Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga kobiet > Nadia Wydmańska: Naszym celem jest awans do I ligi

Nadia Wydmańska: Naszym celem jest awans do I ligi

Nadia Wydmańska ma za sobą już debiut w drużynie z ekstraklasy w barwach klubu z Dąbrowy Górniczej. Jak tłumaczy jednak w rozmowie ze Strefą Siatkówki, wybór studiów zadecydował o tym, że trafiła do Warszawy. W zeszłym sezonie grając w AZS-ie AWF Warszawa, wywalczyła awans do I ligi, teraz chciałaby powtórzyć ten sukces, występując w II-ligowej Mazovii Warszawa. – Wiemy dobrze, że naszym celem jest awans do I ligi, więc skoro chcemy o ten cel walczyć za powiedzmy 10 miesięcy, to już dzisiaj powinnyśmy patrzeć, kto tam gra i z kim będziemy musiały się zmierzyć w przyszłości – mówiła młoda przyjmująca Mazovii.

W turnieju Ochota Cup mierzyłyście się z trzema zespołami z I ligi, wśród nich znalazło się dwóch beniaminków. Dla zespołu, który chce poważnie liczyć się w walce o awans na zaplecze ekstraklasy, był to dla was bardzo ważny sprawdzian. Jak pokrótce podsumowałabyś ten turniej?



Nadia Wydmańska: – Jesteśmy po pierwszej części okresu przygotowawczego, jest to najcięższy czas z punktu widzenia obciążeń, więc jesteśmy trochę zmęczone i jeszcze tak naprawdę nie do końca skupiałyśmy się na taktyce. To był bardzo ciekawy turniej, bo wszystkie pozostałe drużyny, które gościłyśmy, grają w I lidze. Dla nas to cenne doświadczenie, na tym tle widać, czego brakuje nam najbardziej. Wiemy dobrze, że naszym celem jest awans do I ligi, więc skoro chcemy o ten cel walczyć za powiedzmy 10 miesięcy, to już dzisiaj powinnyśmy patrzeć, kto tam gra i z kim będziemy musiały się zmierzyć w przyszłości. Szkoda, że przegrałyśmy wszystkie mecze, ale myślę, że nic straconego, przed nami wiele doświadczeń i elementów do dopracowania.

W zeszłym sezonie Mazovia wystąpiła w turnieju finałowym, którego stawką był awans na zaplecze ekstraklasy, do spełnienia tego celu zabrakło więc niewiele. Sezon II ligi trwał bardzo długo, aż do końca maja. Jak sprawić, by forma przyszła w tym najważniejszym momencie?

Ojej, tego nie wiem. (uśmiech) Na pewno nie da się przez 10 miesięcy grać na swoim najwyższym poziomie. Jesteśmy tylko ludźmi, więc w trakcie sezonu pojawią się i lepsze, i gorsze momenty. Trener wie najlepiej, co mamy robić w danym momencie, żeby na finiszowych metrach, w maju, być w najlepszej formie. My możemy ze swojej strony zapewnić, że będziemy bardzo chciały wygrywać i wywalczyć ten awans.

Przez długi czas byłaś zawodniczką MKS-u Dąbrowa Górnicza, a w sezonie 2015/2016 znalazłaś się nawet w składzie drużyny seniorek w ekstraklasie. Jak potoczyły się twoje dalsze losy?

– Potem pojawiło się kilka propozycji z I ligi, ale bardzo zależało mi na podjęciu studiów w Warszawie. Najpierw wybrałam więc kierunek studiów, a dopiero później zaczęłam rozglądać się za klubem. Tym sposobem znalazłam się najpierw w AWF-ie, a teraz jestem zawodniczką Mazovii Warszawa.

Jaka była motywacja do zmiany klubu w obrębie Warszawy i jakie są twoje pierwsze wrażenia z pracy w nowym zespole?

– Myślę, że perspektywa pracy z trenerem Robertem Kupiszem przekonała mnie do gry w Mazovii. Skład został zupełnie zmieniony, musimy się jeszcze lepiej dotrzeć, poznać, zaufać sobie, żeby to przełożyło się na naszą grę i poczynania na boisku. Jeśli chodzi natomiast o całe zaplecze, zorganizowanie, treningi, to nie ma się do czego przyczepić.

Jakie to uczucie stanąć po drugiej stronie siatki w meczu przeciwko AZS-owi AWF? Dotychczas to Mazovia była waszym lokalnym rywalem, spotkań derbowych było w zeszłym sezonie co niemiara…

– No tak, to prawda. Biłyśmy się właściwie na każdym kroku, o wszystko co możliwe. (uśmiech) To było jednak rok temu, ja traktuję to jako nowy rozdział w swojej karierze. Teraz mamy nowy sezon, nowe wyzwania. Mam nadzieję, że dla Mazovii zakończy się to z lepszym skutkiem niż ostatnio. Jakiś tam sentyment jest dla AWF-u, ale nie przesadzajmy. (uśmiech)

Choć wciąż w Warszawie nie ma klubu występującego w ekstraklasie, to chyba kibice nie mogą narzekać na niedobór żeńskiej siatkówki w stolicy.

– Już na ten moment w Warszawie są dwa zespoły I-ligowe, Wisła Warszawa i AZS AWF. Wiemy, że Wisła jest dla nas trochę nieosiągalna i bije się o troszkę inne cele w tym roku. Ja bardzo liczę na to, że w Warszawie zadomowią się przynajmniej dwa zespoły, które będą w stanie „wchłonąć” młode zawodniczki. Takie, które podobnie jak ja chcą przyjść tutaj na studia, rozwijać się też w innym kierunku, a oprócz tego w dużym stopniu zależy im na karierze siatkarskiej.

Czy twoim zdaniem to dobry pomysł, aby wykorzystać potencjał akademicki i to na studentkach bazować, jeśli chodzi o budowanie składu zespołu I- czy II-ligowego?

– Zdecydowanie. Rokrocznie jest wiele dziewczyn, które wzmacniają drużyny z Warszawy, co widać choćby po AWF-ie. Dzięki nim klub awansował do I ligi, co myślę, że mówi samo za siebie.

Jakie są wasze plany na ostatnie tygodnie okresu przygotowawczego do sezonu?

– W przyszłym tygodniu rozgrywamy kolejny turniej w Warszawie. Za dwa tygodnie będziemy miały wolny weekend i już teraz się z tego powodu cieszymy, bo to nasz pierwszy taki w okresie przygotowawczym. (uśmiech) Później prawdopodobnie rozegramy jeszcze jedne zawody towarzyskie i za cztery tygodnie zaczynamy sezon. Przygotowania są więc intensywne.

Zmiana AZS-u na Mazovię prawdopodobnie nie wiązała się dla ciebie z większymi wyrzeczeniami. Inaczej było, gdy musiałaś przenieść się z Dąbrowy Górniczej do klubu z Warszawy?

– Pochodzę z okolic Będzina, który znajduje się bardzo blisko Dąbrowy Górniczej. Wyprowadziłam się więc z dala od miejsca rodzinnego. Mój tata mieszka pod Warszawą od 15 lat, więc stolicę trochę kojarzyłam, nie był to dla mnie aż tak wielki szok. Nie był to wyjazd do zupełnie nieznanego miasta. Szczerze mówiąc, bardzo się cieszę, że podjęłam taką decyzję. Myślę, że już się tutaj zaaklimatyzowałam i na razie nigdzie się nie wybieram. Zobaczymy jednak, co przyniesie przyszłość.

Przez długi czas, kiedy grałaś w MKS-ie, byłaś jedną z liderek drużyny młodzieżowej, dopiero w sezonie 2015/2016 zasiliłaś zespół seniorek. Kiedy trafiłaś do I ligi, intensywność treningów uległa zmianie?

– W Dąbrowie Górniczej uczęszczałyśmy do klasy sportowej. Codziennie trenowałyśmy, czasami nawet dwa razy dziennie. Później w klasie maturalnej trenowałam wspólnie z drużyną z ekstraklasy, gdzie standardem są dwa treningi dziennie. Dlatego przechodząc do I ligi, nie odczułam różnicy w samej intensywności ćwiczeń. Tutaj treningi odbywają się głównie popołudniami, raz dziennie. Jest to na ten moment mój zawód, a właściwie też pasja, więc nie stanowi to dla mnie problemu.

Hala przy ulicy Nowowiejskiej została ostatnio wyremontowana, ale nie zmienia to faktu, że nadal to oświetlenie i układ okien, zwłaszcza w okolicach godzin popołudniowych, nie ułatwia gry zawodniczkom. Czy może to być wasz atut w trakcie sezonu, da się jakoś przystosować do takich warunków?

– Nie chciałabym, aby to był nasz główny atut. Zdecydowanie wolałabym, żeby to nasza gra była tym, co nas wyróżnia. Zdecydowanie nie da się do tego przyzwyczaić, nie jesteśmy w stanie zapobiec temu, że mrużymy oczy, czy nie widzimy piłki przez moment. Na pewno po naszej stronie będą to jednak głównie siatkarskie argumenty, które pomogą nam wygrywać, a nie światło wpadające do hali.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, II liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved