Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Niesamowite tie-breaki w Policach i Radomiu

PlusLiga: Niesamowite tie-breaki w Policach i Radomiu

Już tylko dwie kolejki pozostały do zakończenia rundy zasadniczej w rozgrywkach PlusLigi. Za nami 28. seria gier, w której nie brakowało emocji. Już teraz wiemy, że nikt nie zabierze pierwszego miejsca ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, natomiast ostatnią pozycję zajmie na pewno AZS Częstochowa. Przed fazą play-off swojej szóstej pozycji nie zmienią także siatkarze Cuprum Lubin. O pozostałe lokaty wciąż trwa walka. Indykpol AZS Olsztyn ma teoretyczne szanse na grę o medale po porażce Jastrzębskiego Węgla w Warszawie. Na dole trwa batalia o uniknięcie baraży.

28. kolejka rozpoczęła się w piątek od mocnego uderzenia. W dwóch spotkaniach nie brakowało emocji. Cerrad Czarni Radom rywalizowali z GKS-em Katowice. Był to pojedynek dwóch wyrównanych drużyn, toteż nie może dziwić przebieg tego meczu. Kapitalnie rozpoczęli katowiczanie, którzy prowadzili już 2:0 w setach, a drugą partię wygrali gładko do 14. Następnie do odrabiania strat wzięli się radomianie, którzy doprowadzili do tie-breaka. W nim doszło do szalonej wymiany ciosów. Biorąc pod uwagę wspaniałą atmosferę na trybunach w kameralnej hali, olbrzymie nerwy na ławkach trenerskich, kontrowersyjne decyzje arbitrów oraz reakcje samych zawodników po skutecznych akcjach, odnosiło się wrażenie, że jest to mecz co najmniej o medale mistrzostw Polski. Wystarczy powiedzieć, że GKS wygrał ostatecznie tie-breaka 24:22 i całe spotkanie 3:2. – Na szczęście jednym z nielicznych plusów w tym meczu jest to, że udało nam się wrócić po dziesięciominutowej przerwie. Wreszcie to my doprowadziliśmy do tie-breaka, przegrywając 0:2. W trzeciej i czwartej partii zaprezentowaliśmy już swoją siatkówkę, graliśmy z pazurem. Tie-break to po prostu loteria, aczkolwiek myślę, że pomogliśmy przeciwnikowi. W ważnych momentach psuliśmy zagrywki i to łatwe zagrywki. To bolało, ale taki jest sport. GKS kolejny raz pokazał, że jest drużyną waleczną zaznacza Robert Prygiel.



Dużo działo się też w Policach, gdzie wyjątkowo swój mecz rozegrali siatkarze Espadonu Szczecin. Ich rywalem był BBTS Bielsko-Biała. Jedni i drudzy rozpaczliwie walczą o uniknięcie przedostatniej lokaty, która nie daje gwarancji spokojnego utrzymania się w PlusLidze. Minimalnym faworytem był beniaminek tej klasy rozgrywkowej, który ostatnio zanotował zwyżkę formy, a także przed tym meczem miał trzy punkty przewagi nad bielszczanami. Pierwsze dwa sety były niesamowicie wyrównane, ale w obu przypadkach minimalnie lepsi byli podopieczni Rastislava Chudika. BBTS nie umiał pójść za ciosem. Po dziesięciominutowej przerwie Espadon wygrał gładko trzecią partię do 16 i był to jedyny jednostronny set w tym pojedynku. Czwarta odsłona znowu była wyrównana, ale tym razem to szczecinianie byli górą. Kulminacyjnym punktem był tie-break, w którym potrzebna była gra na przewagi. Wymianę ciosów wygrali siatkarze BBTS-u 20:18 i przedłużyli swoje nadzieje na uniknięcie baraży. – Zaczęliśmy to spotkanie beznadziejnie. Goniliśmy rywali od 0:2. Wróciliśmy do gry i wydawało się, że uda nam się odwrócić losy tego spotkania. Niestety, w końcówce meczu wkradło się w nasze szeregi jakieś rozkojarzenie, pojawiły się niepotrzebne błędy, przez które rywale nas doszli, a później wygrali twierdzi Łukasz Perłowski.

Dzień później do gry przystąpił trzeci zespół walczący o bezpieczne utrzymanie, a więc Łuczniczka Bydgoszcz, która znała już rezultat bezpośredniego starcia Espadonu z BBTS-em. Ekipa znad Brdy znajduje się na przedostatniej lokacie i musiała pokusić się o jakąkolwiek zdobycz punktową, aby opuścić tę pozycję. Łatwo jednak nie było, bowiem bydgoszczanie rywalizowali na wyjeździe z Cuprum Lubin, który już teraz może skupić się na fazie play-off, ponieważ nikt nie zabierze im szóstej lokaty na koniec rundy zasadniczej. Grający bez większej presji zawodnicy Gheorghe Cretu na początku meczu pozwolili swoim rywalom na zbyt wiele. Co prawda lubinianie wygrali pierwszego seta, ale dopiero na przewagi, natomiast drugą partię nieoczekiwanie łatwo zapisali na swoje konto przyjezdni. Mogło się wydawać, że goście pokuszą się o bezcenną niespodziankę, ale stało się inaczej. Podrażnieni gospodarze wrzucili wyższy bieg i kontrolowali przebieg wydarzeń w dalszej fazie rywalizacji, ostatecznie wygrywając 3:1. – Po tej 10-minutowej przerwie w szatni powiedzieliśmy sobie, że wychodzimy i mecz zaczyna się od nowa, a my wygrywamy dwa sety i zgarniamy cenne trzy punkty. Bardzo się cieszymy, że tak się stało. Od początku trzeciego seta byliśmy bardzo zdeterminowani i graliśmy dobrą siatkówkę bez błędów, a do tego mocniej kopnęliśmy w polu zagrywki, co miało efekt w elemencie blok-obrona. Rywale musieli mierzyć się z podwójnym czy potrójnym blokiem, więc na pewno musimy szybciej wchodzić w mecz zapowiada Łukasz Kaczmarek na łamach telewizji klubowej.

O ile nie było niespodzianki w starciu lubinian z Łuczniczką, tak zgoła odmiennie potoczyły się losy w rywalizacji ONICO AZS-u Politechniki Warszawskiej z Jastrzębskim Węglem. W naszej zapowiedzi dotyczącej tej serii spotkań pisaliśmy, że warszawianie grają w tym sezonie przeciętnie, ale potrafią wspiąć się na wyżyny swoich możliwości w starciach z wyżej notowanymi zespołami. Przekonali się o tym siatkarze z Górnego Śląska, którzy ze stolicy kraju wywożą tylko jedno oczko. Po trzech setach wszystko szło zgodnie z planem dla jastrzębian, którzy prowadzili 2:1. Podopieczni Jakuba Bednaruka nie dali za wygraną i doprowadzili do piątej partii, w której zwyciężyli 15:12 i cały mecz 3:2. – Kluczem do sukcesu była przede wszystkim dobra zagrywka. Chłopaki pokazali charakter i ogromną wolę walki. Sporą krzywdę wyrządziliśmy też Jastrzębiu na kontrach. Myślę, że to właśnie skuteczny serwis i dobra gra na kontrach zadecydowały o tym, że to my wygraliśmy mówi Bartosz Kwolek dla warszawa.sport.pl. Politechnika po tym triumfie może jeszcze realnie powalczyć o dziewiątą lokatę, natomiast goście dowodzeni przez Marka Lebedewa muszą trzymać rękę na pulsie, bowiem ich przewaga nad piątym miejscem stopniała do trzech punktów na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej.

Najbardziej z takiego scenariusza cieszy się Indykpol AZS Olsztyn, który wciąż nie rezygnuje z walki o strefę medalową i plasuje się na rzeczonej piątej pozycji. Ekipa z Warmii i Mazur grała na wyjeździe z Lotosem Trefl Gdańsk i odniosła w tym prestiżowym starciu dwóch świetnie sobie znanych włoskich szkoleniowców Andrei Anastasiego oraz Andrei Gardiniego zwycięstwo 3:0. Nie można jednak powiedzieć, że było to jednostronne spotkanie, ponieważ pierwsze dwa sety olsztynianie wygrali na przewagi. Dopiero w trzeciej partii z gdańszczan zeszło nieco powietrze i ostatecznie AZS wygrał bez straty seta. Lotos po tej porażce musi bronić siódmej lokaty, podczas gdy akademicy wciąż walczą o pierwszą czwórkę. – W sporcie zawsze się chce wygrywać. Jeśli czuje się krew, to chce się walczyć. Niestety, mecze z zespołami znajdującymi się w czołowej czwórce pokazały, że obecnie jesteśmy od nich słabsi. Nie wygraliśmy z nimi żadnego meczu, co jest smutnym podsumowaniem naszej walki o miejsce w czwórce przyznaje szczerze Michał Żurek.

Żadnego problemu z odniesieniem zwycięstwa nie miała PGE Skra Bełchatów, która pewnie pokonała u siebie AZS Częstochowa 3:0. W takim meczu nie mogło być innej opcji, gdyż spotkały się ze sobą drużyny z dwóch przeciwległych biegunów. Częstochowianie nie przekroczyli w żadnym z setów bariery 20 punktów. Co ciekawe, Philippe Blain wystawił w tym meczu swój podstawowy skład, jakby nie chcąc lekceważyć ostatniego zespołu w tabeli, który nie ma już szans na opuszczenie szesnastej lokaty. – Myślę, że był to mecz pod naszą kontrolą i to bardzo cieszy. Obyło się bez momentów przewagi zespołu z Częstochowy, to my dyktowaliśmy warunki. Nie był to taki mecz jak z Łuczniczką, ale ciężko jest zagrać jeszcze jeden taki, bo w nim była naprawdę duża przewaga. A w tym spotkaniu była przewaga, która wystarczyła na wynik 3:0. Cieszy, że trzy punkty zostają, szczególnie że Jastrzębski Węgiel się potknął i dał nam prezent nie ukrywa zadowolenia Karol Kłos. Bełchatowianie są obecnie na trzeciej pozycji i mogą skupić się na rewanżowym starciu w Lidze Mistrzów w środku tygodnia.

To samo dotyczy Asseco Resovii Rzeszów, która u siebie podejmowała Effectora Kielce. Wicemistrzowie Polski poza trzecim setem, który był efektem rozluźnienia się rzeszowian, nie dali żadnych szans rywalom, wygrywając 3:1 i zapewniając sobie grę w półfinale PlusLigi. Wszystkie odsłony były bardzo jednostronne. – Robiliśmy, co mogliśmy. Każdy chciał wygrać, każdy chciał jak najwięcej walczyć. Rywale pokazali jednak, szczególnie swoim serwisem, na jakim są poziomie i o co walczą. Chcieliśmy się im postawić, udało nam się tylko w trzecim secie, na więcej już nam nie starczyło. Wyniki poszczególnych partii pokazują, że rzeszowianie cały czas kontrolowali to spotkanie. My możemy wyciągnąć plusy jedynie z tego trzeciego seta, resztę meczu trzeba po prostu zaakceptować. Asseco Resovia jest mocnym zespołem, zwłaszcza u siebie w hali przyznaje Marcin Komenda. Jeżeli podopieczni Andrzeja Kowala nie zanotują po drodze jakiejś wpadki, wówczas przystąpią do fazy play-off z pozycji wicelidera. Teraz ekipa z Podkarpacia musi zmierzyć się w Champions League, natomiast kielczanie mogą już teraz skupić się na bardzo ważnym meczu u siebie z Espadonem Szczecin, który ma chrapkę na wyprzedzenie ich w tabeli.

Na zakończenie tej kolejki ZAKSA Kędzierzyn-Koźle grała u siebie z MKS-em Będzin. Trzeci z naszych pucharowiczów w Lidze Mistrzów praktycznie już dawno zapewnił sobie triumf w rundzie zasadniczej, ale oficjalnie nastąpiło to w minioną niedzielę, kiedy to mistrzowie Polski pokonali będzinian 3:1. Warto podkreślić, że siatkarze Stelio DeRocco zaprezentowali się bardzo dobrze na tle wyżej notowanych rywali i zabrakło im naprawdę niewiele, aby wywieźć z Opolszczyzny chociaż jeden punkt. – Przyjezdna drużyna popisywała się doskonałą obroną, skutecznym blokiem, przez co bardzo ciężko było nam skończyć piłkę w pierwszym tempie. Jeśli ktoś przed meczem spojrzał w tabelę, to na pewno spodziewał się innego pojedynku. Było ciężko, ale cieszę się, że przeciwstawiliśmy się rywalom i wygraliśmy spotkanie podkreśla na łamach klubowej telewizji Dawid Konarski. Pierwszego seta MKS wygrał 30:28 i tylko w drugiej odsłonie dał się stłamsić ZAKSIE. Emocji nie brakowało w trzeciej i czwartej partii. W obu przypadkach minimalnie lepsi okazali się gospodarze. W tabeli MKS może jeszcze powalczyć na finiszu rozgrywek o awans do górnej połówki.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-03-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved