Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Michał Kądzioła – życie po reprezentacji Polski

Michał Kądzioła – życie po reprezentacji Polski

fot. archiwum

– Kiedyś nie było mnie po siedem miesięcy w domu i byłem mężem, i ojcem „na telefon”. Dla mnie będzie to nauka normalnego życia – mówi Michał Kądzioła, były już reprezentant Polski w siatkówce plażowej, który w grudniu został usunięty z kadry narodowej.

Dlaczego nie rozmawiamy gdzieś poza Polską, gdzie odbywa się kolejny turniej z cyklu Pucharu Świata?



Michał Kądzioła: W grudniu okazało się, że pierwszym trenerem kadry zostanie Grzegorz Klimek, który podjął decyzję, że ma inny plan na reprezentacyjne pary. A że Polski Związek Piłki Siatkowej robił cięcia budżetowe, zrezygnował z jednej pary. Akurat ja się w niej znalazłem. Dostałem też mało czasu, by znaleźć klub halowy i mam teraz wolne. (uśmiech)

Dlaczego to ty wyleciałeś z kadry, a nie Jakub Szałankiewicz, twój partner?

– To była decyzja trenera Klimka. Nie chcę podważać jego autorytetu. Rozstaliśmy się w dobrych relacjach, nie miałem mu tego strasznie za złe.

Jak zareagowałeś na tę decyzję?

– Może nie było tak, że się spodziewałem, ale przez dłuższy czas nie było żadnych informacji o naszej przyszłości. Zdawałem więc sobie sprawę, że Grzesiek może powiedzieć, że pożegnam się z kadrą. Ale gdy usłyszałem to prosto w twarz, nie było łatwo. Przez jedenaście lat byłem pewniakiem do gry, a nagle wszystko się skończyło. Z czasem się z tym jednak pogodziłem.

Jest aż tak źle z polską plażówką, że PZPS jest zmuszony robić takie rzeczy?

– Jeśli chodzi o mnie, to nie pomogło mi kilka różnych rzeczy. Pierwszą i najważniejszą były kontuzje, które w 2015 roku wykluczyły mnie z najważniejszych turniejów w sezonie. Trudno było mi wrócić na najwyższy poziom, ale gdy tak się już stało, to uraz przyplątał się Kubie. Kolejna przerwa, kolejna niemoc… To może dało trenerowi jakiś obraz, że jesteśmy kontuzjogenni i dlatego z nas zrezygnował? A jak jest generalnie z naszą plażówką? Grzegorz Fijałek/Mariusz Prudel i Piotr Kantor/Bartosz Łosiak w poprzednim sezonie byli topowymi duetami na świecie. My oraz Michał Bryl/Kacper Kujawiak kończyliśmy większość turniejów w najlepszej siedemnastce. Dlatego uważam, że w naszej plażówce działo się dobrze, przynajmniej na boisku. Ale całe zaplecze, plażowa Szkoła Mistrzostwa Sportowego, planowanie budżetu, kuleje. W Polsce nie ma po prostu pomysłu na siatkówkę plażową. Teraz coraz częściej boję się, że ten sport u nas upadnie, jeśli związek dalej będzie działał w taki sposób. Gdy zaczynaliśmy naukę w SMS-ie w Łodzi, były osoby, które miały jakiś pomysł. Wtedy jeszcze pomoc od PZPS-u była w porządku. Ale z roku na rok jest coraz gorszy nabór, a trenerzy nie mają za bardzo z kim pracować. Potem nie ma pomysłu, jak zatrzymać zawodników na piasku. Teraz plażowicze z SMS-u wiedzą, że po zakończeniu szkoły będą musieli iść normalnie do pracy lub szukać klubu halowego. Skoro po trzech latach treningów na piasku i tak mają wrócić pod dach, to wolą od razu dać sobie spokój. Jeśli chodzi o turnieje w Polsce, to są zorganizowane nieźle, ale pula finansowa nie zachęca do grania. Kiedyś na piasku można było spotkać zawodników z PlusLigi i dzięki temu poziom był dużo wyższy. Teraz z roku na rok, poza kilkoma parami, które rywalizują na każdym turnieju o cztery najlepsze miejsca, można powiedzieć, że to sport typowo amatorski.

Jak zapamiętasz grę w reprezentacji Polski?

– Są różne etapy. Pierwszy z nich to trzy lata szkoły pod wodzą trenera Czesława Kolpego. Kształtował nas jako zawodników, był świetnym szkoleniowcem. Dzięki temu na poziomie juniorskim byliśmy naprawdę dobrą drużyną. Z Kubą byliśmy typami „walczaków”. Nie odpuszczaliśmy. Po zakończeniu liceum trenowaliśmy u Sławomira Roberta, to były dwa lata trochę gorszego okresu, z różnych względów, także moich złych życiowych decyzji. Od 2012 roku mieliśmy trenera Spirydonosa Karadoliosa, który poprawił naszą grę. Ostatnie lata to już profesjonalna praca z Martinem Olejnakiem, ale trochę pechowa ze względu na kontuzje. Było też sporo śmiesznych sytuacji: spóźniliśmy się na samolot w Australii o jeden dzień, a w Norwegii nie zarezerwowano nam hotelu przed turniejem i spaliśmy po kuchniach. Ze smutnych, oprócz kontuzji, to na pewno przegrany mecz z Rosjanami o awans do igrzysk olimpijskich. To nas strasznie podłamało. A jeszcze łudziliśmy się, że pojedziemy do Londynu, bo byliśmy pierwszą rezerwową parą. Wystarczyła kontuzja jednej pary i pojechalibyśmy na tak wielki turniej…

Teraz życie przewróciło ci się do góry nogami?

– Na pewno. Po jedenastu latach w kadrze muszę przystosować się do nowej sytuacji. Ale nie jest to dla mnie problem. Mam żonę Martę i synka Mateusza, a przez ostatni rok podczas wyjazdów na zawody moje serce i głowa były w domu, a nie na turnieju. Ciężko byłoby mi teraz do tego wrócić. Chciałbym spróbować gry w hali i to może być kompromis. Bo nawet jak wyjadę na stałe grać za granicą, to mogę zabrać rodzinę. Wyjazdy z klubem trwają po 48 godzin, a plażowe nawet trzy tygodnie.

Z plażówką jednak nie kończysz. Zagrasz w parze z Michałem Makowskim.

– Chcemy pojeździć na turnieje po świecie, ale wszystko zależy od wsparcia sponsorów. Mam jeszcze tysiąc punktów w rankingu FIVB i to mi daje możliwość gry w kwalifikacjach wielu turniejów. Postaramy się jeździć jak najwięcej. Dla Michała to też będzie spore doświadczenie, bo zawsze miał aspiracje do dobrej gry, ale brakowało mu szczęścia, też ze strony PZPS-u, który nie chciał mu pomóc w tym wszystkim.

Rozmawiał Maciej Nowocień – cały wywiad w serwisie lodz.wyborcza.pl

źródło: lodz.wyborcza.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2017-03-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved