego samego składu wynika z tego, że po dobrym sezonie w naszym zespole zawodnicy otrzymują lepsze oferty finansowe z innych klubów, więc nie jesteśmy w stanie ich zatrzymać. Myślę jednak, że i tak spisujemy się w tegorocznych rozrywkach całkiem nieźle, natomiast VfB Friedrichshafen rozgrywa w tym roku znacznie lepszy sezon niż ostatnio. Dla ligi niemieckiej to jednak dobrze, że o mistrzostwo rywalizują dwa naprawdę dobre zespoły, które potrafią grać na wysokim poziomie.

W walce o tytuł VfB Friedrichshafen prowadzi z Berlinem RV 1:0. Jak pan widzi szansę na przełamanie jakiejś niemocy pana zespołu w starciach z drużyną Vitala Heynena?

– Myślę, że w meczach przeciwko Friedrichshafen mamy nie tylko problemy techniczne, ale także pewną barierę mentalną. Było już kilka takich setów, w których byliśmy blisko przełamania rywali i zwycięstwa w całym spotkaniu, ale nie potrafiliśmy tego wykorzystać. W środę czeka nas jednak mecz u siebie i jest w naszej drużynie wiara w to, że tym razem możemy w końcu pokonać naszych rywali.

Już od kilku tygodni mówi się głośno o tym, że po tym sezonie odejdzie pan z Berlina i przeniesie się do Asseco Resovii. Najpierw była koncepcja, żeby został pan asystentem trenera Andrzeja Kowala, ale po jego rezygnacji może pan objąć posadę pierwszego szkoleniowca. Ile jest w tym prawdy?

– Na razie nie komentuję żadnych spekulacji na temat mojej przyszłości. Skupiam się w pełni na końcówce sezonu w Niemczech i dopiero potem będę rozmawiał o tym co dalej.

Śledzi pan z zainteresowaniem rozgrywki PlusLigi?

– Na pewno to jedna z czołowych lig w Europie, która słynie z dobrej organizacji i dużego zainteresowania kibiców oraz telewizji. Nie brakuje w niej mocnych drużyn i bardzo dobrych zawodników. Nie potrafię tylko zrozumieć jednej rzeczy – jak to się stało, że play-off w Polsce były aż tak drastycznie skrócone. To niebywałe, żeby drużyny, które w rundzie zasadniczej musiały rozegrać 30 spotkań w bezpośredniej walce o mistrzostwo, rozegrały tylko cztery mecze. Play-off to przecież najważniejsza część sezonu, w której zawsze dzieje się najwięcej i kibice mogą się spodziewać wielu emocji. Nie rozumiem więc, dlaczego w Polsce play-off wyglądały w ten sposób.

Był pan zaskoczony, że żaden z polskich zespołów nie tylko nie dostał się do Final Four w Rzymie, ale nawet nie przebrnął pierwszej rundy play-off?

– Trudno tutaj mówić o niespodziance, jeśli popatrzy się na przeciwników, bo zarówno Asseco Resovia, jak i PGE Skra trafiły na bardzo mocne włoskie zespoły. Natomiast trochę zaskoczeniem było odpadnięcie ZAKSY z Biełgorodem, ale tu pewnie zadecydowała dyspozycja dnia i lepsza postawa Rosjan w kluczowych momentach. Trzeba również wziać pod uwagę losowanie, jakie miały polskie zespoły w fazie play-off. Nie będę ukrywał, że na papierze mój zespół wydaje się słabszy od czołowych polskich drużyn, ale potrafiliśmy wykorzystać swoją szansę i myślę, że w Rzymie też udowodniliśmy, że jesteśmy walecznym zespołem. Być może w kolejnym sezonie polskie drużyny będą miały więcej szczęścia w Lidze Mistrzów i komuś z trójki ZAKSA, Skra czy Jastrzębie uda się awansować do Final Four.

*Cały wywiad Karoliny Korbeckiej na www.przegladsportowy.pl

źródło: przegladsportowy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-05-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved