Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Oskar Kaczmarczyk: To jak całowanie tygrysa w dupę

Oskar Kaczmarczyk: To jak całowanie tygrysa w dupę

fot. Klaudia Piwowarczyk

Obecnie w PlusLidze na 16 zespołów połowa trenerów to obcokrajowcy, z czego większość z nich pracuje z drużynami z górnej części tabeli. Niedawno reprezentację Polski powierzono Włochowi, a ostatnim Polakiem na tym stanowisku był Stanisław Gościniak, w 2004 roku. Nasi rodacy powoli wypierani są z ligi. – Włodarze muszą wykazać się odwagą. Ostatnim prezesem, który zrobił to na wysoką skalę, był najpierw Kazimierz Pietrzyk, który dał poprowadzić ZAKSĘ Krzyśkowi Stelmachowi – komentuje Oskar Kaczmarczyk, drugi szkoleniowiec ekipy z Kędzierzyna-Koźla, który zdradza również swoje plany na przyszłość.  

Ferdinando de Giorgi będzie trenerem reprezentacji Polski. Jak przyjęła to szatnia?



Oskar Kaczmarczyk: – Cała historia z wyborem trenera trwa już od jakiegoś czasu, więc emocje stopniowo się wystudzały. Oczywiście wszyscy jesteśmy dumni z tego, bo tak jak podkreślał nam Fefe, on dostaje główną nagrodę w całym tym wyścigu, ale to cała drużyna zapracowała na to, że został trenerem biało-czerwonych. My dzisiaj możemy poszczycić się tym, że oprócz tego, że jesteśmy mistrzem Polski, to daliśmy kadrze szkoleniowca. Okres niepewności jest za nami, bo nie mogliśmy od tego uciec. Wiąże to ze sobą konsekwencje, ponieważ wiemy, że w Kędzierzynie-Koźlu będzie potrzebny nowy trener, ale o tym zadecydują tam na pierwszym piętrze [biuro prezesa Sebastiana Świderskiego – przyp. red.], a my skupiamy się już normalnie na trenowaniu. Bardzo się cieszymy, bo to jest nagroda dla nas wszystkich.

Pojawiły się głosy, że Fefe będzie powoływał do reprezentacji graczy ZAKSY.

– To już trzeba się jego zapytać.

Będziesz starał się o objęcie posady I trenera w ZAKSIE?

– Nie.

Nie czujesz się jeszcze gotowy?

– Nie, nie czuję się jeszcze gotowy. Założyłem sobie w moich planach, jak chcę ułożyć swoją karierę i gdzie chcę dojść. Wiem, że podjęcie za szybko rękawicy byłoby błędem. Jeśli kiedyś zdecyduję się na bycie I trenerem, to nie będzie to zespół, w którym byłem asystentem. Pierwszy trener ma inną pozycję w drużynie niż drugi i ciężko byłoby to zmienić. Już samą zmianę ze statystyka na drugiego trenera trzeba było zrobić rozważnie, a ten proces wciąż jeszcze trwa. Jestem młodym człowiekiem, nawet mimo wielu lat pracy za sobą. Dalej większość doświadczonych zawodników jest starszych ode mnie. Przyjdzie na mnie czas, ale na pewno nie czuję się na siłach być I trenerem mistrza Polski, natomiast gdyby taka propozycja została mi przedstawiona, nie powiedziałbym nie, bo taki mam charakter, ale nie będę się o to ubiegał.

Czyli chodzi o nabranie respektu zawodników do trenera?

– Jest wiele aspektów. To chociażby kwestia doświadczenia układania treningów, związku między zawodnikami a trenerem. Nie jestem już dla nich takim stricte kolegą, ale często mediatorem, a teraz miałbym być szefem. To zawsze jest ciężkie w ramach jednej drużyny. Mówimy o ekipie mistrza Polski, gdzie grają mistrzowie Europy i świata, którzy potrzebują bardzo doświadczonego trenera, który wie, jak to poprowadzić. Dobry trener to taki, który nie przeszkadza, a bardzo dobry, który pomaga i myślę, że na pewno Sebastian takiego znajdzie.

Jest taki Polak?

– Myślę, że powoli się rodzą tacy trenerzy, ale czy są gotowi do prowadzenia ZAKSY, to już pytanie do prezesa. Nie podoba mi się podejście polskich trenerów, którzy publicznie mówią, że się nas nie szanuje. Najpierw my zacznijmy się szanować. Byłoby fajnie, a wiem, że był taki pomysł w klubie, żeby dać szansę Polakowi. Patrząc na obecne czasy, to nie daje się nam prowadzić bardzo silnych drużyn.

Oprócz Andrzeja Kowala.

– I on jeszcze dostaje za to po głowie bardzo często! Włodarze muszą też wykazać się odwagą. Ostatnim prezesem, który zrobił to na wysoką skalę, był najpierw Kazimierz Pietrzyk, który dał poprowadzić ZAKSĘ Krzyśkowi Stelmachowi, później pani prezydent [ówcześnie prezes – przyp. red.] Nowosielska, która zaufała Sebastianowi Świderskiemu i z takich rzeczy trzeba się uczyć. Wpadliśmy w krąg zawirowań, w którym nie docenia się polskich trenerów i nawet się na nich nie spogląda, a przydałby się ktoś, kto rozłożyłby nad nimi trochę „parasola bezpieczeństwa”. Potrzebujemy się szkolić i iść do przodu, ale również wsparcia z zewnątrz, bo nie jest łatwo wejść do ekipy mistrza Polski i od razu wygrywać, zwłaszcza że w siatkówce czasem dwie piłki decydują o tym, czy jesteś dobry, czy zły. Można siąść przy kawie i podyskutować, kim jest dobry trener. Nie zawsze najlepszy jest ten, który wygrywa. Czasami potrzeba trochę szczęścia. Zawszę mówię, że Bernardo Rezende był dwie piłki od wygrania igrzysk olimpijskich w Londynie i je przegrał. Czy to oznacza, że źle przygotował zespół, skoro brakło tylko dwóch minut do zamknięcia całego cyklu? Podoba mi się powiedzenie, że bycie trenerem jest jak całowanie tygrysa w dupę – przyjemność średnia, a ryzyko duże. (śmiech) Niestety taką mamy pracę. Czasami trochę szczęścia popchnie nas, Polaków do przodu, ale teraz jesteśmy w defensywie. Dostajemy drużyny średnie o niskim potencjale, a jednak oczekiwania są zawsze na wysokim poziomie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved