Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Piotr Gacek: Gruszka jest moim faworytem

Piotr Gacek: Gruszka jest moim faworytem

fot. Katarzyna Antczak

– W tym momencie mamy kilku fajnych polskich trenerów – na przykład Jakub Bednaruk czy Wojciech Serafin, który zrobił niesamowity postęp przy Andrei Anastasim, ale także jako trener młodszych grup – ale to Piotr Gruszka jest moim faworytem – mówi w wywiadzie dla sport.pl był reprezentacyjny libero, Piotr Gacek. –  Przypomnę, że polska myśl szkoleniowa już nie opiera się na bieganiu po lesie i skakaniu przez płotki na zgrupowaniach. Ona się zmieniła.

Kiedy Raul Lozano w 2005 roku trafił do polskiej siatkówki, przyniósł ze sobą rewolucję. Jak inna była to szkoła trenerska dla pana, jako siatkarza, który wcześniej grał głównie pod okiem Polaków?



Piotr Gacek: – Pamiętam ten czas – byłem wtedy pod niesamowitą euforią, wynikającą z tego, że po raz pierwszy trafiłem do reprezentacji. Kiedy pojawiłem się na zgrupowaniu, to każda rada była czymś nowym, a mecze dawały mi nowe spojrzenie na siatkówkę. Raul zwracał uwagę na detale, które na co dzień nie wydawały się aż tak bardzo istotne. Doprowadzenie ich do perfekcji powodowało, że dany zawodnik się rozwijał i mógł być nazwany kompletnym. Praktycznie każdy prowadzony przez niego trening zaczynaliśmy od wystawy piłki sytuacyjnej na skrzydło do atakującego. Teraz zauważam, że nawet doświadczeni gracze mają z tym problem. Wyszkolenie takiego detalu spowodowało, że dziś, gdy nie uprawiam zawodowej siatkówki od pół roku, nadal wydaje mi się, że jestem w stanie pójść do hali i wykonać poprawnie podobne zadanie. Wcześniej u innych trenerów nie dostrzegałem takiego spojrzenia  na sport jak za czasów Raula. Doprowadzanie szczegółów do perfekcji było jego wyjątkowo mocną stroną. To dzięki niemu staliśmy się zawodnikami.

Co zmienił Daniel Castellani?

Dobór trenerów i czas, w jakim zajmowali się kadrą był idealny. Raul przyszedł, z buta otworzył drzwi i nas poukładał. Nie było z nim dyskusji – wiedział, co należy zrobić, walił pięścią w stół i działo się tak, jak chciał. Musieliśmy mu zaufać. Zbudował nam drogę do profesjonalizmu, z której skorzystaliśmy i myślę, że tego nie żałujemy. Gdyby nastąpiła zmiana i Daniel pojawiłby się w 2005, a Raul w 2009 roku, to historia polskiej kadry zapewne potoczyłaby się inaczej. Trener Castellani jest bardzo ufny, poukładany i ma niesamowity potencjał, jeśli chodzi o przygotowanie psychiczne drużyny. Nie wiem, czy przyniosłoby to podobny efekt w tamtym czasie. Raul wprowadził „rygor” i dyscyplinę, a w 2005 roku polska drużyna tego potrzebowała. Ja i Krzysztof Ignaczak doskonale wiedzieliśmy, że nie możemy sobie u niego pozwolić choćby na jeden błąd, ponieważ rywalizowaliśmy o pojedyncze miejsce w zespole. Daniel jest inny. Jest spokojny, bardzo ufa zawodnikom, nie pozwala sobie na negatywne komentarze na forum. Zdarzały się momenty, w których się denerwował, ale nie za często. Jego treningi były fantastyczne!

Czyli to była ewolucja – najpierw potrzebowaliście mocnej ręki, a później, kiedy nieco dojrzeliście, spokojnego prowadzenia. Jak w tym wszystkim ocenić rolę Andrei Anastasiego?

– W indywidualności każdego z trenerów, Andrea miał zarówno cechy Raula, jak i Daniela. Jest niesamowicie charyzmatyczny, energiczny, ale potrafi również być nerwowy. Rozmawia o konkretach i jest wyjątkowo szczery.  Jeśli coś mu nie pasowało, to po prostu o tym mówił. Kiedy Andrea skończył przygodę z polską kadrą, to po roku przeniósł się do Gdańska, gdzie sprowadził i mnie, mimo że nie byłem jego pierwszym wyborem w reprezentacji. Potrafi być bardzo łagodny, uśmiechnięty i spokojny w rozmowach ze swoimi zawodnikami. Uważam go za swojego najważniejszego trenera, który niestety trafił mi się pod koniec kariery. Dopiero w ciągu trzech lat pracy z nim przekonałem się, ile mogę zrobić oraz jak wartościowym jestem zawodnikiem. Całe życie cieszyłem się grą w siatkówkę, ale w Gdańsku podobała mi się ona wyjątkowo. Znam siatkarzy, którzy przez całą karierę uważali, że są dobrzy i mogą przenosić góry. Ja do tego grona nie należałem, bo odkryłem to dopiero po wielu latach pracy, a pomógł mi w tym Andrea.

Po latach, o których rozmawialiśmy, coraz głośniej mówi się o polskiej myśli szkoleniowej w kadrze. Czy pan się jej obawia?

Absolutnie nie. Jeśli miałby się ona pojawić w kadrze, to wiem, że będzie to myśl szkoleniowa, która ewoluowała ze stylem argentyńskim, włoskim i francuskim.

Rozmawiała Sara Kalisz – cały wywiad w serwisie sport.pl

 

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2017-11-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved