Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Łukasz Żygadło: W Iranie grają w siatkówkę nawet podczas wesel

Łukasz Żygadło: W Iranie grają w siatkówkę nawet podczas wesel

fot. iranvolleyball.com

O tym, czy jest rozpoznawalny w 15-milionowym Teheranie, o temperamencie Irańczyków, o kobietach na trybunach w tym egzotycznym kraju – mówi Łukasz Żygadło, rozgrywający Sarmayehu Bank Volleyball Club, jednego z uczestników Klubowych Mistrzostw Świata 2017.

Łukasz Żygadło od 2015 roku występuje w Iranie. Ma na swoim koncie już (dwukrotnie) mistrzostwo kraju oraz także dwa sukcesy w Klubowych Mistrzostwach Azji. A już w grudniu spróbuje poprowadzić Sarmayeh Bank Volley Club do jak najlepszego wyniku w Klubowych Mistrzostwach Świata, które odbędą się w Opolu, Łodzi i Krakowie. Jego zespół trafił do grupy A, w której zmierzy się z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, Cucine Lube Civitanova oraz Sadą Cruzeiro.



Iran – kraj dla przeciętnego Polaka egzotyczny. Jaka jest mentalność miejscowych siatkarzy?

Łukasz Żygadło: – W Iranie wymaga się przestrzegania określonych zasad i nie uznaje się odstępstw. Szybko zauważyłem, że Irańczycy kochają rywalizację, a jej brak powoduje na przykład problemy z pełnym zaangażowaniem w trening. Podczas meczów gra toczy się bardziej na emocjach. Oj, miałem wiele historii związanych z perskim temperamentem! Walka oraz okrzyki dominują nad podejściem czysto taktycznym, z jakim zetknąłem się chociażby we Włoszech.

Obecny selekcjoner reprezentacji Iranu, Igor Kolaković, powiedział, że zawodnicy poświęcają zbyt wiele energii na niepotrzebne rzeczy. Jak się pan odniesie do tej obserwacji?

Rzeczywiście można odnieść takie wrażenie, ponieważ Irańczycy znani są z tego, że są bardzo dumni. Jeżeli jednak wgłębimy się bardziej w realia panujące w ich kraju, można sobie uzmysłowić, iż rzeczy dla nas niepotrzebne dla nich są bardzo ważne. Chodzi o różnice perspektyw pomiędzy siatkarzami grającymi w dobrych klubach, i co za tym idzie w reprezentacji, a pozostałymi. By nieco lepiej zrozumieć Iran, polecam wszystkim książkę Ryszarda Kapuścińskiego „Szachinszach”.

Najlepsi irańscy siatkarze cieszą się w ojczyźnie statusem gwiazd. A jak jest z Łukaszem Żygadło? Rozpoznają pana na ulicach Teheranu?

– Irańczycy kochają swoją reprezentację, ponieważ jest fantastyczną wizytówką ich kraju na całym świecie. Utożsamiają się więc z jej największymi gwiazdami, co przekłada się na ich wielką popularność w życiu codziennym. W 15-milionowym Teheranie trudno czuć się osobą rozpoznawalną, ale mimo tego po dwóch latach gry ludzie powoli i mnie zaczynają dostrzegać na ulicy.

Atmosfera podczas ligowych meczów w Iranie jest równie żywiołowa jak podczas spotkań reprezentacji?

Podczas ligowych starć zabronione jest używanie sławetnych trąbek. Ponadto podobną atmosferę jak na meczach kadry Iranu można spotkać tylko w Urmie. To miasto żyje siatkówką i 6-tysięczna hala jest tam regularnie wypełniona męską publicznością. Siatkarskie szaleństwo panuje również w Gonbadzie. Tam nasza dyscyplina jest na tyle popularna, że mecze towarzyskie rozgrywa się nawet podczas wesel! Niestety miejscowa drużyna nie jest szczególnie mocna. W Teheranie, jak w każdym dużym mieście, z frekwencją jest nieco gorzej. Choć podczas ciekawszych spotkań obiekt mogący pomieścić 2000 widzów wypełnia się do ostatniego miejsca. Co ciekawe, grają w nim wszystkie ekipy ze stolicy. W jednej hali.

A jaką popularnością cieszy się pański klub w porównaniu do stołecznego rywala – Paykanu?

Sarmayeh Bank VB jest bardzo młodą drużyną, powstałą zaledwie parę lat temu. Paykan to natomiast klub z historią, wielosekcyjny, mający na koncie ogromną liczbę sukcesów. Dlatego też posiada znacznie więcej kibiców. Na nasze mecze zapraszana jest młodzież ze szkół, która wspiera nas sterowanym dopingiem, prowadzonym przez lidera. Do ciekawej sytuacji doszło natomiast podczas serii finałowej w pierwszym moim sezonie (2015/2016 – przyp. red), kiedy do kibicowania naszej drużynie udało się namówić najbardziej aktywną grupę fanów z innego zespołu ligowego. Zatem ci sami ludzie, którzy kilka meczów wcześniej dość skutecznie wyzywali nas różnymi epitetami, tym razem nas wspierali i utrudniali grę Paykanowi do tego stopnia, że federacja wydała zakaz wpuszczania jakichkolwiek kibiców na kolejne mecze finałów.

Podczas ligowych zmagań w Iranie można już dostrzec na trybunach kobiety?

Choć na meczach reprezentacji są już pewne zmiany pozwalające kobietom oglądać je właśnie z perspektywy widowni, na spotkaniach klubowych ich nie widać. Jedynym wyjątkiem są dziennikarki i ewentualnie trenerki siatkówki.

Tego lata irańscy siatkarze w końcu otworzyli się na Europę. Do PGE Skry Bełchatów przeniósł się między innymi Milad Ebadipour, pański były klubowy kolega. Zasięgał u pana porady przed przyjazdem do Polski? 

Milad najpierw często pytał się, czy warto wyjeżdżać. A następnie, już przed samym podpisaniem kontraktu, zasięgał informacji na temat klubów, które mógł wybrać. W rozmowach z nim nie ukrywałem, że wolałbym, aby właśnie z powodu Klubowych Mistrzostw Świata pozostał jeszcze na sezon w Sarmayeh Bank VC. Bardzo by się nam w tym turnieju przydał. Ale z drugiej strony, patrząc z punktu widzenia siatkarskiego rozwoju Milada, w stu procentach popieram jego odejście do innej ligi.

A generalnie zachęca pan siatkarzy do spróbowania swoich sił w Iranie?

Jeżeli chcą przeżyć przygodę, to tak. Ale zaznaczam, że nie będzie ona łatwa.

Więcej w serwisie Klubowych Mistrzostw Świata

źródło: kmspolska.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved