Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Polski > Lukas Kampa: Warszawianie są drużyną, którą my byliśmy rok temu

Lukas Kampa: Warszawianie są drużyną, którą my byliśmy rok temu

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Zawsze trudno żegnać się z rozgrywkami Pucharu Polski po takiej porażce, jaka miała miejsce w meczu z Onico Warszawa. W tym sezonie warszawianie są zespołem, którym my byliśmy w zeszłym roku – skomentował po porażce ze stołecznym zespołem Lukas Kampa. Rozgrywający Jastrzębskiego Węgla w rozmowie ze Strefą Siatkówki odniósł się również do ewentualnego objęcia stanowiska trenera polskiej kadry przez Vitala Heynena.

Ćwierćfinał Pucharu Polski to mecz niewykorzystanych szans i błędów w niepotrzebnych momentach?



Lukas Kampa:Tak, cóż ja mogę powiedzieć… zawsze trudno żegnać się z rozgrywkami Pucharu Polski po takiej porażce, jaka miała miejsce w meczu z Onico Warszawa. Nie jestem jednak bardzo rozczarowany, choć na pewno trochę tak. Lecz patrząc na nasze ostatnie spotkania, na poprzednie miesiące, poczyniliśmy postęp. W tym sezonie warszawianie są zespołem, którym my byliśmy w zeszłym roku. Zbudowali sobie pewność siebie, co pokazują na boisku. Trzeba przyznać, że niewiele zabrakło w tym pojedynku, by ich pokonać.

Onico Warszawa nie jest jak na razie waszym ulubionym rywalem. W listopadzie przegraliście z nim 0:3.

– Przegraliśmy, ale tak jak powiedziałem wcześniej, wynika to z jego bardzo dobrej dyspozycji. Zagrał od nas lepiej i zasłużenie wygrał. Warszawianie mają całkiem nową drużynę, nowego trenera, który wszystko poukładał. Wszyscy są ogromnie zaangażowani i to przekłada się na ich rezultaty. W spotkaniu ćwierćfinałowym mam jednak wrażenie, że nie spodziewali się po nas takiej gry, a przynajmniej tak wydawało mi się z perspektywy parkietu. Nie da się ukryć, popełniliśmy o kilka błędów za dużo, dlatego ten pojedynek ułożył się tak, a nie inaczej.

Wydawało się, że po trzecim secie nie będziecie mieli problemu z awansem do Final Four. Co takiego się wydarzyło, że nie utrzymaliście swojego rytmu?

– Faktycznie można było pomyśleć, że jesteśmy już bliżej osiągnięcia celu. Może paradoksalnie zgubiło nas to, że tę trzecią partię wygraliśmy zbyt pewnie?

Ale gdyby nie kilka błędów w końcówce, wynik byłby jeszcze wyższy niż 25:16.

– Nie da się ukryć, że musimy wyeliminować błędy po naszej stronie. Popełniamy ich o wiele więcej niż w poprzednim roku i jak najszybciej musimy znaleźć sposób, by tę liczbę zmniejszyć. Jeśli poprawimy się w tym elemencie, będziemy w stanie wygrywać takie pojedynki jak ten z Onico Warszawa. Plusem jest jednak to, że walczyliśmy i pokazaliśmy zupełnie inne oblicze niż jeszcze kilka kolejek temu.

Błędy to kluczowy powód porażki? Czy coś jeszcze zadecydowało o wyniku?

– Jak najbardziej błędy, zwłaszcza przy drugim serwisie. Uważam, że nie daliśmy sobie szansy na zbudowanie większej przewagi. Oczywiście poza trzecim setem, kiedy to rywale dużo razy się mylili i my dzięki temu w zasadzie nie musieliśmy grać, bo to warszawianie oddawali nam punkty za darmo. W pozostałych odsłonach zaczynaliśmy jednak od dobrej pierwszej zagrywki, a później nie umieliśmy tego powtórzyć. W konsekwencji nie byliśmy w stanie wyjść na trzy- czy czteropunktowe prowadzenie.

Momentami zabrakło wam chyba również komunikacji? Zwłaszcza w piątym secie wpadło wam trochę prostych piłek.

– Moim zdaniem to nie był brak komunikacji. W końcówce, zwłaszcza jeśli przegrywasz, tracisz pewność siebie. Możemy ją zbudować przede wszystkim w meczach takich jak ten środowy z Onico. Rozegraliśmy trochę trudnych spotkań, mamy sporo wniosków do wyciągnięcia. Na pewno margines błędów jest większy w meczach z takimi rywalami jak ZAKSA Kędzierzyn-Koźle czy Zenit Kazań. Wówczas trzeba ryzykować, bo czasami tylko w taki sposób można zaskoczyć czymś rywala. W starciach z innymi przeciwnikami wypadałoby jednak, żeby bardziej kontrolować te błędy i znaleźć odpowiedni balans pomiędzy pomyłkami a ryzykiem.

Porażka po tie-breaku boli bardziej?

– W tym przypadku tak, Puchar Polski nie wybacza. Albo wygrywasz i przechodzisz dalej, albo przegrywasz i odpadasz, nie masz szansy na poprawkę. Cóż, ktoś musiał wygrać. Mieliśmy odpowiednie nastawienie, walczyliśmy, ale rywal pokazał się z lepszej strony i to on zagra w Final Four. My jednak wciąż mamy o co grać, bowiem poza PlusLigą czekają nas przecież mecze w Lidze Mistrzów. Każdego dnia musimy robić krok do przodu.

Już 16 stycznia właśnie w ramach Ligi Mistrzów zagracie z Zenitem Kazań, który w poprzedniej kolejce stracił miano lidera rosyjskiej ekstraklasy, jednak szybko powrócił na właściwą lokatę.

– Faktycznie, Zenit Kazań przeżywa kryzys. (śmiech) Ale zanim zagramy z Zenitem, to jeszcze czeka nas pojedynek z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, co również nie będzie należało do najłatwiejszych zadań. Dlatego czas na odpoczynek i przygotowanie jeszcze się skraca, bo nie dość, że mecz w ramach PlusLigi, to później wylot do Kazania.

Skoro mowa o odpoczynku, to z punktu widzenia sportowca jak to jest kończyć mecz o 23:30?

– No cóż… nie jest to najlepsze doświadczenie. Po meczach wyjazdowych jedzie się jeszcze do hotelu na kolację, a do domu wracamy… około 6 rano. Taka jest rzeczywistość, zakwalifikowaliśmy się do Ligi Mistrzów, więc nasz grafik jest bardziej napięty, nic z tym nie zrobimy. Nie awansowaliśmy do Final Four Pucharu Polski, ale dzięki temu będziemy mieli więcej czasu na odpoczynek. Teraz skupiamy się na ZAKSIE, naszym celem jest na pewno wyeliminowanie błędów. Gramy przed własną publicznością, więc liczę na kolejny krok naprzód.

Nie mogę nie zapytać cię o wybór szkoleniowca polskiej reprezentacji. Coraz częściej i głośniej mówi się o tym, że trenerem ma zostać Vital Heynen. Czy twoim zdaniem jest on gotowy na pracę jako selekcjoner biało-czerwonych? A może powinnam zapytać, czy polscy siatkarze są gotowi na pracę z Vitalem Heynenem?

– Nie rozmawiałem z nim osobiście na ten temat, więc nie mam informacji z pierwszej ręki. Muszę przyznać, że dla mnie dość zabawnie jest oglądać całe to zamieszanie, czy to w mediach społecznościowych, czy w materiałach dziennikarskich. Oczywiście Vital to bardzo dobry trener i z pewnością jest gotowy na to wyzwanie. Na chwilę obecną jest jednak skupiony na swojej pracy z VfB Friedrichshafen. No i dodatkowo wciąż jest trenerem Belgii.

Nie byłeś zaskoczony, że po objęciu pracy w swojej ojczyźnie, z czego przecież był bardzo zadowolony, zainteresował się pracą w Polsce?

– Owszem, ponieważ w Belgii podpisał kontrakt czteroletni. Taki jest jednak los trenera. Może to wszystko pójdzie w zaskakującym kierunku, którego teraz nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Czegokolwiek nie zrobi, na pewno bardzo dokładnie to wszystko przeanalizuje. Życzę mu powodzenia i po ogłoszeniu decyzji porozmawiam z nim. Teraz wolę jednak poobserwować to wszystko z boku.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Puchar Polski

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-01-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved