Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Paula Słonecka: Byłyśmy trochę spięte

Paula Słonecka: Byłyśmy trochę spięte

fot. Bianka Sawoniuk

Siatkarki Proximy Trefla Kraków przegrały w pierwszej kolejce spotkań LKS starcie z ŁKS-em Łódź 1:3. Najciekawszy był drugi set tego spotkania, w którym siatkarki beniaminka ekstraklasy dość wcześnie wypracowały sobie przewagę, ale do końca musiały drżeć o losy partii. W pozostałych odsłonach dominowały gospodynie – Wydaje mi się, że byłyśmy trochę spięte. I to wszystkie, od samego początku spotkania. W pierwszym secie było to szczególnie widać, w kolejnej partii zaczęłyśmy już grać swoją siatkówkę. Też ta 10-minutowa przerwa trochę wytrąciła nas z rytmu. Wyszłyśmy po niej na parkiet i tak jakbyśmy z powrotem widzieli ten zespół z pierwszego fragmentu meczu – powiedziała Paula Słonecka.

Przez wiele lat byłaś wiodącą zawodniczką w drużynach I-ligowych, grając czy to w Ostrowcu Świętokrzyskim, czy w Toruniu, najdłużej jednak zagościłaś w Krośnie. Jak czuje się siatkarka, która tak z utęsknieniem wyczekiwała debiutu w ekstraklasie, kiedy w końcu ten staje się faktem?



Paula Słonecka: – Byłam bardzo podekscytowana przed tym meczem i cały czas jeszcze jestem. (uśmiech) Bardzo się cieszę, że w końcu mogę grać w LSK, bo widać, że poziom jest tutaj zdecydowanie wyższy niż na zapleczu ekstraklasy. Zarówno sparingów, samych meczów, ale też i treningów. Wynika to z faktu, że koleżanki z drużyny są klasowymi zawodniczkami. Nie pozostaje mi nic innego jak czerpać radość z tego, że mogę się rozwijać.

W drugim secie po zagrywkach Sary Clement zbudowałyście sobie wysoką przewagę i choć łodzianki rzuciły się w pogoń, to po walce na przewagi wyrównałyście stan spotkania. Czego zabrakło, by pójść za ciosem?

– Wydaje mi się, że byłyśmy trochę spięte. I to wszystkie, od samego początku spotkania. W pierwszym secie było to szczególnie widać, w kolejnej partii zaczęłyśmy już grać swoją siatkówkę. Też ta 10-minutowa przerwa trochę wytrąciła nas z rytmu. Wyszłyśmy po niej na parkiet i tak jakbyśmy z powrotem widzieli ten zespół z pierwszego fragmentu meczu. Mogę zapewnić, że nie grałyśmy tego, co potrafimy. Nie ukrywam, że liczyłyśmy na trochę lepszy wynik w Łodzi, ale sezon jest długi. Mam nadzieję, że szybko zaczniemy grać lepiej.

Wrócę jeszcze na moment do tej drugiej odsłony meczu. Miałyście aż 5 piłek setowych i wydawało się, że spokojnie zdołacie doprowadzić do jego końca. Tymczasem zrobiło się bardzo nerwowo i dopiero po grze na przewagi zakończyłyście go zwycięsko. Pokazałyście charakter i chyba to jest największy pozytyw po tym spotkaniu…

– Ja przez cały czas nie zwątpiłam, bo zawsze wierzę w dziewczyny, ten zespół i w to, że będziemy grać do końca. To był i jest nasz styl gry, aby nie poddawać się, walczyć do ostatniego gwizdka. Trener Alessandro Chiappini zwraca nam uwagę, żeby nie odpuszczać nawet gdy wydaje się, że piłka wychodzi już w trybuny. Jeżeli chodzi o tego drugiego seta, to ta szala mogła się przechylić i na jedną, i drugą stronę. Było dużo emocji, ale na szczęście wszystko obróciło się na naszą korzyść. Szkoda, że źle zaczęłyśmy trzeciego seta i musiałyśmy gonić wynik. Później już nie udało nam się wrócić do swojego stylu gry.

Co prawda statystyki nie grają, ale to co rzuca się w oczy, to bardzo słaba dyspozycja atakujących w tym spotkaniu oraz brak punktowych bloków po waszej stronie (1 przy 14 rywalek – przyp. red.). Z czego to wynikało?

– Myślę, że w jakimś stopniu na pewno był to efekt stresu. Mamy też zupełnie nowy zespół złożony z zawodniczek, które w większości wcześniej nigdy ze sobą nie grały. Potrzebowałyśmy jednak trochę czasu, by wszystko zgrać. Powiem szczerze, że też w takiej hali gra się zupełnie inaczej niż w tej, którą my mamy do dyspozycji. W Krakowie ta hala jest dużo, dużo mniejsza, to też pewnie wpłynęło na to, jak się zaprezentowałyśmy. Ten mecz pokazuje nam, nad czym musimy pracować. Możemy się tylko poprawić w wielu elementach, a trener Chiappini z pewnością będzie wiedział, jak poukładać treningi, by w przyszłości tych błędów nie powtórzyć.

Już w pierwszej kolejce spotkań trener pokazał ci, a także innym zawodniczkom z kwadratu, że raczej nie będą one siatkarkami, które przestoją cały sezon obok boiska. Takie podejście podbudowało cię mentalnie?

– Myślę, że to podbudowuje każdą zawodniczkę. Trener Chiappini podkreślał to już w wielu wywiadach, że ma taki styl prowadzenia drużyny, w którym nie ma jednej żelaznej szóstki. Na każdym kroku zwraca uwagę na to, że każda dziewczyna z drużyny ma coś do niej wnosić. Nie ma jednej zawodniczki, jest cały zespół. Nie ma w naszych szeregach jednej punktującej, która „wygra” nam cały mecz. Każda dokłada swoją cegiełkę. Może w tym meczu tego nie było widać aż tak wyraźnie, ale w przedsezonowych sparingach atak rozkładał się bardzo równo, pomiędzy wszystkimi zawodniczkami. Myślę, że nie będzie u nas takiego wyraźnego podziału na pierwszą szóstkę i zawodniczki z kwadratu. Wszystko będzie zależało od tego, kto będzie przed danym meczem lepiej dysponowany. Wierzę, że trener będzie dawał mi kolejne szanse, z tego się cieszę i mam nadzieję, że będę je wykorzystywać.

Debiut macie już za sobą, ale pierwszy mecz we własnej hali wcale nie zapowiada się na łatwiejsze spotkanie…

– Uważam, że dużą rolę odegrał fakt, że był to nasz pierwszy mecz w LSK, stąd też emocje dały o sobie znać. Plan na mecz z Chemikiem jest prosty – wyjść i grać swoje. Wiadomo, jakie zawodniczki tworzą zespół z Polic i na jak wiele je stać. One muszą ten mecz wygrać, my możemy. Mam nadzieję, że na tym trochę będziemy bazować, wyjdziemy na boisko z większym luzem, bo w meczu z ŁKS-em widać było ten paraliż. U siebie ugramy tyle, ile będzie się dało, na pewno nie oddamy nic za darmo.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-10-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved