Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Problemy Developresu z halą – czy ucierpi prestiżowa Liga Mistrzyń?

Problemy Developresu z halą – czy ucierpi prestiżowa Liga Mistrzyń?

fot. archiwum

Dzień 19 kwietnia 2017 roku dla rzeszowskiej kobiecej siatkówki jest dniem szczególnym. Dniem, który przeszedł do historii klubu i miasta. Tego dnia we Wrocławiu rzeszowski Developres pokonał faworyzowany Impel i zdobył brązowy medal mistrzostw Polski. Medal dla miasta i klubu szczególny i wyjątkowy, bo pierwszy i niespodziewany, przez fachowców nazwany największą niespodzianką sezonu. Wszystko zaczęło się w 2012 roku, kiedy to Prezydent Miasta Rzeszowa Tadeusz Ferenc polecił prezesowi firmy Developres Ryszardowi Walasowi komisarza Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej Wiesława Kozieła. Zapytany o te wydarzenia wiceprezes klubu odpowiada niechętnie.

Po co te wspomnienia, przecież jeszcze żyję. Chętnych do pomocy przy budowaniu zespołu Developresu było kilku. Myślę, że byłem dobrze przygotowany, z tego co wiem, jako jedyny miałem wizję budowy zespołu na papierze, a nie na „gębę”, miałem też wyjątkowego człowieka, który za mną stał i mnie popierał. Janek Such, bez którego poparcia pewnie bym się nie przebił i bez którego pomocy w dwóch kolejnych sezonach nie byłoby awansu rok po roku do Orlen Ligi. Człowiekiem, który miał również ogromny wpływ na to, że znalazłem się we władzach klubu, był prezydent Rzeszowa pan Tadeusz Ferenc, któremu przedstawiłem wizję budowania tej drużyny. Pan prezydent mnie wysłuchał, podniósł słuchawkę i polecił mnie prezesowi Walasowi. Osobiście przy każdej okazji dziękuję panu prezydentowi za to, że wtedy na mnie postawił. Podobnie jak klub zawdzięczam mu prawie wszystko, co związane jest z tą drużyną. Z tego co wiem, to pan prezydent podpowiedział prezesowi Walasowi pomysł budowania żeńskiej siatkówki w Rzeszowie. I znowu się rozgadałem, a miało być jedno zdanie (śmiech) – wspomina Wiesław Kozieł.



Następnego dnia po zdobyciu historycznego medalu cała drużyna w komplecie wraz z sztabem szkoleniowym i zarządem klubu wstawiła się w ratuszu przed władzami miasta i wręczyła prezydentowi Ferencowi medal, na który władze miasta również ciężko zapracowały. Jak to przy takich okazjach bywa, padło wiele ciepłych słów, a szczególnie tych związanych z reprezentowaniem miasta w Lidze Mistrzyń. Wydawało się że Europa stoi otworem przed Developresem. Jeszcze większa euforia wkradła się po losowaniu eliminacji Ligi Mistrzyń. Zespoły, na które trafił Developres, wydają się być całkowicie w zasięgu rzeszowskiego klubu. Wszyscy zaczęli się już na wyrost zastanawiać, na kogo rzeszowianki trafią w fazie grupowej. A tymczasem mogą nie przejść pierwszej rundy eliminacyjnej, bo nie ma decyzji władz miasta, czy w hali Podpromie mogą zagrać mecz rewanżowy z izraelskim zespołem Hapoel Kefar Saba. Jak do tego doszło? – W 2015 roku zarówno w moim biurze, jak i biurze prezesa Asseco Resovii Bartosza Górskiego pojawił się pan Tadeusz Kaplita, prezes Podkarpackiego Okręgowego Związku Akrobatyki Sportowej, który powiadomił nas o tym, że ma zamiar organizować ME w 2017 roku. Powiedziałem panu prezesowi raz, prezes Górski dwa razy, że w terminie od października do maja każdego roku organizacja dużych imprez w hali Podpromie nie wchodzi w rachubę. Mamy dwie drużyny w najwyższej klasie rozgrywek. Pogodzenie naszych treningów, treningów zespołów przyjezdnych meczów ligowych, Ligi Mistrzyń, Pucharu CEV, Pucharu Polski i sparingów przyprawia nas momentami o zawrót głowy. Na całe szczęście prezes Górski, jak i cała ekipa pana Górala, to ludzie sportu, więc jak do tej chwili świetnie się dogadujemy, choć są momenty, że nie wiadomo, jak to wszystko pogodzić, bo od czasu do czasu wpadają nam w sezonie różnego rodzaju targi, które miasto organizuje i wtedy na kilka dni obydwa kluby opuszczają halę. W tym wypadku jednak robimy to jak cywilizowani ludzie. Idziemy na pewne kompromisy i przerwa w treningach w hali nie trwa to dwóch tygodni, tylko 4-5 dni – mówi wiceprezes rzeszowskiego klubu.

Z Polskim Związkiem Akrobatyki Sportowej nie można iść na kompromis?

Wiesław Kozieł: – Reprezentujący Polski Związek Akrobatyki Sportowej prezes PZAS pan Tadeusz Kaplita zachowuje się jak dyktator, nie uznaje żadnych kompromisów i sprawia wrażenie człowieka, który jest pewien, że sobie ten termin w mieście już załatwił. Z tego co wiem, dzwonił w czwartek do kierownika hali z taką informacją, że już wszystko ma załatwione i siatkówka ma się wynieść z hali od 10-23 października. Ja wiem, że nikt nie wydał jeszcze takiej zgody. Nie wiem, czemu służą takie telefony. Mogę się tylko domyślić. Chyba od dwóch miesięcy spotykamy się co jakiś czas w tej sprawie i jeśli Developres zgodził się na duży kompromis, to pan Kaplita okopał się na swoich pozycjach i wszystkich straszy. Jesteśmy straszeni skandalem, ministrem sportu, gazetami i kim tylko można. Chciałbym zaznaczyć, że pan Kaplita wymachuje wszystkim pod nosem pismem podpisanym przez jednego z wiceprezydentów. Widziałem to pismo, to nie jest umowa na wynajem hali, której do dnia dzisiejszego (15.08.17) Polski Związek Akrobatyki Sportowej nie posiada, a swoistego rodzaju list intencyjny, w którym nie ma nawet wyszczególnionej daty rozpoczęcia i zakończenia tej imprezy. Tajemnicą poliszynela jest sposób, w jaki ten podpis został zdobyty, pod nieobecność będącego na urlopie innego wiceprezydenta, który za halę odpowiada.

Na jakie ustępstwa poszedł Developres?

– Z tego co słyszałem od ludzi związanych z organizacjami imprez w hali, miejscowy prezes akrobatyki sportowej ma taki zwyczaj, że najpierw bierze imprezę, a potem próbuje wszystkich do tej imprezy postawić do pionu. Tak było i tym razem, kiedy przez ponad rok milczał, aż nagle się obudził i wszystkim oznajmił, że jest problem. Na prośbę wiceprezydenta miasta wielokrotnie proponowaliśmy różne rozwiązania. Niestety są one natychmiast torpedowane. Nasza ostatnia propozycja jest taka, że wychodzimy z Podpromia 10 października z treningami na halę ROSiR, tam trenujemy i gramy pierwszy mecz ligowy z Pałacem. Nad ranem 19 października wracamy z Izraela i późnym wieczorem chcemy mieć halę na trening. Wcześniej musimy napisać do Izraela i CEV, żeby mecz rewanżowy w Lidze Mistrzyń przełożyć na termin rezerwowy 22 października (niedziela). W sobotę 21 października hala od rana musi być przygotowana na oficjalne treningi obydwóch drużyn i odbiór przed meczem przez supervisora. Ponieważ ME dzielą się na część seniorską i juniorską, proponujemy PZAS-owi, żeby część seniorską przy naszych ustępstwach rozegrać do piątku 20 października wczesnym popołudniem. Późnym wieczorem chcielibyśmy zrobić trening, tak żeby mieć choć jeden trening więcej na Podpromiu niż zespół z Izraela. Część juniorską proponujemy przenieść na sobotę i niedzielę do hali przy V LO w Rzeszowie. Niestety pan prezes Kaplita zasłania się przepisami swojej federacji mówiącej o ilości miejsc. Na te ME poza rodzinami przyjdzie może 200 osób, hala przy Hetmańskiej ma 300 miejsc siedzących, miasto może dostawić trybuny, tylko po co? Ja tam tłumów nie przewiduję, chyba że po tej rozmowie ktoś przywiezie kilka autobusów (śmiech). My również mamy swoje przepisy, a hali rezerwowej na Ligę Mistrzów, choćby ze względu na natężenie światła, widownię, brak wykładziny itd. na Podkarpaciu nie ma. Grając poza Rzeszowem, koszty hoteli dla obydwóch drużyn, autobusy i całej logistyki wyniosą dodatkowo ponad około 100 tys. złotych. Kto za to ma zapłacić, Developres? Pieniądze i tak nie są moje, tylko sponsora tytularnego i pozostałych sponsorów, ale co z naszymi kibicami? My jako klub dopiero raczkujemy i zaczynamy budować relację na linii z kibicami, więc tym bardziej nie możemy im tego widowiska zabrać z Rzeszowa. A tak swoją drogą to my i Asseco Resovia jesteśmy największymi beneficjentami tej hali. Choćby z tego powodu PZAS powinien mieć wobec nasz odrobinę szacunku.

To wasz pomysł z tym przeniesieniem na dwa ostatnie dni ME na drugą halę?

– Nie, to nie nasz pomysł. Jeden z wiceprezydentów miasta złożył taką propozycję i na obecną chwilę ta propozycja wydaje się być genialna. Inaczej mówiąc, jest to salomonowe rozwiązanie. Muszę przyznać, że miasto staje na głowie, żeby wyjść z tego impasu, ale pan Kalita wszystkie propozycje do tej chwili odrzucił, nie dając żadnego alternatywnego rozwiązania. Tak jak wcześniej mówiłem, straszy nas wszystkich ministrem sportu, ale przypominam, że to jest również nasz minister. (śmiech)

Co będzie, jeśli miasto zostawi was samych sobie i nie doprowadzi do przeniesienia imprezy na dwa ostatnie dni do innej hali.

Nie wierzę. Tak jak wcześniej mówiłem, prezydent Ferenc jest jednym ze współtwórców tego klubu, a własnych dzieci się nie krzywdzi. Komu jak komu, ale panu prezydentowi nie musimy tłumaczyć, co to jest atut własnej hali, ponieważ jest byłym piłkarzem i wie, ile sportowiec może ugrać więcej u siebie. Przypuszczam, że pan prezydent Ferenc jako były sportowiec doskonale rozumie, jaki ukłon robimy w stronę organizatorów ME, opuszczając własną halę na dwa tygodnie w takiej części sezonu, kiedy powinniśmy zagrać dwa kluczowe mecze u siebie. Wczoraj otrzymałem maila od trenera Micellego, w którym przestrzega nas, że takie wyjście z własnej hali, przekładanie meczów i inne turbulencje w tej części sezonu, mówiąc kolokwialnie, może się nam odbić czkawką. Mocno wierzę w to, że pan prezydent Ferenc wpłynie na panią prezes PZAS-u Barbarę Stanisławiszyn, którą miałem przyjemność poznać na rozmowach w ratuszu. Pani prezes wydaje się być rozsądną osobą i człowiekiem sportu, a takiemu łatwiej jest zrozumieć problemy innych.

Nie staracie się, żeby na decyzję prezydenta Ferenca jakoś wpłynął prezes PZPS-u Jacek Kasprzyk? Z tego co pan mówi, pani prezes Stanisławiszyn w obronie swoich racji w ratuszu była.

Prezes Jacek Kasprzyk pytał mnie, co się dzieje, czy zagrożona jest Liga Mistrzyń. Osobiście poradziłem panu prezesowi, żeby się w ten spór nie angażował, choć nie wykluczam, że w pewnym momencie być może trzeba będzie go o pomoc poprosić. Prezes Kasprzyk jak mało kto potrafi bronić siatkówki, ale ma teraz na głowie mistrzostwa Europy i chciałbym mu oszczędzić dodatkowych kłopotów. Wystarczy odrobinę dobrej woli ze strony PZAS-u i kompromis jest gotowy. Zawsze wierzyłem i nadal wierzę, że ludzie muszą się dogadać. Nie inaczej jest tym razem.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-08-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved