Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Kobieta zmienną jest – odrobinę o polskiej siatkówce kobiet

Kobieta zmienną jest – odrobinę o polskiej siatkówce kobiet

fot. Łukasz Krzywański

Sezon klubowy w żeńskiej siatkówce zmierza już ku końcowi, dlatego postanowiliśmy podzielić się z wami swoimi przemyśleniami na temat mijających wydarzeń. Wybraliśmy kilka zagadnień, naszym zdaniem wartych uwagi i podzieliliśmy się swoimi refleksjami na ich temat. Zatem jeśli tylko chcecie poznać nasz subiektywny punkt widzenia, zapraszamy do lektury.

Orlen Liga słabo się „sprzedaje”?

Od zakończenia sezonu Orlen Ligi minęło już kilka tygodni, kurz po „wielkiej bitwie” w finale także zdążył opaść, czas więc na krótkie podsumowanie tego, jak z naszej perspektywy wyglądał sezon 2016/2017 w żeńskiej siatkówce. Skoncentrujemy się na naszej rodzimej lidze, idąc śladem często powtarzanej w wywiadach maksymy mówiącej o tym, że oglądać należy się przede wszystkim na siebie. Próbując zachować chronologię, jednocześnie zwracając uwagę na najważniejsze wydarzenia sezonu, nie sposób nie odnieść się do tego, jakie konsekwencje miało przynieść rozszerzenie stawki najlepszych zespołów w kraju nad Wisłą aż do 14 drużyn. Dwoje beniaminków – Budowlani Toruń i ŁKS Łódź dołączyło do elity, ale niemal od razu pojawiły się głosy krytykujące takie „rozdęcie” Orlen Ligi. Według niektórych konsekwencją takiego ruchu PZPS-u miała być nie tylko rosnąca liczba spotkań, ale też spadek poziomu samej ligi. Ostatecznie ŁKS znalazł się na 6. miejscu w lidze, a torunianki – na 8. Poprzez skróconą do minimum rundę play-off rozgrywki zakończyły się wcześniej, niż miało to miejsce do tej pory, bo już w kwietniu. Obawy okazały się więc bezpodstawne i nie tu należy szukać w mojej ocenie źródła kryzysu siatkówki pań w naszym kraju, bo o takim mimo wszystko można chyba mówić. Największym problemem żeńskich rozgrywek jest chyba słabnące już od dłuższego czasu zainteresowanie kibiców i sponsorów tą dyscypliną sportu. Mecze, gdzie na trybunach zasiadało mniej niż 1000 kibiców, były na porządku dziennym. Być może wynika to z braku sukcesu, odniesionego przez reprezentację Polski w ostatnich latach, który mógłby być wymieniany w jednym szeregu z medalami mistrzostw Europy i naszymi „złotkami”. Poza Chemikiem w klubach dysponujących znacznie mniejszymi budżetami próżno było także szukać gwiazd światowego formatu, takich jak Neriman Ozsoy, Charlotte Leys, Katarzyna Skowrońska-Dolata czy Carolina Costagrande. Takich, które swoim nazwiskiem do hali przyciągnęłyby nawet kogoś, kto siatkówką interesuje się tylko „od święta”.

O tym, jak lepsze może szkodzić dobremu

Otworzyła się za to szansa występów w ekstraklasie dla młodych siatkarek. Poza Legionovią, której trzon od kilku lat tworzą najzdolniejsze z polskich juniorek, zespołem będącym poligonem doświadczalnym dla młodzieży stał się Atom Trefl Sopot. Drużyna o średniej wieku 21 lat z powodzeniem uniknęła gry w barażach, a wyniki i postawa takich zawodniczek jak Magdalena Damaske, Monika Fedusio czy Martyna Łukasik chyba najdobitniej świadczą o powodzeniu oraz zasadności projektu o nazwie Młoda Liga Kobiet nadzorowanego przez Alojzego Świderka. Absurdalny wydaje się za to kierunek, który obrały te rozgrywki. Czy też mówiąc ściślej – młodzieżowe mistrzostwa Polski U23. W Legionowie odbył się turniej finałowy, gdzie znalazły się dwie drużyny reprezentujące poziom II-ligowy i dwie niemal w znakomitej większości oparte na perspektywicznych zawodniczkach z Orlen Ligi. Skąd taka rozbieżność? Dwa najlepsze zespoły Młodej Ligi, gdzie przypomnijmy walczy 12 ekip, a niemal każda z nich jest zapleczem seniorskiej kadry swojego klubu, zostały „sparowane” z finalistkami młodzieżowych mistrzostw Polski U23. Problem w tym, że w tych ostatnich uczestniczyły… 4 drużyny, a można odnieść wrażenie, że zostały one zorganizowane naprędce. Jeszcze we wrześniu PZPS informował bowiem, że w finałach spotkają się cztery najlepsze zespoły Młodej Ligi oraz finalistki MP U23. Ten sezon miał mieć jednak charakter pilotażowy i należy mieć nadzieję, że w kolejnym każdy startujący będzie miał równe szanse… Pomimo tych wszystkich zawirowań po raz kolejny okazało się, jak bardzo potrzebne są objęte pilną obserwacją i profesjonalnie zorganizowane rozgrywki młodzieżowe. Bez nich być może nigdy nie usłyszelibyśmy choćby o MVP turnieju finałowego, Monice Jagle, potrafiącej zawstydzić starsze koleżanki. Podobne przykłady można by jednak mnożyć. Ktoś mógłby powiedzieć: „ale przecież od czego jest II liga”, ale wydaje się, że właśnie medialne nagłośnienie oraz profesjonalna otoczka jest czymś, czego brakuje choćby II lidze, by to właśnie ona mogła pełnić podobną rolę. W przyszłym sezonie formuła MLK ma zostać kolejny raz zmieniona, być może Młodą Ligę zastąpią młodzieżowe MP U-23. Tylko czy brak przymusu szkolenia młodzieży przy większych ośrodkach siatkarskich nie osłabi zainteresowania udziałem w tych rozgrywkach? Czas pokaże. Zachodzę tylko w głowę, po co zmieniać coś, co dotąd funkcjonuje bardzo dobrze, by nie powiedzieć, że rewelacyjnie…

…poznaje się po tym, jak kończy.



Skoro jesteśmy już przy temacie II i I ligi. W drugiej lidze dopiero rozstrzygają się losy awansu do turnieju finałowego, a sezon rozpoczął się z początkiem października. Niewykluczone, że stawka zespołów tej ligi uszczupli się znacząco, bowiem już w tej chwili – po wycofaniu się z gry w I lidze PSPS-u Chemika Police i połączeniu Proximy Kraków z sopockim klubem – co najmniej trzy drużyny mogą liczyć na grę na zapleczu ekstraklasy. Jak wpłynie to na charakter II ligi i czy nie odbije się przede wszystkim na jakości oraz sferze organizacyjnej? Trudno powiedzieć. Zostańmy jeszcze na moment właśnie na zapleczu ekstraklasy. Tutaj niepodzielnie karty rozdawał zespół Wisły Warszawa, a siatkarki prowadzone przez trenera Mirosława Zawieracza niczym walec przebrnęły przez całą rundę zasadniczą i play-off, w finale I ligi pozostawiając daleko w tyle Proximę Kraków. Wydawało się, że warszawianki nie są bez szans także w meczach barażowych z KSZO Ostrowiec Św. Można posunąć się w tych rozważaniach o krok dalej, mówiąc, że były ich faworytkami, mając w swoich szeregach medalistki mistrzostw Polski i wiele bardzo doświadczonych zawodniczek. To co zapamiętamy z meczów o awans i utrzymanie, to (chyba jednak w dużej mierze tylko) medialna burza związana z brakiem wolnych terminów dotyczących dostępności hali na Bemowie, które nawiasem mówiąc, nagle się znalazły. Akurat wtedy, gdy okazało się, że stan rywalizacji po meczach w Ostrowcu Św. wynosi 1:1. Abstrahując od całej tej sytuacji, najważniejsze pod względem sportowym było to, że wielokrotnie zbierające lekcje siatkówki w Orlen Lidze KSZO było zdecydowanie lepsze od rywalek. I to grając na zupełnie innym, pozbawionym teraflexu parkiecie, na boisku, gdzie linie są ledwo widoczne. A jak trudna to sztuka, przekonali się przecież zupełnie niedawno częstochowianie. Julia Piotrowska, Roksana Brzóska, Ewelina Polak to zawodniczki, które dzięki grze w KSZO zrobiły ogromne postępy i widać, jakie korzyści daje gra w ekstraklasie. Poza tym okazało się, że pomimo poszerzenia Orlen Ligi błędnym jest stwierdzenie, że czołówka ekip I-ligowych mogłaby „z łatwością” pokonać ostatni zespół siatkarskiej elity. Tego typu, też dość przecież powszechne, opinie należy włożyć między bajki. Pośrednio z awansu, choć nie tego wywalczonego na boisku, mogą się cieszyć siatkarki Proximy Kraków, która od teraz występować będzie pod szyldem sopockiego Trefla. Oznacza to jednak koniec wielkiej żeńskiej siatkówki w Sopocie. I „de facto” klubu, który przecież dopiero co dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski. Nie jest to jednak jedyna strata. Trzeba pamiętać, że Malbork, Rumia, jak i właśnie Sopot posiadają znakomite, renomowane ośrodki szkolenia młodzieży. Od teraz nie będzie miała ona możliwości, by myśleć o płynnym przejściu do gry w wymarzonej Orlen Lidze, bez konieczności podejmowania ogromnych zmian w swoim życiu, a o takie radykalne decyzje w młodym wieku może nie być łatwo…

Siatkarska utopia

Z dużą krytyką spotkał się nowy system rozgrywania meczów play-off. Dwa mecze oraz ewentualny złoty set decydowały o być albo nie być danej drużyny. Kiedy Chemik Police, po wygraniu dwóch setów w ostatnim meczu finałowym, zapewnił sobie mistrzostwo, był to doskonały argument do obnażenia słabych punktów takiego rozwiązania. Jednak czy naprawdę końcówka tego spotkania była meczem o nic? Wyobraźmy sobie, jak duży niesmak pozostałby, gdyby przed własną publicznością policzanki jednak ostatecznie poległy w tym starciu, a potem odebrały złote medale. Wydaje się, że zapominamy przy tym o kilku ostatnich kolejkach rundy zasadniczej. Nie trzeba daleko szukać przykładów meczów, które nie zmieniały nic, jeśli chodzi o układ ligowej tabeli, a pary play-off w niektórych przypadkach były znane już kilka tygodni wcześniej. Czy zwykła ambicja sportowca, czy chęć zaprezentowania się z jak najlepszej strony przestała już mieć znaczenie? Chcę wierzyć, że jednak wspomniane ideały wciąż znajdują odzwierciedlenie we współczesnym świecie. Na przeciwnym biegunie stoją takie mecze jak starcie mistrzyń Polski z „atomówkami”. Jak to możliwe, że akurat właśnie w pojedynku z młodymi gniewnymi naszej ligi galaktycznemu Chemikowi powinęła się noga? Zwolennicy teorii spiskowych z pewnością dostali kolejny argument, by nie uwierzyć, że nie wszystko rozstrzyga się na boisku. Trzeba przyznać, że w świetle ostatnich afer dopingowych czy „dzikich kart” przyznanych Marii Szarapowej… ale nie posuwajmy się za daleko. My chcemy cały czas wierzyć, że rzeczywiście w sporcie wszystko może się zdarzyć i to był jeden z tych magicznych dni.

Panaceum

Również Orlen Liga doczekała się wykorzystania systemu wideoweryfikacji. Możliwość korzystania z niego mieli również trenerzy w meczach barażowych. Paradoks systemu challenge polega na tym, że zaprojektowano go, by rozwiewał wszelkie wątpliwości, a coraz częściej jest on źródłem jeszcze bardziej zażartej dyskusji, wywołując w sytuacjach spornych burzę na boisku. Nie udało się w zupełności wyeliminować czynnika ludzkiego. Oko ludzkie nie jest w stanie „wyłapać” muśnięcia piłki o palce zawodnika skaczącego do bloku, dotknięcia siatki, która drży po kontakcie z piłką czy nadepnięcia na linię 3. metra o grubość włosa. Tam, gdzie jest pole do interpretacji, zawsze pojawią się też kontrowersje. Te były i będą, sędziowie muszą jednak kierować się zdrowym rozsądkiem, intuicją. Pamiętam przynajmniej dwie kuriozalne sytuacje, w których chyba tego zabrakło. Jedną z nich jest finał Ligi Mistrzów z 2012 roku, gdy sędzia nie zdecydował się w bardzo ważnej sytuacji na skorzystanie z systemu challenge, oraz tegoroczny półfinał Ligi Mistrzów, gdzie rywalizowało ze sobą Cucine Lube Civitanova oraz Sir Sicoma Colussi Perugia. Tutaj z kolei piłka otarła się o plecy blokującego zawodnika, choć nie było to wyraźnie widoczne na powtórce, ale wskazywała na to zmiana jej toru lotu. Być może będzie to troszkę kontrowersyjne, ale nie można mieć pretensji do sędziów popełniających błędy, mimo że korzystają z tak zaawansowanego technologicznie systemu. Wiele do myślenia dała mi sytuacja, która miała miejsce podczas finału mistrzostw świata w snookerze. Crucible Theatre, Sheffield, przy stole najbardziej uznawany i szanowany sędzia w tym sporcie, Jan Verhaas. Wywołuje faul, a do dnia dzisiejszego trwa spór, czy biała bila dotknęła czerwonej, czy też nie. Skoro tak prostej sytuacji nie da się rozwiać przy użyciu powtórki telewizyjnej, to dlaczego wciąż oczekujemy, że challenge będzie lekiem na całe zło w tak dynamicznym sporcie, jak siatkówka? Trzeba go rozpatrywać raczej w kategoriach szukania sprawiedliwego rozwiązania, gdy błąd sędziego jest ewidentny. Żal jednak, że najczęściej jest to życzeniowe szukanie punktu czy przedłużanie gry, co prowadzi do utraty swojego pierwotnego zastosowanie… Być może gdyby każdy z trenerów mógł poprosić o niego tylko raz, byłoby inaczej?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet, II liga kobiet, ORLEN Liga, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2017-05-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved