Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Waliński: Najważniejsze jest dobro zespołu

Marcin Waliński: Najważniejsze jest dobro zespołu

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Podejrzewam, że gdybyśmy od początku sezonu grali na równym poziomie, to niektóre wyniki byłyby inne. Szukamy jakiegoś złotego środka, żeby ustabilizować tę formę, jednak na razie nie możemy go znaleźć. Uważam, że będzie lepiej – powiedział Marcin Waliński, siatkarz MKS-u Będzin.

Zajmuje pan czwarte miejsce w klasyfikacji najlepiej punktujących zawodników PlusLigi z 144 punktami oraz drugie miejsce w rankingu MVP. To świetne wyniki.



Marcin Waliński: – Możliwe, ale nie zwracam na to uwagi. Bardziej skupiam się na tym, żeby drużyna wygrywała i zdobywała punkty. Mamy początek sezonu, a poza tym są to rankingi indywidualne. W siatkówce jedna osoba nie jest w stanie wygrać meczu, co pokazały rozgrywki w naszej lidze. Wydaje mi się, że jest to po prostu wynik mojej ciężkiej pracy zarówno na boisku, jak i na treningach. Najważniejsze jest jednak dobro zespołu.

Po piętach depcze panu kolega z drużyny Rafael Araujo Rodrigues. To taka mała rywalizacja wewnątrz będzińskiej ekipy?

– Absolutnie nie! Tak naprawdę zależy to od spotkań. Czasami zdarza się tak, że to ja zdobywam najwięcej punktów, a czasami robi to ktoś inny. Przeważnie jest to Rafael. Fajnie, że się uzupełniamy, bo na pewno ma to wpływ na drużynę. Nie wiem, co na to nasz atakujący, ale bynajmniej nie patrzę na to jak na rywalizację.

Ta forma da panu szansę na znalezienie się w przyszłym sezonie w reprezentacji Polski?

– Jeśli chodzi o kadrę narodową, to miałem okazję być tylko raz na zgrupowaniu, kiedy trenerem był Stephane Antiga. Nie koncentruję się jednak na tym, ważniejsza jest dla mnie liga.

Obecnie ważą się losy szkoleniowca naszej kadry. Bardzo często pojawiają się głosy, że powinien być to Polak, jednak inni optują za zagranicznym trenerem. Kto według pana ma największe szanse na objęcie tego stanowiska?

– Trudno powiedzieć. Jednak jeśli chodzi o to, który szkoleniowiec byłby lepszy – polski czy zagraniczny – to moim zdaniem nie ma to znaczenia. Najważniejsze, by miał pomysł i go realizował, żeby nasza kadra w końcu się odbiła.

Wróćmy do występów MKS-u Będzin na plusligowych parkietach. Na razie wygraliście cztery z dziewięciu spotkań. Wasze wyniki przypominają  taką małą sinusoidę – na zmianę: dwie wygrane, dwie przegrane. Z czego wynika to wahanie formy?

– To prawda, falujemy. Tak jak pani zauważyła: dwa mecze gramy dobrze, potem dwa są słabe w naszym wykonaniu. Podejrzewam, że gdybyśmy od początku sezonu grali na równym poziomie, to niektóre wyniki byłyby inne. Szukamy jakiegoś złotego środka, żeby ustabilizować tę formę, jednak na razie nie możemy go znaleźć. Uważam, że będzie lepiej. Taką mam nadzieję.

Tę nieustabilizowaną dyspozycję było widać na przykład w waszym ostatnim meczu z BBTS-em Bielsko-Biała. Wydawało się, że bez problemu wygracie w trzech setach, tymczasem coś się zacięło.

– Nie będziemy tego zganiali na dziesięciominutową przerwę, ale mimo wszystko wiedzieliśmy, że musimy wyjść na sto procent skoncentrowani. Bielszczanie nie mieli nic do stracenia – musieli zaryzykować i to zrobili zarówno w ataku, jak i na zagrywce. My bardzo źle weszliśmy w trzeciego seta i później nasza gra troszkę się posypała. Ale nie robiłbym z tego tragedii, bo zwyciężyliśmy. Najważniejsze jest to, że potrafiliśmy wrócić w tej czwartej partii i wygrać mecz za trzy punkty, bo to było nam naprawdę bardzo potrzebne.

Cała rozmowa Katarzyny Paw dostępna w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-11-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved