Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Patrycja Polak: Walczyłyśmy o każdy punkt

Patrycja Polak: Walczyłyśmy o każdy punkt

fot. Łukasz Krzywański

Siatkarki Budowlanych Toruń nie zdołały wywieźć z Łodzi kompletu punktów, choć wygrywały z gospodyniami już 2:0. Po blisko trzech godzinach zażartej walki w tie-breaku więcej zimnej krwi zachowały łodzianki. – Walczyłyśmy o każdy punkt, „szarpałyśmy” w obronie, ile tylko mogłyśmy. W ataku rzuciłyśmy wszystko na jedną kartę, grałyśmy na 110% swoich możliwości i sił. Wygrał ŁKS, zadecydowały tylko 2 punkty różnicy, równie dobrze to my mogłyśmy mieć te dwa oczka więcej – mówiła po spotkaniu Patrycja Polak, przyjmująca torunianek, która zdobywając aż 20 punktów, była jedną z najjaśniejszych postaci zespołu Budowlanych Toruń.

Wydawało się, że jesteście bliskie powtórzenia wyczynu z meczu w Toruniu, gdzie nie dałyście łodziankom zbyt wiele szans i głównie swoimi dobrymi zagrywkami zdołałyście kontrolować całe spotkanie. Tym razem było to za mało. Czego zabrakło do zwycięstwa?



Patrycja Polak: – Myślę, że dwa pierwsze sety zagrałyśmy bardzo dobrze i to w każdym elemencie. Każda z nas dołożyła cegiełkę do tego, że na 10-minutową przerwę schodziłyśmy z prowadzeniem 2:0. Wszystkie utrzymywałyśmy poziom i grałyśmy w miarę „równo”. Później z jednej strony być może pojawiła się dekoncentracja, z drugiej dziewczyny z Łodzi zaczęły wywierać większą presję, stąd wzięło się trochę niepewności i błędów w naszej grze. Dlatego przez dwie kolejne partie nie mogłyśmy się odnaleźć. Z kolei wiadomo, że tie-break to jest loteria, szczególnie kiedy gra się na przewagi… decyduje to, kto lepiej wytrzyma psychicznie, kto ma więcej sił. W końcówce chyba bliżej zwycięstwa być nie mogłyśmy, niestety nie udało się wygrać. Teraz bardzo tego żałujemy, ale może z biegiem czasu będziemy cieszyły się z tego, że z trudnego terenu wywiozłyśmy jeden punkt.

Mimo wszystko widać było, że po meczu wszystkie byłyście bardzo zawiedzione. Tym bardziej że wydawało się, że ŁKS jest zespołem, który po prostu wam „leży”. Dodatkowo pojedynek beniaminków nadawał temu starciu jeszcze wyższą rangę…

– Zespół ŁKS-u co prawda rzeczywiście jest beniaminkiem, ale ma w swoim składzie zawodniczki, które już wiele lat grają w ekstraklasie. Tak samo zresztą jest w naszej drużynie, więc trudno mówić o tym, że odstajemy od pozostałych ekip Orlen Ligi i jesteśmy dużo słabsze, bo tak nie jest. Faktycznie zespoły ŁKS-u i Budowlanych Toruń rozegrały między sobą w ostatnich kilku sezonach bodajże 14 spotkań i zawsze te mecze przynosiły dużo emocji. Tradycja została podtrzymana i na pewno było w tym pojedynku co oglądać.

Pomimo tego, że po obu stronach siatki nie brakowało doświadczonych zawodniczek, to jednak w piątym secie karty rozdawały emocje. Przyczynił się do tego fakt, że obu zespołom tak bardzo zależy na punktach w tabeli?

– Pewnie, że tak. Walczyłyśmy o każdy punkt, „szarpałyśmy” w obronie, ile tylko mogłyśmy. W ataku rzuciłyśmy wszystko na jedną kartę, grałyśmy na 110% swoich możliwości i sił. Wygrał ŁKS, zadecydowały tylko 2 punkty różnicy, równie dobrze to my mogłyśmy mieć te dwa oczka więcej. Wielka szkoda, że tak ten mecz się nie skończył, bo wracałybyśmy do Torunia w znacznie lepszych nastrojach. Niemniej jednak należy docenić też ten jeden zdobyty punkt.

Rozpoczęłyście sezon od dwóch meczów, w których gra Budowlanych wyglądała imponująco. Mam tu na myśli starcia właśnie z ŁKS-em i bielszczankami z pierwszych dwóch kolejek. Co stało się potem?

– Coś się w naszej grze zacięło, gdybyśmy wiedziały co to takiego, to pewnie byśmy ten problem szybko wyeliminowały i nie ciągnęłoby się to za nami przez kolejne kilka meczów. W spotkaniu z ŁKS-em, mimo porażki, myślę, że pokazałyśmy fragmentami na co nas stać. Mam nadzieję, że doda nam to trochę pewności siebie i będzie dobrym prognostykiem na kolejne mecze, a w nich będzie już tylko coraz lepiej.

Wydawało się, że momentem przełomowym może być dla was zwycięstwo w meczu derbowym z bydgoszczankami. Wtedy cała ta otoczka spotkania zadziałała na zespół mobilizująco?

– Czy ja wiem, czy akurat to, że były to derby regionu w jakikolwiek sposób wpłynęło na naszą grę… Myślę, że raczej fakt, że wszystkie zagrałyśmy bardzo dobrze, nie patrzyłyśmy na to, czy rywalki mają akurat słabszy dzień.

Dla ciebie jest to swojego rodzaju powrót do klubu z Torunia, wracasz do miasta Kopernika po 8 latach. Jakie to uczucie?

– Uważam, że przede wszystkim ja jako osoba bardzo się zmieniłam. Miałam wtedy 16 lat, byłam jeszcze dzieckiem, to jest jednak kupa czasu. (uśmiech) Grałyśmy w I lidze, więc był to zupełnie inny poziom, trudno to w ogóle porównywać. Dopiero zbierałam pierwsze siatkarskie szlify, nabierałam doświadczenia. Teraz jestem na innym etapie kariery, gram w zespole w ekstraklasie i walczę o to, by wraz z nim zajść jak najdalej.

W ostatnich kilku latach przez dwa sezony reprezentowałaś barwy klubów włoskiej Serie A2. Jaką lekcję wyniosłaś, grając za granicą?

– Zapamiętam oba te sezony bardzo pozytywnie. W szczególności dużo dało mi to, że we Włoszech każdy szkoleniowiec poświęca mnóstwo czasu na pracę nad techniką i przygotowaniem taktycznym. Pomimo tego, że był to odpowiednik naszej I ligi, to poziom był bardzo wyrównany, spotkania charakteryzują się dużo liczbą zaciętych wymian, obron. Myślę, że pod względem siatkarskim zyskałam bardzo dużo, również życiowo było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie.

Czy uważasz, że taki wyjazd na 1-2 sezony poza nasz kraj to dobre rozwiązanie dla młodych zawodniczek z punktu widzenia ich rozwoju?

– Myślę, że tak. Jeśli miałabym komuś doradzać i byłaby to młoda zawodniczka, która rozważa taką decyzję, to szczerze poleciłabym takie rozwiązanie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved