Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Patryk Łaba: Zawsze trzeba mieć plan awaryjny

Patryk Łaba: Zawsze trzeba mieć plan awaryjny

fot. Damian Wójcik

TSV Sanok pomimo zajęcia ósmego miejsca w I lidze nie przystąpi do rozgrywek w sezonie 2018/2019. – Każdy siatkarz powinien mieć plan awaryjny i pomysł na siebie po przygodzie ze sportem – powiedział przyjmujący TSV Sanok, Patryk Łaba.

Sezon zakończył się waszym dużym sukcesem sportowym, ale od strony organizacyjnej nie jest dobrze w Sanoku. Jakie są tego przyczyny?



Patryk Łaba: – Rzeczywiście ten sezon możemy uznać za sukces. Może nie duży, ale jednak sukces. Bywało ciężko, doskwierały nam kontuzje. W pewnym momencie trenowaliśmy bez rozgrywającego i atakującego. Jak chłopaki do nas wrócili, to od razu złapaliśmy trochę wiatru w żagle.  Jeśli chodzi o kwestie organizacyjne, to nie znam wszystkich szczegółów, ale prawdopodobnie klub miał problemy z dopięciem budżetu. Tak to bywa w biznesie.

Zadziorność i waleczność to cechy, które was charakteryzowały. Czy kłopoty finansowe nie siedziały gdzieś z tyłu waszych głów nie myśleliście o tym podczas meczów?

– Możliwe, że gdzieś z tyłu głowy to siedziało, ale przed meczami staraliśmy się już skupiać tylko na swojej robocie. Myślę, że po tylu latach grania w siatkówkę każdy z nas potrafi w jakimś stopniu odciąć się od świata zewnętrznego i swoje problemy zostawić w szatni.

W sezonie 2016/2017, a więc w debiutanckim lepiej graliście w meczach wyjazdowych niż we własnej hali. W minionym role się odwróciły, z czego to wynikało?

– Szczerze mówiąc, to nie wiem, skąd taka zmiana u nas. Rzeczywiście w tym roku o wiele lepiej graliśmy u siebie, ale powinniśmy się z tego powodu cieszyć, bo tak powinno być. Może dojrzeliśmy trochę jako zespół i potrafiliśmy wykorzystać to, że inne zespoły nie przepadają za halą PWSZ w Sanoku.

W tym sezonie jeździliście na dalekie i ważne dla was mecze w dniu meczowym (Wałbrzych, Siedlce), czy miało to wpływ na waszą postawę na boisku?

– Do Wałbrzycha pojechaliśmy w dniu meczu na puchar, który w tym roku potraktowaliśmy ulgowo. Na mecz ligowy pojechaliśmy już dzień wcześniej i niestety przegraliśmy. Na pewno ciężko się gra, gdy spędziło się tego samego dnia 5-6 godzin w autobusie, ale czasami potrafiliśmy wygrywać mimo takich niedogodności np. w Tomaszowie Mazowieckim.

Spędził pan trzy lata w Sanoku, od wzlotu do upadku klubu. Który z nich uważa pan za najlepszy?

– Każdy z tych sezonów był inny. W pierwszym przegraliśmy tylko jeden mecz w całym sezonie i awansowaliśmy do I ligi. W kolejnym powalczyliśmy w Pucharze Polski i zagraliśmy z drużyną z ekstraklasy, a ostatecznie zajęliśmy 5. miejsce, co było dużym sukcesem. W ostatnim sezonie nauczyłem się doceniać rzeczy, na które na co dzień nie zwraca się uwagi oraz że walka do końca się opłaca.

Jaka atmosfera panowała w drużynie, jak współpracowało się panu z trenerami w Sanoku?

– Myślę, że dobrą atmosferą w drużynie nadrobiliśmy bardzo wiele w tym sezonie. Mogę powiedzieć, że mogliśmy na siebie liczyć na boisku i poza nim. Jeśli chodzi o współpracę z trenerami w Sanoku, to będę ją wspominał bardzo dobrze.

Większość z was zgodziła się na ugodę z klubem i zrezygnowała z wypłaty za miesiąc kwiecień i maj, choć mieliście podpisane kontrakty. Dlaczego zdecydowaliście się na taki ruch?

– To była sprawa indywidualna i każdy miał swoje powody do podpisania. Została nam mniej więcej przedstawiona sytuacja klubu i co się może stać. Dostaliśmy czas na konsultacje z prawnikami i wypracowanie naszej wersji dokumentu. Klub póki co wywiązuje się z zapisów, które zostały w ugodzie zawarte i liczę, że tak już pozostanie.

Czy uważa pan, że sanocki klub przystąpi do rozgrywek w I lidze w przyszłym sezonie po tak radykalnym korku, do jakiego doszło?

– Ciężko powiedzieć, co się stanie. Przekonaliśmy się wszyscy, że trzeba walczyć do końca i możliwe, że w ostatniej chwili znajdzie się ktoś, kto zainwestuje w siatkówkę w Sanoku. Chciałbym, żeby się tak stało, bo w innym wypadku praca wielu ludzi poszłaby na marne.

Zapał działaczy i osób związanych z sanocką siatkówką to trochę mało. Czego w takim razie zabrakło w Sanoku, tylko pieniędzy czy czegoś więcej?

– Pomimo kiepskiej sytuacji finansowej ostatecznie zajęliśmy 8. miejsce i zdobyliśmy więcej punktów w trakcie sezonu niż rok temu, gdzie zajęliśmy 5. miejsce po rundzie zasadniczej. Możemy gdybać, co by było gdyby, ale teraz to nie ma sensu.

Patrząc na „dotację” z Urzędu Miasta Sanoka w wysokości 65 tysięcy złotych na cały sezon, wydaje się ona być kroplą w morzu potrzeb. Inne kluby są dotowane sumami dziesięciokrotnie większymi. Czy taka postawa miasta też miała wpływ na tak radykalną decyzję podjętą przez klub?

– To jest bardzo ciężkie pytanie, bo ja nie znam całej sytuacji. Nie wiem, jakie są priorytety miasta Sanoka i nie mogę oceniać czy 65 tysięcy z jego budżetu to dużo czy mało. Myślę, że na to pytanie mógłby odpowiedzieć ktoś z zarządu klubu lub władz miasta.

Zewsząd słychać głosy, że TSV może nie być jedynym klubem, który wycofa się z rozgrywek, ten sam los może dotknąć kluby z LSK oraz PlusLigi. Czy nie uważa pan, że siatkówka jest w kryzysie?

– Co roku jest jakiś klub w I lidze mężczyzn, który po sezonie musi się wycofać, bo bankrutuje. Oznacza to, że chyba sponsorzy nie chcą tak chętnie inwestować swoich pieniędzy w promocję poprzez sport. Można wyciągnąć z całej sytuacji wiele wniosków, a na pewno takie, że każdy siatkarz powinien mieć plan awaryjny i pomysł na siebie po przygodzie ze sportem.

Był pan jednym z wyróżniających się zawodników klubu z Podkarpacia. Czy prowadzi pan rozmowy z nowym klubem?

– Rozważam kilka opcji, ale nie podjąłem jeszcze żadnych decyzji. Będę szukał nowych wyzwań, bo chciałbym w przyszłym sezonie zagrać o „coś”.

Czy oprócz pana pozostali zawodnicy szukają już nowych klubów? Czy można powiedzieć, że seniorska drużyna z Sanoka przestała istnieć z dniem 4 kwietnia?

– Jesteśmy wolnymi zawodnikami, więc każdy prawdopodobnie szuka sobie powoli zajęcia na przyszły sezon. A co do drugiego pytania to nie jestem w stanie tego stwierdzić. Do lipca czy sierpnia jest jeszcze trochę czasu, więc do tego momentu może się jeszcze coś wydarzyć, co odmieni sytuację klubu.

Czego trzeba panu życzyć w nowym sezonie?

– Na zdrowie nie narzekam, to może szczęścia.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved