Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Mateusz Czaja: AZS otrzymaliśmy bez zadłużenia

Mateusz Czaja: AZS otrzymaliśmy bez zadłużenia

Po głośnej relegacji z PlusLigi z Krzysztofem Stelmachem jako trenerem i zupełnie innym zespołem AZS-u Częstochowa przystępuje do rozgrywek I ligi. – Wszystko trzeba było budować od nowa. Spadek do I ligi był oczyszczeniem środowiska. Dzięki temu nastąpiła zmiana osobowa – niektórzy ludzie wyraźnie się wypalili – mówi w rozmowie ze Sport.pl wiceprezes klubu, Mateusz Czaja.

Co zastał pan w AZS-ie Częstochowa, kiedy przejął go pan razem z prezesem?



Mateusz Czaja: – Wszystko trzeba było budować od nowa. Spadek do I ligi był oczyszczeniem środowiska. Dzięki temu nastąpiła zmiana osobowa – niektórzy ludzie wyraźnie się wypalili. Do AZS-u weszliśmy więc z nowymi pomysłami i pełnym zaangażowaniem.

Sytuacja klubu nie była zła, jeśli chodzi o czynnik ekonomiczny – otrzymaliśmy go bez zadłużenia. Samo jego przejęcie również wyglądało przyjaźnie. Zastaliśmy rzeczowego właściciela, który współpracował z nami podczas całego procesu wykupu. Poza tym, że nastroje niektórych były negatywne, ponieważ PR-owo klub był na dnie, to zauważyliśmy szansę, by wszystko zbudować od nowa. W obecnej trudnej sytuacji widzimy więc pewne plusy.

Największym minusem jest to, że nie występujemy w PlusLidze i nie jest to największy prestiż, ale dołożymy wszelkich starań, by ponownie jak najszybciej do niej awansować.

Czy emocje apelacji, walki o PlusLigę, ciężar negatywnej atmosfery medialnej nadal unosiły się w klubie, kiedy go przejmowaliście, czy też już mieliście jasność, że I liga jest tematem aktualnym?

Kiedy podchodziliśmy do rozmów, to nasze pojęcie o sprawie było czysto kibicowskie. Mimo to zachowywaliśmy świadomość, że relegacja jest temu klubowi potrzebna. Wiedzieliśmy, że liga zmęczyła się AZS-em Częstochowa i że marka klubu zaczęła gasnąć. W formie, w której był zespół, nie miał prawa egzystować w PlusLidze.

Musimy odbudować wszystko od nowa. Gdyby pod względem sportowym udało nam się odbić w I lidze, to wtedy zarówno kibice, jak i obserwatorzy czy dziennikarze z otwartymi ramionami przyjęliby nas do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Mieliśmy świadomość, że po sezonie 2016/2017 AZS jest raczej niechcianą marką w tym gronie i że należy zrobić krok w tył, by później wykonać dwa do przodu.

Przez wiele lat z AZS-em utożsamiany był Ryszard Bosek. Jaki w tej chwili będzie stosunek do osób takich jak on – które w przeszłości decydowały o losach częstochowskiej siatkówki? Odcinacie się i budujecie sami, czy też będziecie mieli na uwadze ich zdanie?

Nasz pomysł na AZS to danie szansy nowym osobom, które mają do tego energię.

Pan Bosek nie miał energii?

To już pytanie do niego. Był wyraźnie zmęczony całą sytuacją, co należało uszanować. Poprzedniemu zarządowi należy jednak oddać to, co jego. Odkąd prezesem był Roman Lisowski, a w klubie był Ryszard Bosek, to zwłaszcza na początku były sukcesy. Wszystko zaczęło drastycznie dołować w ostatnich pięciu latach i dla kibiców miało niezwykle smutny wymiar. Dlatego właśnie chcieliśmy otworzyć w Częstochowie zupełnie nową kartę.

Ryszard Bosek wielokrotnie podkreślał, że AZS nie był najbardziej opłacalnym biznesem – najczęściej trzeba było do niego dokładać. Przejęcie go to chyba spore ryzyko.

Siatkówka generalnie nie jest najlepszym biznesem – prawda jest taka, że trzeba mieć w niej sporo szczęścia, by wywindować ją na najwyższy poziom, albo zaufanego, mocnego sponsora. A najlepiej i jedno, i drugie. Do tego dochodzi czynnik ciężkiej pracy, a my w nią wierzymy. Liczymy na to, że uda nam się odbudować wiarygodność klubu wśród kibiców i udowodnić, że AZS nie ma mentalności wiecznie przegrywającego.

Nie nastawiamy się na profity ekonomiczne, a bardziej na ideę.

Chodzi tu o chęć przysłużenia się siatkarskiemu światu?

Od najmłodszych lat wspieraliśmy AZS jako kibice. Obserwowaliśmy sportowe zmagania, budowaliśmy swoje relacje i przeżywaliśmy wielkie emocje właśnie dzięki temu klubowi. To była duma Częstochowy, która się wypaliła. Jako wspierający poczuliśmy się dotknięci relegacją klubu i uznaliśmy, że dla idei warto zacząć działać. Pieniądze nie są w życiu najważniejsze. Wierzymy, że dzięki ciężkiej pracy wszystko, a szczególnie czynnik sportowy, będzie funkcjonowało dobrze.

Rozmawiała: Sara Kalisz, sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved