Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Nikodem Wolański: Trzeba robić swoje

Nikodem Wolański: Trzeba robić swoje

– Z boku mówi się głównie o tym, że mamy wygrać pierwszą ligę i awansować do PlusLigi. Szczerze mówiąc, nie lubię o tym rozmawiać, ja mam swoje osobiste cele na ten sezon i na nich chcę się skupić. Oczywiście moje cele łączą się z celami całej drużyny – mówi Nikodem Wolański, obecnie siatkarz pierwszoligowej Stali Nysa. – Nie ma się nad czym zastanawiać, po prostu trzeba robić swoje i wygrywać każdy mecz. Na awans składa się wiele rzeczy, wygrane spotkania, zdrowie, ale też troszeczkę szczęścia – dodaje.

Na początek wróćmy do poprzedniego sezonu, w trakcie którego broniłeś barw Noliko Maaseik. Skąd decyzja o wyjeździe do Belgii?



Nikodem Wolański: Wcześniejszy sezon spędziłem w Bydgoszczy, ale niezbyt wiele tam pograłem. Szukałem dla siebie miejsca, w którym mógłbym grać i się rozwijać, a szczerze mówiąc, nie bardzo widziałem wtedy takie miejsce w Polsce. Obserwowałem ligi zagraniczne, śledziłem mecze w Internecie, więc miałem pewne rozeznanie, jak to wszystko wygląda. Pomyślałem o Belgii, bo nie ma co ukrywać – liga belgijska jest słabsza od polskiej. Bardzo pomógł mi Kévin Klinkenberg, z którym złapałem dobry kontakt jeszcze za czasów gry w Bydgoszczy. To on dał mi znać, że Daniel Castellani szuka drugiego rozgrywającego do swojej drużyny. Sezon w Belgii jest bardzo długi, wliczając sparingi, rozegraliśmy około pięćdziesięciu meczów, dlatego jeszcze przed startem rozgrywek wiedziałem, że będę dostawał szanse na grę. I faktycznie tak było, w rozgrywkach Ligi Mistrzów dwukrotnie wyszedłem na boisko w podstawowym składzie.

Jak oceniasz ten sezon? Czujesz, że pomógł ci się rozwinąć?

– Zdecydowanie. Bardzo dużo dała mi osoba Daniela Castellaniego, który jest naprawdę świetnym trenerem. Ma dużą wiedzę na temat siatkówki i wie, jak ją przekazać. Potrafił wychwycić różne detale w naszej grze, które potem poprawialiśmy na treningach. Nigdy nie było tak, że trener wytknął nam nasze błędy, a potem nas z nimi zostawił. Jeżeli ktoś miał z czymś problem, to zostawał po treningu i na tej konkretnej rzeczy się skupiał. Daniel miał takie podejście: „im młodszy, tym więcej trenuje”, a jako że byłem tam właśnie jednym z tych młodszych zawodników, to trener nie musiał nawet mówić, kto ma po treningu zostać w hali. Wiadomo było, że ja się w tej grupie znajdę i mi to odpowiadało. Dzięki temu sezonowi spełniłem swoje marzenie o grze w Lidze Mistrzów, zobaczyłem, jak się gra za granicą. Na pewno jeszcze kiedyś chciałbym wyjechać, bo rozwinąłem się nie tylko jako zawodnik, ale także jako człowiek, poprawiłem swój angielski i poznałem wielu ciekawych ludzi.

Czy twoim zdaniem Belgia to dobry kierunek dla młodych graczy?

– Myślę, że jeżeli ma się okazję zagrać w klubie z PlusLigi, nawet w takim z dołu tabeli, to ja osobiście wybrałbym grę w Polsce. Jesteśmy Polakami i to my musimy stanowić o sile naszej ligi. Jeżeli jednak nie ma takiej szansy, to Belgia na pewno jest ciekawym kierunkiem. Polscy zawodnicy mają w tym kraju renomę, Belgowie wiedzą, że w Polsce siatkówka jest popularna i często zastanawiają się, jak to możliwe, że na mecze przychodzi tak wiele osób. Niektórzy moi koledzy z drużyny nie mieli wcześniej okazji zagrać w Polsce i bardzo cieszyli się na wyjazd na Ligę Mistrzów do Kędzierzyna-Koźla. Mieliśmy za sobą ciężkie dni, bo dwa dni wcześniej przegraliśmy mecz o finał Pucharu Belgii i choć z ZAKSĄ przegraliśmy 0:3, to ten mecz w Polsce był dla nas szczególny, można powiedzieć, że trochę na osłodę. W Belgii można znaleźć dla siebie klub, nawet jeżeli nie jest się jakimś szczególnie wybitnym zawodnikiem, a warunki finansowe są raczej dosyć zbliżone. Na pewno każdy będzie zadowolony, szczególnie na początku swojej drogi, tak że na pewno jest to kierunek warty polecenia. Tutaj młodzi zawodnicy, tacy jak na przykład Piotrek Orczyk, mogą się wybić, wielu z nich przeszło do ligi francuskiej czy nawet do PlusLigi. Nowy zawodnik Resovii, Elviss Krastins, w poprzednim sezonie grał w Antwerpii.

Jakie różnice, poza poziomem rozgrywek, zauważyłeś pomiędzy ligą polską a belgijską?

– PlusLiga organizacyjnie stoi na dużo wyższym poziomie. W Belgii nie na każdym meczu rozkłada się teraflex, tak naprawdę to jest on może na trzech obiektach. Nie ma ledowych band reklamowych wokół boiska, na mecze nie przychodzi tylu kibiców. Niektóre kluby rozgrywają mecze na wręcz szkolnych halach, chociaż to też ma w sobie pewien urok. Odmienną rzeczą jest też to, że prawie na każdy mecz jeździliśmy klubowymi samochodami, a nie wspólnie autokarem. Nie wyjeżdżaliśmy dzień wcześniej, ale to było spowodowane tym, że Belgia jest małym krajem. Jedynie do Roeselare jeździliśmy busem, bo to był nasz najdłuższy wyjazd. Organizacyjnie nie ma się do czego przyczepić, bo Maaseik, tak jak i Roeselare, to pod tym względem kluby z europejskiej czołówki.

W nadchodzącym sezonie będziesz zawodnikiem klubu z Nysy. Dlaczego zdecydowałeś się na przenosiny do pierwszej ligi?

– Obserwowałem to, co się dzieje w PlusLidze, patrzyłem, jakich rozgrywających kontraktują kluby. Nie czułem się lepszy od żadnego z nich, a chciałem grać, dlatego plan był taki, że albo w dalszym ciągu będę grał za granicą, bo Noliko chciało przedłużyć ze mną kontrakt, albo zdecyduję się na jakiś ciekawy projekt pierwszoligowy. Myślę, że taki właśnie powstał w Nysie. Zawodnicy, którzy mnie otaczają, prezentują ciekawy poziom sportowy i na pewno zrobimy wszystko, żeby ten sezon się jakoś fajnie zakończył, żeby każdy z nas miał powody do zadowolenia.

Jakie cele zostały postawione przed waszą drużyną?

– Wiadomo, że z boku mówi się głównie o tym, że mamy wygrać pierwszą ligę i awansować do PlusLigi. Szczerze mówiąc, nie lubię o tym rozmawiać, ja mam swoje osobiste cele na ten sezon i na nich chcę się skupić. Oczywiście, moje cele łączą się z celami całej drużyny. Możemy do czegoś dążyć, ale nie ma co sobie z góry zakładać, że coś się zrobi. Ani my nie jesteśmy robotami, ani po drugiej stronie siatki nie staną słabe zespoły, tylko drużyny, które też będą walczyły o awans. Zawsze też znajduje się taka drużyna, na którą nikt nie stawiał, a która wystrzeliła z formą. Nie ma się nad czym zastanawiać, po prostu trzeba robić swoje i wygrywać każdy mecz. Na awans składa się wiele rzeczy, wygrane spotkania, zdrowie, ale też troszeczkę szczęścia.

Jak oceniłbyś dotychczasową współpracę z nowym trenerem nyskiego klubu, Piotrem Łuką?

– Ciężko oceniać kogoś po miesiącu pracy, a ja też nie jestem tu od oceniania, tylko od trenowania i robienia tego, co trener mówi. Podoba mi się to, że Piotr jest otwarty na nasze zdanie na temat treningów. On sam był zawodnikiem, który grał na dobrym poziomie, miał niezłych trenerów, od których wiele się nauczył, pozbierał to wszystko i teraz tę wiedzę nam przekazuje. Zobaczymy, jak to będzie w trakcie sezonu, jak będziemy radzić sobie w trudnych momentach. Każdej drużynie zdarzają się dołki i rolą trenera jest wtedy wyciągnięcie z nas maksimum, żeby te gorsze okresy trwały jak najkrócej. Na tę chwilę wszystko jest w porządku, jestem zadowolony.

 

Więcej w serwisie pzps.pl

źródło: pzps.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-10-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved