Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Paweł Zagumny: Srebrny medal był dla nas cennym trofeum

Paweł Zagumny: Srebrny medal był dla nas cennym trofeum

Paweł Zagumny

– Myślę, że cała drużyna stanowiła jeden monolit i fantastyczny kolektyw. Wszyscy chcieliśmy przede wszystkim wygrywać, bez względu na to, kto był na boisku. Graliśmy drużynowo, uzupełnialiśmy się i myślę, że pod tym względem był to wzorowy zespół – tak drużynę, która 10 lat temu zdobyła wicemistrzostwo świata w Japonii, wspomina Paweł Zagumny.

W weekend obchodziliśmy dziesiątą rocznicę zdobycia przez Polskę wicemistrzostwa świata w Japonii. Czy to wydarzenie jest ciągle żywe w pana pamięci, czy zostało wyparte przez mistrzostwo świata z Katowic z 2014 roku?



Paweł Zagumny:Myślę, że ten pierwszy medal zdobyty w Japonii będzie dość długo obecny w mojej pamięci. Był to pierwszy sukces po wielu latach posuchy, na który, grając w seniorskiej siatkówce, czekałem praktycznie dziesięć lat. Sądzę, że ten medal będzie smakował mi jeszcze bardzo, bardzo długo.

Najpoważniejszym rywalem, który mógł zatrzymać was w drodze po medal, okazała się reprezentacja Rosji. Kiedy przegrywaliście 0:2, dominowało w was zwątpienie czy raczej szczególna mobilizacja?

– Przegrywając 0:2, na pewno nie byliśmy w najlepszych humorach, aczkolwiek po wcześniejszej serii zwycięstw czuliśmy się pewni siebie i wiedzieliśmy, że możemy grać o wiele lepiej. Oczywiście taki przebieg meczu trochę zachwiał poczucie własnej wartości, ale nie zamierzaliśmy się poddawać. Dobre zmiany, które przeprowadził Raul Lozano, wpłynęły na nas mobilizująco – chłopaki wnieśli na boisko sporo świeżości i trochę więcej jakości. To wszystko sprawiło, że nasza gra na nowo ruszyła. Czuliśmy się mocni i wiedzieliśmy, że możemy pokonać Rosjan. Był to arcytrudny mecz, ale najważniejsze, że wszystko się udało.

W finale reprezentacja Polski zmierzyła się z wybitną wtedy Brazylią. Po tych latach posuchy srebrny medal smakował jak złoto?

– Finał nie wyszedł nam kompletnie i myślę, że wtedy po prostu nie byliśmy na niego gotowi. W każdym elemencie „daliśmy plamy”, a z taką grą, jaką wtedy zaprezentowaliśmy, nie mieliśmy żadnych szans przeciwko tak dysponowanej Brazylii. Dlatego ten srebrny medal był dla nas naprawdę cennym trofeum.

Kto w tej srebrnej ekipie był faktycznym liderem i tą najbardziej wyróżniającą się postacią?

– Myślę, że cała drużyna stanowiła jeden monolit i fantastyczny kolektyw. Wszyscy chcieliśmy przede wszystkim wygrywać, bez względu na to, kto był na boisku. Graliśmy drużynowo, uzupełnialiśmy się i myślę, że pod tym względem był to wzorowy zespół. Wtedy naszym motorem napędowym w ataku był Mariusz Wlazły; Łukasz Kadziewicz i Daniel Pliński znakomicie blokowali, a Michał Winiarski świetnie sprawdzał się na przyjęciu. Była to naprawdę kompletna drużyna.

Podczas ceremonii dekoracji w geście pamięci dla Arkadiusza Gołasia wystąpiliście w koszulkach reprezentacyjnych z numerem 16. To była inicjatywa całego zespołu?

– Myślę, że w tamtym momencie nie mogliśmy zachować się inaczej. Arek był z nami od początku i był częścią tej drużyny. Nie pamiętam dokładnie, kto zgłosił ten pomysł, ale na pewno nikt się temu nie sprzeciwiał. Całe szczęście, że byliśmy przygotowani na taką sytuację i mieliśmy wystarczającą ilość koszulek.

Po wicemistrzostwo świata sięgał wtedy „złoty rocznik 1977”. Teraz mamy nowy „złoty rocznik” polskiej siatkówki, który w kategorii kadetów i juniorów na razie wygrywa wszystko. Myśli pan, że grupa tych chłopaków jest w stanie za kilka lat przynosić podobne sukcesy w siatkówce seniorskiej?

– Bardzo bym sobie tego życzył. Jest to grupa utalentowanych chłopaków, którzy naprawdę bardzo dobrze grają. Jednak między nami a nimi istnieje jedna, od razu rzucająca się w oczy różnica – my graliśmy w swoich drużynach. Oni trafili do ekstraklasy i wielu przypadkach siedzą na ławkach. Ta sytuacja może w przyszłości być delikatnym problemem. Trzeba jednak pamiętać, że to już jest seniorska siatkówka i tu tylko wybitni grają w pierwszych składach. Przed chłopakami jeszcze mistrzostwa świata w przyszłym sezonie i to na nich będą musieli potwierdzić swoją dominację. W Europie wygrali wszystko, teraz przed nimi większy turniej, a tam zawsze trzeba uważać na Brazylię. Zobaczymy, jak te rozgrywki się ułożą i co chłopaki na nich osiągną.

Gdyby był pan na ich miejscu, to decydowałby się pan na przejście już teraz do PlusLigi, z ryzykiem trafienia do kwadratu? Być może lepsze byłoby dla nich pozostanie w I lidze…

– Myślę, że w pierwszej kolejności powinno się patrzeć na możliwość gry. Nieważne, o co ta drużyna będzie walczyć, moim zdaniem pierwsze dwa lata trzeba poświęcić na ogrywanie się i możliwość ciągłego prezentowania się na boisku. Czasami nawet kosztem kontraktu lepiej jest wybrać słabszą drużynę, ale mieć pewne miejsce w szóstce, albo chociaż większe szanse na jego wywalczenie.

Mistrzostwa świata juniorów to nie jedyna ważna impreza, która będzie miała miejsce w przyszłym roku. Przed nami także mistrzostwa Europy seniorów rozgrywane przed własną publicznością. Myśli pan, że mogą być one równie udane jak FIVB Mistrzostwa Świata Polska 2014?

– Trudno powiedzieć… Polska wystąpi pod wodzą nowego trenera i będzie to zupełnie nowa drużyna, w której tak naprawdę jeszcze nie wiadomo, kto będzie grał. Nie możemy być pewni, że nie pojawią się jakieś kontuzje, jak chociażby w przypadku Michała Kubiaka. Miejmy jednak nadzieję, że do mistrzostw Europy będzie on gotowy do gry. Na ten moment ciężko powiedzieć, jak będzie wyglądała forma reprezentacji. Musimy pamiętać, że przed nami duże zmiany – nowy trener, który skompletuje nowy skład i który będzie decydował o stylu gry, jaki obierze kadra. Miejmy jednak nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży, że ciągle będziemy groźni i że będziemy liczyć się w stawce.

Trafiliśmy do grupy A, gdzie zmierzymy się z Serbią, Finlandią i Estonią. Jak ocenia pan naszych rywali?

– Myślę, że Serbia tak jak kilka innych drużyn jest groźna, ale nie jest to drużyna nie do ogrania. Jeśli chłopaki myślą o zdobyciu medalu na tych mistrzostwach, to muszą umieć pokonywać także takie ekipy. Serbowie są jak najbardziej w naszym zasięgu i myślę, że sobie z nimi poradzimy. Poza tym z grupy wychodzą dwie drużyny, więc nie może być źle.

Jesteśmy na końcowym etapie wyboru trenera reprezentacji. Stojczew, Berruto czy De Giorgi – który według pana byłby najlepszym szkoleniowcem dla Polaków?

– To, który jest najlepszy, zobaczymy po wynikach. Myślę, że warsztatowo są oni bardzo podobnymi trenerami, dlatego każdy z nich będzie dla polskiej reprezentacji dobrą opcją. Z tej trójki moim zdaniem nie da się źle wybrać. Ważne tylko, żeby trener miał wytyczoną drogę, nakreślił ją chłopakom i żeby oni nią podążali.

źródło: pzps.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-12-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved