Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Natalia Murek: Wszyscy się śmieją, że zrobiłam to specjalnie

Natalia Murek: Wszyscy się śmieją, że zrobiłam to specjalnie

fot. FIVB

Reprezentacja Polski juniorek zajęła 6. miejsce w rozegranych w Meksyku mistrzostwach świata. Dla podopiecznych Wiesława Popika to duży sukces, Polki w trakcie turnieju pokonały zarówno przyszłe triumfatorki, Chinki, jak i faworyzowane Brazylijki, a do awansu do strefy medalowej zabrakło naprawdę niewiele. Kapitan naszej reprezentacji i 3. najlepiej punktująca zawodniczka turnieju podsumowała występ biało-czerwonych. – Pokazałyśmy, że Polska siatkówka nie powinna być na świecie lekceważona. Uważam, że pokazałyśmy charakter i był to bardzo dobry turniej w naszym wykonaniu. Też mój ostatni w juniorkach, co akurat mnie trochę smuci – powiedziała w rozmowie ze Strefą Siatkówki Natalia Murek.

Nieco przed tygodniem zakończyły się mistrzostwa świata juniorek. Turniej w Meksyku zakończyłyście na 6. miejscu. Miałaś już chwilę na to, by na chłodno spojrzeć na to, co wydarzyło się na mundialu?



Natalia Murek: Rzeczywiście była chwila na przemyślenie tego, co się wydarzyło, wcześniej działałyśmy bardziej pod wpływem emocji, impulsów. Myślę, że nie tylko ja, ale i cała drużyna ma takie poczucie lekkiego niedosytu, bo byłyśmy naprawdę blisko strefy medalowej. Przegrana z reprezentacją Turcji troszkę nas podłamała, dlatego wydawało mi się, że wygrana z Amerykankami graniczyła z cudem, a jednak tego dokonałyśmy. Mecz z kadrą Brazylii nam zwyczajnie nie wyszedł i wróciłyśmy do domu z 6. miejscem. Wiemy dobrze, że nie jest to jeszcze szczyt naszych możliwości i to miejsce mogło być lepsze, ale wyciągnęłyśmy z tego turnieju wnioski na przyszłość.

Turniej rozpoczął się dla was nie najlepiej, bo po tie-breaku uległyście Dominikankom. Później wydawało się, że pokonanie Chinek, przyszłych mistrzyń świata, będzie jeszcze większym wyzwaniem. Tymczasem zostałyście jedyną drużyną, która była w stanie pokonać Azjatki…

– To prawda. Z drużyną Dominikany przegrałyśmy 2:3, ale mówiąc szczerze, popełniając taką liczbę własnych błędów, trudno byłoby wygrać tego dnia z kimkolwiek. Uważam, że był to nasz osobisty sukces, że potrafiłyśmy już na drugi dzień tak szybko się odbudować. Rzeczywiście, wygrywając 3:2 z Chinkami, zostałyśmy jedyną drużyną, której ta sztuka się udała. Na pewno fajnie jest wrócić z takim przeświadczeniem, że tylko my potrafiłyśmy pokonać mistrzynie świata. (uśmiech) Na tym przykładzie najlepiej widać, że czynimy postępy, rokowania są dobre i ten zespół ma duży potencjał. Z tego najbardziej się cieszę.

Mistrzostwa świata to bardzo wymagający turniej, jeśli chodzi o gospodarowanie siłami, przez blisko 10 dni mecze odbywają się praktycznie dzień w dzień. Co, twoim zdaniem, jest decydujące przy tak intensywnym tempie rozgrywania meczów?

– Myślę, że w przypadku tak długich turniejów bardzo ważne jest poukładanie sobie wszystkiego w głowie i odpowiednie rozłożenie sił na każde spotkanie. Wydaje mi się, że może właśnie nie potrafiłyśmy do końca dobrze psychicznie podejść do tych ostatnich meczów, tak jak to było w przypadku wcześniejszych starć. Na pewno dużą rolę odegrało też przygotowanie motoryczne, ale z niego każda z nas mogła być w pełni zadowolona, ponieważ praca na siłowni oraz pozostałe treningi były na tyle spersonalizowane i dopasowane do każdej z nas, że to zmęczenie nie było aż tak odczuwalne.

Zwycięstwo z reprezentacją Peru dało wam awans do drugiej rundy. Tą otworzyłyście, rozgrywając jedno z najlepszych spotkań na tym turnieju, odprawiając z kwitkiem faworyzowane Brazylijki, nie straciwszy przy tym nawet seta.

– Zagrałyśmy swoją siatkówkę, bardzo ograniczyłyśmy błędy własne. Na drugi dzień mierzyłyśmy się z Rosjankami i to spotkanie przegrałyśmy już chyba na starcie. Nasze głowy nie pozwoliły nam go wygrać, bo przecież nigdy nie udało nam się pokonać Rosjanek. Wydaje mi się, że to właśnie nas zgubiło, bo tak naprawdę przecież ten zespół nie wyróżniał się niczym na tle na przykład Chinek, Brazylijek czy Dominikanek, w meczu z którymi podjęłyśmy rękawicę.

Nie przekreśliło to jednak waszych szans na awans do czwórki, o tym decydował pojedynek z Turczynkami. W przekonującym stylu wygrałyście w pierwszym secie, później było już zdecydowanie gorzej. Czy twoim zdaniem był to rywal, któremu mogłyście pokrzyżować szyki?

– Tak, zdecydowanie. Pierwszego seta wygrałyśmy do 13, potem wydawało nam się, że może pójść gładko. Na mistrzostwach świata nie ma jednak zespołów, które oddałyby jakiś mecz bez walki. Tak też było w tym przypadku. Podczas mistrzostw świata byliśmy świadkami wielu zwrotów akcji, często zespół wygrywał 2:0, by ostatecznie przegrać 2:3. Spodziewałyśmy się trudnego meczu, a nam dodatkowo ciężko było się podnieść po dość dotkliwej przegranej w meczu z Rosjankami, bo tam praktycznie zabrakło nam punktu zaczepienia. Niestety nie udało się awansować do strefy medalowej, bardzo tego szkoda.

Polskie juniorki zakończyły mistrzostwa świata na 6. miejscu

Mecz o 5. miejsce to kolejny pojedynek z Brazylijkami. Tym razem można jednak śmiało powiedzieć, że waga i stawka spotkania były już zupełnie inna…

– Tak naprawdę potem walczyłyśmy już tylko o jak najlepszy wynik. Może powiem inaczej… wiele osób mówiło, że już dużym sukcesem jest sam fakt, że dostałyśmy się na tę imprezę. Było w tym wiele prawdy, ja również się z tym zgadzam. Wcześniej kilka razy dosłownie zabrakło nam jednego seta do tego, by znaleźć się na mistrzostwach Europy. Wtedy niewielu myślało o tym, że uda nam się już rok później udanie przebrnąć przez eliminacje do mistrzostw świata. A już tym bardziej nikt nie zaryzykowałby stwierdzenia, że będziemy realnie liczyć się w walce o pierwszą czwórkę najlepszych drużyn świata. Dlatego mimo wszystko, patrząc realnie, to szóste miejsce jest dobrym wynikiem i pomimo tego, że na sam koniec przegrałyśmy z Brazylijkami, to ja się z tego rezultatu bardzo cieszę. Uważam, że pokazałyśmy charakter i był to bardzo dobry turniej w naszym wykonaniu. Też mój ostatni w juniorkach, co akurat mnie trochę smuci.

Ten zeszły sezon pozostawił pewien niesmak, bo po porażkach w eliminacjach z Serbkami i Rosjankami, zespołami, które spotkały się w finale mistrzostw Europy, biało-czerwonych na mistrzostwach Starego Kontynentu zabrakło. Czy pokazując dobrą siatkówkę w Meksyku, udowodniłyście, że cały czas jesteście w ścisłej światowej czołówce?

– Pokazałyśmy, że Polska siatkówka nie powinna być na świecie lekceważona. Myślę, że taki zespół jak reprezentacja Chin trochę nas nie docenił. Chinki przyjechały na mistrzostwa świata po medal, a nie zdołały wygrać z zespołem, który nie pojechał na mistrzostwa Europy. Potrafiłyśmy sprawić niespodziankę i wygrać, podobnie było w pierwszym meczu z Brazylijkami. Wróciłyśmy do Polski w dobrych humorach. Stawiałyśmy sobie małe cele, pierwszym było znalezienie się w ósemce. Gdy to już się udało, chciałyśmy awansować do półfinału. Wydaje mi się, że osiągnęłyśmy taki rezultat, na jaki nas było stać. Jestem szczęśliwa, ale jednocześnie żałuję, że może wcześniej aż tak bardzo człowiek nie docenia tego, że miał szansę tyle grać w reprezentacji juniorek.

Nie bezpodstawnie pełniłaś w tej kadrze rolę kapitana i też liderki drużyny na boisku. W twoich statystykach z mistrzostw świata królują same 9. Wykonałaś 99 ataków, 9 bloków i 9-krotnie zdobyłaś punkt zagrywką…

– Wszyscy się śmieją, że zrobiłam to specjalnie (uśmiech), zwłaszcza że to jest też mój numer na boisku. Nie mam pojęcia, jak to się stało. Oczywiście cieszę się z tego, ale nigdy nie patrzę na taki turniej pod kątem indywidualnych wyników, bo jest to sport drużynowy i najważniejsze są osiągnięcia całego zespołu. Jako zespół pokazałyśmy na co nas stać. Mnie przy tym grało się naprawdę dobrze, co tylko mnie podbudowało, bo akurat trafiłam z formą na te zawody.

Powiedziałaś kiedyś, że aby osiągać sukcesy jako sportowiec, trzeba na boisku pokazywać charakter. Czy trenerowi Wiesławowi Popikowi udało się wydobyć z was ten „pazur”?

– Udało się. Te dziewczyny, o których zawsze mówiło się, że „cicha woda brzegi rwie”, reagowały bardzo żywo na boisku, komunikacja była przez cały czas. Przy wynikach z gatunku 14:20 nie pojawiało się tego rodzaju myślenie, że jest to strata nie do odrobienia. Po prostu grałyśmy swoje. Muszę przyznać, że byłyśmy zupełnie inną drużyną niż wcześniej, uwierzyłyśmy w siebie trochę bardziej, zyskałyśmy pewność siebie. To wpłynęło na to, że w każdym meczu pokazywałyśmy ten wspomniany charakter.

Jak szybko zaaklimatyzowałyście się w Meksyku?

– Uważam, że lecąc do Meksyku, łatwiej było nam się przestawić na inną strefę czasową. Przyleciałyśmy na noc i właściwie dość szybko przyzwyczaiłyśmy się do tej zmiany. Jedynie wieczorem na treningach mogłyśmy mieć problemy, bo wtedy w Polsce była już noc i my też mogłyśmy być nieco senne. Po dwóch, trzech dniach wszystko było już jednak w porządku. Natomiast największy problem miałam tuż po powrocie do kraju. Zdarzało mi się zasnąć około 11-12, bo wtedy w Meksyku jest środek nocy, z kolei potem nie mogłam już zmrużyć oka. Tak samo trudno było mi wrócić do spożywania posiłków o „normalnych” porach.

Już za kilka miesięcy czeka cię kolejne przełomowe wydarzenie w karierze, początek sezonu Orlen Ligi i jednocześnie twój pierwszy sezon w ekstraklasie, w barwach klubu z Wrocławia.

– Uważam, że jedną z lepszych moich decyzji było to, że zostałam w SMS-ie rok dłużej, nawet kosztem tego, że teraz maturę przyjdzie mi zdawać we Wrocławiu. Ten rok dodał mi pewności siebie i dzięki temu zyskałam więcej ogrania. Jestem przygotowana mentalnie na to, że będę musiała solidnie pracować, żeby wywalczyć sobie miejsce w Orlen Lidze. Będę chciała pokazać, że młode zawodniczki, które tak naprawdę wchodzą na najwyższy poziom seniorskiej siatkówki, potrafią grać w siatkówkę. Cieszę się, że postawiłam akurat na Wrocław.

We Wrocławiu zagrają takie zawodniczki jak Tamara Kaliszuk czy Ilona Gierak. Nie obawiasz się, że siatkarki o tak uznanym nazwisku mogą niejako z założenia startować z nieco lepszej pozycji niż ty? Choć może argument „siatkarskiego nazwiska” w twoim przypadku nie jest zbyt trafiony (uśmiech)…

– Faktycznie, może brzmi to nieco dwuznacznie. Ja zawsze będę bronić takich osób, bo o mnie też tak mówią. (uśmiech) Szczerze mówiąc, trudno mi powiedzieć, jak to będzie, bo tak naprawdę pierwszy raz będę miała styczność z tak profesjonalną siatkówką. Nie wiem jeszcze, z czym to się je. Dlatego z opiniami na takie tematy muszę się wstrzymać jeszcze sezon, później na własnej skórze zobaczę, jak to wygląda. Ja mogę tylko obiecać, że swojego nastawienia nie zmienię. Dalej będę uważała, że ciężką pracą można dojść naprawdę do wszystkiego. Moim głównym celem jest rozwój, chcę mierzyć jak najwyżej. Uważam, że Wrocław jest do tego idealnym miejscem.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved