Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PL: 26. kolejka bez podziału punktów

PL: 26. kolejka bez podziału punktów

fot. Klaudia Piwowarczyk

Kibice w 26. kolejce PlusLigi mieli okazję oglądać dość jednostronne widowiska, bowiem w żadnym z ośmiu spotkań nie doszło do podziału łupów. W głównej mierze w tej rundzie wygrywali faworyci, ale i to nie przeszkodziło w zmianach w tabeli. Szanse na awans do pierwszej szóstki tabeli w dużej mierze stracili już gracze Cuprum Lubin, którzy bez Roberta Tahta nie byli w stanie wygrać ani jednego seta z Treflem Gdańsk, natomiast ONICO Warszawa bez punktów wyjechała z Jastrzębia-Zdroju. Ciekawie było natomiast w dolnej części klasyfikacji. Tam ze strefy spadkowej wyrwali się gracze BBTS-u Bielsko-Biała, a ich miejsce zajęła Łuczniczka Bydgoszcz, natomiast zawiercianie dzięki zwycięstwu 3:0 nad GKS-em Katowice awansowali na jedenaste miejsce.

Lubinianie chyba już definitywnie pożegnali się z walką o pierwszą szóstkę sezonu zasadniczego PlusLigi. Osłabieni w piątkowym meczu podopieczni Patricka Duflosa nie mieli zbyt wiele do powiedzenia w starciu z Treflem Gdańsk, a jedynie w drugiej odsłonie nawiązali wyrównaną walkę z wyżej notowanym rywalem. – W pewnym momencie zwycięstwo w tym secie dopisałem już na nasze konto, ale chyba Piotrek Nowakowski dopadł nas floatem. Potem nie skończyliśmy kilku piłek. Praktycznie w jednym ustawieniu przegraliśmy tego seta, a to się nie powinno zdarzyć – ocenił drugą odsłonę dla Cuprum TV Maciej Gorzkiewicz, rozgrywający z Lubina. Ostatecznie jednak w Ergo Arenie, przy dopingu ponad jedenastu tysięcy kibiców, 3:0 triumfowali gospodarze, którzy są na trzecim miejscu w ligowej klasyfikacji, a do PGE Skry Bełchatów tracą tylko cztery oczka. Porażka i brak zdobyczy punktowej sprawiła, że Cuprum Lubin co prawda utrzymał ósmą lokatę w ligowym zestawieniu, ale do czołowej szóstki traci już dziesięć oczek. W zespole Andrei Anastasiego pierwsze skrzypce tradycyjnie grali już Artur Szalpuk oraz Damian Schulz, którzy wspólnymi siłami wywalczyli 36 punktów. Trefl Gdańsk wyraźnie lepiej poradził sobie w ofensywie, a do tego 12 razy zablokował ataki rywali. Autorem 5 „czap” był Piotr Nowakowski, który na przestrzeni całego meczu zdobył 10 punktów, do swojego dorobku dokładając 4 ataki i asa serwisowego.



Bez zdobyczy punktowej z Jastrzębia-Zdroju wyjechali gracze ONICO Warszawa i nadal są na czwartym miejscu w tabeli. Przede wszystkim w dwóch pierwszych setach stołeczna ekipa nie pokazała najlepszej siatkówki, w trzecim udało jej się co prawda przedłużyć losy spotkania, ale przegrała końcówkę czwartej partii i trzy punkty zostały w rękach jastrzębian. Wśród brązowych medalistów poprzedniego sezonu wyróżniał się Maciej Muzaj, który zapisał na swoim koncie 22 oczka. Dobre spotkanie rozegrał również Jason DeRocco, który został wybrany MVP pojedynku. – Mając na uwadze, że w tej górnej strefie jest bardzo duży ścisk, to są to dla nas bardzo ważne punkty. Każda z drużyn bije się o „szóstkę” i jeżeli ten mecz z warszawianami skończyłby się dla nas w drugą stronę, moglibyśmy żyć w małym stresie. Dlatego tym bardziej się cieszę, ponieważ zagraliśmy cały mecz tak, jak tego chcieliśmy – mówił po tym ważnym zwycięstwie Grzegorz Kosok. Jego zespół ma na swoim koncie 48 punktów, co daje mu szóstą lokatę w tabeli.

Siatkarze Asseco Resovii Rzeszów przed własną publicznością w trzech setach pokonali Łuczniczkę Bydgoszcz, a większe problemy napotkali jedynie w trzeciej partii. W jej końcówce udało im się jednak odrobić niewielkie straty i zakończyć pojedynek. Jaki wpływ na grę Łuczniczki miała kontuzja, której już w premierowej odsłonie nabawił się Bartosz Filipiak? Zastąpił go Paweł Gryc, który zanotował 50-procentową skuteczność i z 11 punktami na swoim koncie był najlepiej punktującym siatkarzem swojej ekipy. Po rzeszowskiej stronie siatki to miano przypadło Thibaultowi Rossardowi. Każdy z nas jest trochę zmęczony, bo mamy za sobą naprawdę trudną podróż do Biełgorodu, a dodatkowo nie mieliśmy zbyt wiele czasu na porządny trening. Widać to bardzo dobrze po wynikach naszych ostatnich spotkań. Zwycięstwa przeplatamy porażkami i trudno nam znaleźć pewność siebie w takich meczach i to jest chyba nasz mały problem – przyznał przyjmujący. Również Aleksander Śliwka rozegrał bardzo dobry mecz i to on został wybrany MVP spotkania. Rzeszowianie nadal są na piątym miejscu w tabeli, ale cały czas muszą oglądać się za siebie. Porażkę dość boleśnie odczuli natomiast gracze znad Brdy, bowiem zrównali się punktami z BBTS-em Bielsko-Biała i aktualnie plasują się w strefie spadkowej klasyfikacji.

Niewiele ponad 70 minut potrzebowali siatkarze PGE Skry Bełchatów, aby pokonać MKS Będzin. Spotkanie nie przyniosło zbyt wielu emocji, a w drugiej odsłonie gospodarze zdeklasowali rywali, wygrywając 25:12. O sile ofensywy podopiecznych Roberto Piazzy stanowił duet Mariusz Wlazły i Bartosz Bednorz. Przyjmujący zanotował wysoką, 78 proc. skuteczność swoich akcji, a na przestrzeni tego szybkiego meczu bełchatowianie całkowicie odrzucili niżej notowanych będzinian od siatki, popisując się aż 14 asami serwisowymi. MKS-owi ta sztuka udała się tylko raz. – Myślę, że całe spotkanie układało się po naszej myśli i nie pozwoliliśmy rywalom się rozwinąć. Wiedzieliśmy, że ostatnie mecze będzinianie zagrali bardzo dobrze, z ZAKSĄ też pograli na tyle, że poszczególne partie były zacięte i wyrównane. Wiedzieliśmy więc, że jak damy im chociaż trochę oddechu, to może się to dla nas źle skończyć, wszyscy więc mocno skoncentrowaliśmy się na to spotkanie – ocenił Mariusz Wlazły. Jego zespół umocnił się na pozycji wicelidera ligowej klasyfikacji, ale cały czas traci do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle aż 10 punktów. O wiele gorzej prezentuje się tabela z perspektywy MKS-u Będzin, który spadł na pozycję zagrożoną barażami.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved