Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Roberto Santilli: Wydaje się, że wszystko wróciło do normy

Roberto Santilli: Wydaje się, że wszystko wróciło do normy

fot. Katarzyna Antczak

Sezon 2017/2018 Indykpol AZS Olsztyn rozpoczął z nowym trenerem u sterów – Roberto Santillim. Początek rozgrywek układał się dla zespołu nieźle do 6. kolejki, w której przegrał 2:3 z beniaminkiem z Zawiercia. Później drużyna przegrała 2:3 z Treflem Gdańsk, 0:3 z Cerradem Czarnymi Radom, 1:3 z ONICO Warszawa i 1:3 z MKS-em Będzin. Wydaje się jednak, że olsztynianie największy kryzys mają już za sobą. Zwyciężali w ostatnich 3. kolejkach, pokonując kolejno Espadon Szczecin, Dafi Społem Kielce i BBTS Bielsko-Biała. AZS z 33 punktami znajduje się obecnie na 4. pozycji PlusLigi.

Czy w tym momencie widzi pan swoją drużynę pod koniec sezonu z medalem mistrzostw Polski?



Roberto Santilli:Do tej pory był to dla nas bardzo dziwny sezon. Pierwsze mecze zagraliśmy świetnie, wygrywając 4 z 5 spotkań, lecz później przydarzył nam się moment zawahania, którego się nie spodziewaliśmy. Przegrywaliśmy z zespołami, które teoretycznie nie powinny sprawić niespodzianki i miały być od nas słabsze. Wszystkie kryzysy mają jednak to do siebie, że można wyciągnąć z nich coś dobrego. Tak było i w naszym przypadku, ponieważ w tej chwili wydaje się, że wszystko wróciło do normy. Zaczynamy grać na naszym najlepszym poziomie, co mnie osobiście bardzo cieszy. Mam nadzieję, że tak będzie do końca sezonu. Jeśli pyta mnie pani o to, jakie są moje dalsze oczekiwania, to mogę szczerze przyznać, że jest to wygrywanie każdego kolejnego spotkania. Podstawowym krokiem do ostatecznego sukcesu będzie jednak znalezienie się w pierwszej szóstce PlusLigi. Co dalej? Teraz gramy piękną siatkówkę, którą bardzo dobrze się ogląda i która daje wiele satysfakcji, i nie wyobrażam sobie, by później miało być inaczej.

Przed meczem z BBTS-em zajmowaliście 5. pozycję – chyba dość nielubianą przez AZS po poprzednim sezonie, kiedy tuż przed fazą play-off zespół został pozbawiony szansy na grę o medale. W tej formie, w jakiej jesteście obecnie, z ręką na sercu może pan stwierdzić, że stać was na więcej?

– Mogę stwierdzić jedno – mamy świetną chemię w zespole. Jeśli nauczymy się wyciągać wnioski z popełnionych wcześniej błędów, to nie widzę przeszkód, byśmy zagrali w najlepszej czwórce. Bardzo łatwo jest mówić, że powinniśmy utrzymywać stabilną formę, ale czasami jest to niemożliwe ze względu na to, jak trudny jest to sezon dla poszczególnych graczy. W szczególności mówię tu o Robercie Andrindze czy Tomasie Rousseaux, którzy nigdy wcześniej w swojej karierze nie grali na podobnym poziomie.

Poruszając temat drugiego z nich, nie można pominąć faktu, że przełom listopada i grudnia jest okresem „zapaści” formy większości zawodników, którzy rozgrywają intensywny sezon reprezentacyjny.

– Dokładnie tak, spodziewaliśmy się zastoju. To normalne, że kadrowicze potrafią zagrać pierwszy miesiąc, dwa po występach w reprezentacji na świetnym poziomie, a następnie mierzą się ze spadkiem formy, z którego muszą nauczyć się wychodzić. Jest to niejako wkalkulowane w cykl siatkarski. Należy podejść do tego spokojnie, dać możliwość roszady na boisku, odpoczynku czy też korekty treningu. To bardzo pomaga.

Znając pański temperament trenerski, nie uwierzę, że do tego wszystkiego podchodził pan tak spokojnie.

– Ha, ha, uprzedzam pytanie – nie krzyczałem za często! Przede wszystkim obierałem taktykę rozmowy, bo to ona zazwyczaj przynosi o wiele lepszy rezultat. Powiedziałem mojemu zespołowi, że każdy zawodnik jest użyteczny i że szczególnie młodzi gracze muszą nauczyć się wychodzić z gorszej dyspozycji, która jest zupełnie naturalna w pewnych momentach sezonu. Dzięki temu zdobędą cenne doświadczenia, które pomogą im w przyszłości w radzeniu sobie z kolejnymi wyzwaniami. Podobnie było z Robertem, który przez ostatnie dwa tygodnie był chory i potrzebował wsparcia w powrocie do pełnej dyspozycji. Rolą trenera jest pamiętanie, że najpierw jest się nauczycielem, a dopiero na końcu szkoleniowcem, który wymaga.

W swoim zespole ma pan ogromny talent młodego pokolenia, Jakuba Kochanowskiego. Jak chroni go pan przed oczekiwaniami, które wywołane są przez całą siatkarską Polskę?

– To jest robota, którą wykonują Paweł Woicki, Daniel Pliński i Michał Żurek. To są trzy „kolumny” AZS-u i bardzo często pomagają młodym lub zagranicznym zawodnikom w odnalezieniu się w drużynie. Co do samego Kochanowskiego to jest to „złoty chłopiec” polskiej siatkówki. Czasami wszystko, czego się dotknie, przemienia się w sukces, bo ma niezwykły talent. Nie trzeba się wysilać, by przewidzieć, że jego przyszłość będzie bardzo jasna. Już teraz jest znakomitym zawodnikiem, choć nadal potrzebuje wykonać kilka kroków, by stać się jeszcze lepszym. Według mnie pierwszym z nich jest gra w podstawowej szóstce reprezentacji Polski. Usilnie na to pracuje i jest siatkarzem, który doskonale wie, co ma zrobić, by znaleźć się na szczycie. Polska drużyna narodowa musi przejść rewolucję. Wiem, że on potrzebuje kadry i wasza kadra będzie potrzebować jego. Może być jej podstawą.

*cały wywiad Sary Kalisz w serwisie sport.pl

 

 

 

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-01-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved