Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. E2: Dwa punkty Koreańczyków, pierwsza porażka Słoweńców

LŚ, gr. E2: Dwa punkty Koreańczyków, pierwsza porażka Słoweńców

fot. FIVB

W drugim dniu turnieju grupy E2 Ligi Światowej w japońskim Takasaki siatkarze Korei Południowej prowadzili już 2:0 z Turcją, ale rywale doprowadzili do remisu. W tie-breaku ponownie lepsi okazali się Koreańczycy i to oni zgarnęli dwa punkty. W drugim sobotnim meczu lider tabeli II dywizji, Słowenia, doznał pierwszej porażki, ulegając 2:3 reprezentacji Japonii.

Rywalizację drugiego dnia w turnieju w Azji rozpoczęli Koreańczycy i Turcy. Lepiej w mecz weszli ci pierwsi. Mogli oni liczyć na błędy rywali, a po zbiciu Lee Sun-Kyu prowadzili dwoma oczkami na pierwszym czasie technicznym. Po nim ich przewaga dwukrotnie się powiększyła, co zmusiło szkoleniowca siatkarzy znad Bosforu do wzięcia czasu dla swojego zespołu. Nie przyniósł on jednak efektu, bo pojedyncze oczka zdobywane blokiem nie pozwoliły im wrócić do gry. Po udanym ataku Park Joo-Hyeonga to Azjaci byli w lepszej sytuacji przed decydującą częścią premierowej odsłony. W niej Turcy nie znaleźli już skutecznej recepty, żeby chociażby doprowadzić do remisu, a dwa kolejne zbicia Hyeanga przypieczętowały wygraną Koreańczyków (25:23). W drugą odsłonę jednak lepiej weszli ich przeciwnicy, którzy za sprawą Buraka Gungora szybko odskoczyli na trzy oczka. Z prowadzenia nie cieszyli się długo, bo Hyeang pozwolił Azjatom wrócić do gry. W kolejnych minutach walka toczyła się cios za cios, a Europejczycy nawet prowadzili na pierwszym czasie technicznym, ale po nim zostali zatrzymani dwukrotnie blokiem, zaczęli też popełniać błędy w ataku, co automatycznie przełożyło się na to, że kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami przejęli Koreańczycy. Wywierali oni presję na rywalach w polu serwisowym, a niedokładne przyjęcie Turków sprawiało, że Azjatom lepiej grało się w bloku. Ponadto dobrze dysponowany w ataku był Lee Kang-Won, dzięki czemu Koreańczycy pewnie kroczyli do sukcesu. Kropkę nad i postawiło zbicie Hyeanga (25:20).



Widmo porażki zdecydowanie poderwało do walki Turków, którzy w trzecim secie poprawili swoją grę. W ataku zaczęli punktować Metin Toy i Moustapha Koc, ale rywale też nie odpuszczali, przez co długimi fragmentami walka toczyła się cios za cios. Dopiero po pierwszym czasie technicznym szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę zespołu znad Bosforu, który po asie serwisowym Arslana Eksi odskoczył od przeciwników na pięć oczek. Koreańczycy zaczęli mylić się w przyjęciu, a ich zagrywka też już nie była tak skuteczna, co sprawiło, że mieli problemy z odrabianiem strat. Wprawdzie zbliżyli się do rywali na dwa oczka, ale kolejna punktowa zagrywka Eksiego prowadziła Turków do wygranej w trzecim secie. W końcówce swoje w ataku zrobił Gungor, a siatkarze znad Bosforu triumfowali 25:20. Porażka wyraźnie wprowadziła w koreańskie szeregi nerwowość, a rywale poczynali sobie coraz pewniej. Po zbiciu ze środka Emre Batura wypracowali sobie dwupunktowe prowadzenie na początku czwartej partii. Chwilę później swoje trzy grosze do wyniku dorzucił Serhat Coskun, a sytuacja Azjatów zaczęła robić się coraz trudniejsza. Na dodatek sami ułatwiali zadanie rywalom, popełniając coraz więcej błędów własnych. Po pomyłce w polu serwisowym Lee Sun-Kyu Turcy prowadzili już 16:9 na drugim czasie technicznym. Po nim Azjaci nadal mylili się w ataku, a ich przeciwnicy dorzucili szczelny blok. Po asie serwisowym Eksiego różnica pomiędzy oboma zespołami wzrosła już do dziesięciu punktów. W końcówce więc Turcy dzielili i rządzili na boisku, a pojedyncze udane zagrania Koreańczyków pozwoliły im tylko nieco zmniejszyć rozmiary porażki. Ostatecznie przegrali 17:25.

Wysoka wygrana najwyraźniej rozluźniła Turków, bo tie-breaka rozpoczęli fatalnie. Za to ich rywale zaczęli lepiej przyjmować, a co jeszcze ważniejsze – skuteczniej atakować. Szybko zyskali trzy oczka przewagi, a po zbiciu Song Hui-Chae różnica pomiędzy oboma zespołami wzrosła do pięciu oczek. Dopiero po zmianie stron Azjaci zaczęli podawać rękę przeciwnikom, myląc się w zagrywce i w ataku, przez co ich przewaga zmalała do dwóch punktów. Jednak w końcówce zanotowali na swoim koncie więcej udanych akcji, dzięki czemu triumfowali 15:12, a w całym meczu 3:2.

Turcja – Korea Płd. 2:3
(23:25, 20:25, 25:20, 25:17, 12:15)

Składy zespołów:
Turcja: Gungor (14), Koc (13), Gokgoz (7), Eksi (7), Toy (7), Batur (6), Yesilbudak (libero) oraz Coskun (13), Aydin (9), Dengin (libero), Ünver i Bıdak
Korea Płd.: Kang-Won Lee (18), Hui-Chae Song (18), Joo-Hyeong Park (15), Sang-Ha Park (7), Sun-Kyu Lee (5), Jaewook No (3), Yong-Chan Bu (libero) oraz Yung-Suk Shin (5), Hong-Suk Choi (3), Min-Gyu Lee, Jae-Seong Oh (libero) i Siwoo Lee


W drugim spotkaniu zmierzyły się zespoły, które w piątek na swoim koncie zanotowały zwycięstwa. Początek meczu należał do Słoweńców, którzy po zbiciu Jana Kozamernika objęli prowadzenie 3:0, ale w kolejnych akcjach zaczęli popełniać błędy, a w ataku po stronie gospodarzy zaczął rozkręcać się Issei Otake, przez co szybko na świetlnej tablicy pojawił się remis. Dopiero po pierwszym czasie technicznym ponownie do głosu zaczęli dochodzić wicemistrzowie Europy, którzy po udanej kontrze Tine Urnauta rozpoczęli budowę nadwyżki punktowej. Nie trwało to długo, bo dwa asy serwisowe Masahiro Yanagidy znowu pozwoliły Japończykom wrócić do gry. Im bliżej końca tego seta, tym Słoweńcy mieli większe problemy w przyjęciu, a gra Azjatów nakręcała się z akcji na akcję. W końcówce przejęli inicjatywę na boisku, a zbicie Shuzo Yamady przypieczętowało ich sukces (25:22).

Od początku drugiej odsłony walka toczyła się cios za cios. Po stronie Słoweńców punktowali Mitja Gasparini i Klemen Cebulj, zaś po drugiej stronie siatki asem serwisowym popisał się Akihiro Yamauchi, a wynik ciągle oscylował wokół remisu. Dopiero udana kontra Urnauta dała Europejczykom dwa oczka nadwyżki. Chwilę później wzrosła ona do trzech po mocnym zbiciu Gaspariniego. Wówczas o czas poprosił sztab szkoleniowy gospodarzy, ale walka cios za cios w kolejnych akcjach na niewiele im się zdawała. Na dodatek ich defensywę pokonał Cebulj, a z każdą kolejną akcją różnica pomiędzy oboma zespołami stawała się coraz większa. U gospodarzy nie funkcjonował serwis, przez co nie mogli zbliżyć się do przeciwników. W końcówce trener Azjatów dokonał zmian, ale nie odmieniły one obrazu gry jego zespołu, który ostatecznie przegrał 17:25.

Od początku trzeciej partii oba zespoły szły łeb w łeb. Słoweńcy mocnymi atakami próbowali pokonać solidną defensywę rywali, ale Japończycy odpowiadali im pięknym za nadobne, dzięki czemu do pierwszej przerwy technicznej wynik oscylował wokół remisu. Po niej prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Europejczycy punktowali w bloku, a w szeregach rywali dobrze spisywali się Otake i Yanagida. Na moment gospodarze zyskali dwa oczka przewagi, ale szybko sytuacja wróciła do stanu równowagi. Jednak im bliżej decydujących momentów, tym gospodarze lepiej prezentowali się zarówno w ataku, jak i w polu serwisowym. Na ich dobrą grę goście nie mogli znaleźć skutecznej recepty, przez co zaczęli tracić coraz większy dystans do przeciwników. Nie potrafili powstrzymać ani Otake, ani Yanagidy, a ich błędy własne dopełniły ich obraz bezradności w tej części spotkania, którą ostatecznie przegrali 18:25.

Od początku czwartej odsłony Europejczycy zerwali się do walki. Przypomnieli sobie o dobrej grze w bloku, asa serwisowego dołożył Alen Pajenk, a jego koledzy poprawili skuteczność w ataku, co od razu dało im pięciopunktowe prowadzenie. Ale siatkarze z Kraju Kwitnącej Wiśni nie zamierzali tanio sprzedawać skóry. Do walki poderwał ich Haku Ri, dzięki czemu dość szybko udało im się wrócić do gry. Po asie serwisowym Yanagidy Azjaci wyszli nawet na prowadzenie, ale widmo porażki zmobilizowało do walki Słoweńców. Poprawili oni swoją grę w ofensywie, a mocne zbicie ze środka Pajenka dało im w końcówce dwupunktowe prowadzenie. Japończycy już nie znaleźli sposobu na zniwelowanie tej straty. Ostatnie słowo należało do wicemistrzów Europy, którzy po udanym ataku Cebulja doprowadzili do tie-breaka (25:22).

Jego jednak rozpoczęli od błędów, co dało niewielką przewagę ich przeciwnikom. Na dodatek w ataku przypomniał o sobie Yanagida, dzięki czemu gospodarze wciąż byli w nieco lepszej sytuacji. Przy zmianie stron prowadzili jeszcze 8:6, ale chwilę później na świetlnej tablicy widniał już remis. W kolejnych minutach udanymi atakami popisywali się Otake i Cebulj, a wynik nadal oscylował wokół remisu. W końcówce jako pierwsi piłkę meczową mieli Słoweńcy, ale nie zdołali jej wykorzystać. Chwilę później role się odwróciły, bo po asie Yanagidy to Japończycy byli w lepszej sytuacji. Oni też ostatecznie triumfowali 17:15.

Japonia – Słowenia 3:2
(25:22, 17:25, 25:18, 22:25, 17:15)

Składy zespołów:
Japonia: Yamauchi (3), Yanagida (19), Yamada (10), Ri (14), Fuji (3), Otake (14), Tsuruda (libero) oraz Dekita (5), Asano (2), Kuriyama (1), Fukatsu i Ide (libero)
Słowenia: Pajenk (14), Kozamernik (4), Gasparini (20), Vincić (3), Urnaut (12), Cebulj (22), Kovacić (libero) oraz Koncilija (1), Stern, Sket i Ropret

Zobacz również:
Wyniki i tabela grupy 2 Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-06-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved