Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PGE Skra po sezonie: Przegrany set na wagę złota

PGE Skra po sezonie: Przegrany set na wagę złota

fot. Katarzyna Antczak

Sezon 2015/2016 to dla drużyny PGE Skry Bełchatów czas, w którym wydarzyło się naprawdę wiele. Śmiało można powiedzieć, że dla kibiców, siatkarzy i zarządu Skry ten sezon był jak przejażdżka na najbardziej szalonym roller coasterze. Mimo niebezpiecznych zakrętów i ogromnej dawki emocji bełchatowianie dojechali do mety, mając na szyjach brązowe medale PlusLigi, wygraną Pucharu Polski oraz zwycięstwo z Zenitem Kazań.

Kosmetyczne zmiany w składzie

Po sezonie 2014/2015, w którym żółto-czarni zajęli trzecie miejsce w rozgrywkach PlusLigi, nie doszło do wielu zmian w składzie. Zmiany, które zaszły w Skrze Bełchatów, można określić jako kosmetyczne. W zespole Skry zostali przede wszystkim siatkarze, którzy stanowili o sile drużyny. Do kilku roszad doszło natomiast na ławce rezerwowych. Na pozycji drugiego rozgrywającego miejsce Aleksa Brdjovicia zajął Marcin Janusz. Drużynę opuścił Maciej Muzaj, który obrał kierunek na Jastrzębie-Zdrój, a zastępcą Mariusza Wlazłego został Marcel Gromadowski. Do Cuprum Lubin przeniósł się Wojciech Włodarczyk, którego zastąpił Mihajlo Stanković. Natomiast na pozycji libero w miejsce Ferdinanda Tille do Skry przywędrował Robert Milczarek. Bełchatowski kierunek obrał również młody środkowy, Mariusz Marcyniak. W trakcie sezonu, w wyniku kontuzji Michała Winiarskiego, doszedł również Israel Rodriguez.

Zmagania plusligowe

Siatkarze PGE Skry sezon rozpoczęli od wyjazdowego zwycięstwa z Effectorem Kielce 3:1. W 2. kolejce na pierwszy mecz przed własną publicznością podopieczni Miguela Angela Falaski pokonali MKS Będzin 3:0. W kolejnym spotkaniu doszło do meczu na szczycie PlusLigi. Do Bełchatowa przyjechał mistrz Polski – Asseco Resovia Rzeszów. Po niezwykle emocjonującym spotkaniu popularne „Pasy” okazały się lepsze od żółto-czarnych. Po tej porażce bełchatowski roller coaster wrócił jednak na dobre tory i znów zaczął wygrywać, notując cztery wygrane z rzędu. W kolejnym meczu na szczycie siatkarze Skry okazali się nieco gorsi od ZAKSY i przegrali po tie-breaku. Kiedy wydawało się, że znów wszystko toczy się po myśli Skry, nastąpiło wykolejenie wagoniku, czyli przekładając to na język sportowy, niespodziewana porażka z AZS-em Olsztyn. Drużynie Skry Bełchatów w rozgrywkach ligowych wiodło się całkiem dobrze, mimo tych nieznacznych perturbacji w czasie jazdy żółto-czarni potrafili również wygrywać mecze z ligowymi potentatami i w rundzie rewanżowej to oni wygrywali zarówno z ZAKSĄ, jak i Resovią Rzeszów. Po zwycięstwie w Warszawie z „wilkami Bednaruka” wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku i Skra może otrzeć się o finał PlusLigi.

Bełchatowski roller coaster na ogromnym zakręcie



Wydarzeniem bez precedensu, które odbiło się szerokim echem w całej siatkarskiej Polsce, ale również Europie, była wiadomość, że ze stanowiskiem trenerskim pożegnał się Miguel Angel Falasca, który jak mówił prezes Skry, Konrad Piechocki, nie mógł się dogadać z zawodnikami. – Ostatnie wydarzenia wewnątrz drużyny sprawiły, że niestety Miguel stracił możliwość współpracy z całym zespołem. Podczas poniedziałkowego spotkania wspólnie doszliśmy do wniosku, że najlepszą decyzją będzie rozwiązanie umowy – komentował w marcu prezes Skry. Hiszpana zastąpił, drugi szkoleniowiec reprezentacji Polski, Philippe Blain. Zadaniem Francuza było wygrywanie kolejnych meczów ligowych bez straty seta, aby bełchatowscy siatkarze znaleźli się w wielkim finale. Wiele mówiło się też o konflikcie pomiędzy Mariuszem Wlazłym a Facundo Conte, a chodziło o tzw. przywództwo w drużynie.

Jeden set – robi wielką różnicę

Po zamieszaniach, które miały miejsce w Skrze Bełchatów, wydawało się, że Blain uspokoił sytuację, a żółto-czarni wyszli na prostą. W pierwszym spotkaniu pod wodzą Francuza Skra 3:0 pokonała Cerrad Czarnych Radom, a ten sam wynik powtórzyła kilka dni później w Olsztynie. Wtedy to Skra walcząca z Resovią Rzeszów o drugie miejsce w tabeli i udział w finale była w nieco lepszej sytuacji niż drużyna z Podkarpacia. Sprawa przed ostatnią kolejką była prosta. Skra musi wygrać 3:0 z BBTS-em Bielsko-Biała i w konsekwencji zagra w finale z czekającą już tam ZAKSĄ. Resovia swój mecz zagrała awansem i wszystkie oczy były zwrócone na pojedynek pomiędzy Skrą a BBTS-em. W pierwszym secie tamtego spotkania doszło do kolejnego i zdecydowanie najtrudniejszego dla bełchatowskiego środowiska wykolejenia. Bełchatów przeżył szok! Skra przegrała seta, który zadecydował o tym, że w finale zagra Asseco Resovia Rzeszów, a bełchatowianom przyjdzie grać „tylko” o brąz. Skrze udało się jednak zebrać i zmotywować do walki o 3. miejsce. Podopieczni Blaina okazali się bezkonkurencyjni i trzykrotnie po 3:0 pokonali Lotos Trefl Gdańsk.

Regulamin – dla wszystkich ten sam

Regulamin rozgrywek w kampanii 2015/2016 był znany od początku sezonu i dla wszystkich był taki sam. Siatkarze i trenerzy Skry często podkreślali, że ten system jest po prostu niesprawiedliwy. Trudno się tak naprawdę nie zgodzić z opinią bełchatowską, bo to oni wygrywając dwadzieścia jeden spotkań, przy tylko pięciu porażkach, musieli zadowolić się grą o trzecią lokatę. W finale natomiast znalazła się Resovia, która na swoim koncie miała osiemnaście zwycięstw i osiem porażek. Patrząc na statystki, to właśnie Skra powinna znaleźć się w wielkim finale PlusLigi, dlatego też jej opinia jest po części uzasadniona. Jednak odpowiedź i argumentacja w tej sprawie jest jedna – regulamin był znany przed sezonem i dla wszystkich był on taki sam. Bełchatowianie muszą się z tym pogodzić, zadowolić brązowym medalem i liczyć, że dobra karta będzie kiedyś po ich stronie, a regulamin sprawi, że to oni odniosą sukces.

„Sport to zdrowie” = kontuzje w zespole Skry

Jak większość plusligowych zespołów, kontuzje dopadły również Skrę. Największym pechowcem był oczywiście Michał Winiarski, który stracił prawie cały sezon na rehabilitację i powrót do zdrowia. W trakcie sezonu swoje problemy mieli również Mariusz Wlazły i Marcel Gromadowski, co sprawiło, że trener Skry musiał na atak przestawić nominalnego środkowego – Srećko Lisinaca.

Puchar Polski  w żółto-czarnych kolorach

7 lutego 2016 rok – ta data zostanie zapisana w historii bełchatowskiego klubu, bo właśnie tego dnia siatkarze PGE Skry Bełchatów sięgnęli po Puchar Polski, pokonując w finale faworyzowaną ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Ale zanim doszło do starcia finałowego, Skra w ćwierćfinale pokonała 3:0 SMS PZPS Spała, a w półfinale poradziła sobie z Asseco Resovią Rzeszów. Trofeum za zdobycie Pucharu Polski mogli unieść w górę po pokonaniu wspomnianej ZAKSY.

Liga Mistrzów – niespodzianka w Kazaniu, lecz bezradność w Łodzi

Siatkarze PGE Skry Bełchatów nie mieli żadnych problemów, aby wyjść z fazy grupowej Ligi Mistrzów. Bełchatowianie do kolejnej fazy rozgrywek wyszli z drugiego miejsca, plasując się za A.S. Volley Lube Civitanova Marche, ale przed Knack Roeselare i Duklą Liberec. Następnie Skra rozprawiła się z tureckim – Ziraatem Bankasi Ankara, w konsekwencji czego przyszedł czas na wielkie starcie premiujące awansem do Final Four Ligi Mistrzów. Rywalem Skry był Zenit Kazań. Rosyjski zespół był wielkim faworytem do zwycięstwa w tym dwumeczu oraz całych rozgrywkach. W Kazaniu Skra wspięła się na wyżyny swoich możliwości i wygrała 3:2, sprawiając wielką niespodziankę. Apetyty rosły w miarę jedzenia, wypełniona po brzegi Atlas Arena w Łodzi i wiara w wygraną Skry była ogromna, jednak rosyjski gigant stonował optymizm polskich kibiców i pokonał bełchatowian 3:0. Jak się później okazało, Zenit Kazań ostatecznie wygrał całe rozgrywki Ligi Mistrzów i w Krakowie wzniósł puchar w górę.

Kręta droga Skry, ale roller coaster dojechał do mety

Sezon 2015/2016 był dla Skry niezwykle trudny. Skra borykała się z różnymi problemami. Przejażdżka roller coasterem, której doświadczyli w tym sezonie bełchatowianie, na pewno zostanie na długo w ich pamięci. I choć wśród zawodników i władz klubu jest niedosyt, to trzecie miejsce w wyrównanej i ciężkiej PlusLidze, wygranie Pucharu Polski i otarcie się o Final Four Ligi Mistrzów to dobry wynik, którego bełchatowianie na pewno nie mogą się wstydzić. Natomiast zebrane doświadczenie sprawi, że gdy kolejny raz przyjdzie im wsiąść do wagoniku na roller coastrze, będą bardziej pewni siebie i poradzą sobie oni z różnymi przeciwnościami losu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved