Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Kazimierz Pietrzyk: Trenera angażował PZPS i to też jego odpowiedzialność

Kazimierz Pietrzyk: Trenera angażował PZPS i to też jego odpowiedzialność

fot. CEV

Chociaż rolę prezesa zarządu ZAKSY Kędzierzyn-Koźle przestał pełnić w 2012 roku, ciągle związany jest emocjonalnie z siatkówką. Przyczyn porażki naszych reprezentantów na mistrzostwach Europy doszukuje się w kilku aspektach, przede wszystkim w zaniedbaniach ze strony Polskiego Związku Piłki Siatkowej i Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej. – Moim zdaniem w kraju nie ma tak dużego potencjału finansowego i zainteresowania sponsorów, aby stworzyć szesnastu klubom w miarę porównywalne warunki do funkcjonowania – komentuje Kazimierz Pietrzyk.

Wynik naszej reprezentacji w mistrzostwach Europy był dla pana zaskoczeniem?



Kazimierz Pietrzyk: – Przede wszystkim to bardzo przykra i niespodziewana porażka, powiedziałbym nawet kompromitacja. Powinniśmy być co najmniej w finałowej czwórce, a dokładniej w strefie medalowej. W dodatku graliśmy u siebie z „siódmym” zawodnikiem. To nie był tylko wypadek przy pracy. Moim zdaniem to coś dużo poważniejszego.

Prezes PZPS-u, Jacek Kasprzyk, zapowiedział dokonanie wnikliwej analizy wyniku męskiej kadry.  

– To zdecydowanie za mało. Już samo to zdanie wiele mówi i świadczy o braku rozeznania oraz pełnej analizy rzeczywistości funkcjonującej w polskiej piłce siatkowej, a przede wszystkim w siatkówce klubowej, od której wszystko się zaczyna. Moim zdaniem analizę tego, co się stało, należałoby rozpocząć od kilku lat wstecz, kiedy to rozpoczęło się psucie siatkówki.

Czyli od kiedy?

– Zacząłbym od zamknięcia PlusLigi. Począwszy od sezonu 2011/2012, ligę zamknięto, nie było spadków, a w konsekwencji również i awansów z I ligi. To był niemalże śmiertelny cios dla klubów pierwszoligowych. Zakwestionowany został sens jej funkcjonowania, co spowodowało brak perspektywy, rozwoju, awansów, a więc atrakcyjności tych rozgrywek, a to z kolei spowodowało wyraźną, wielostronną demobilizację zarządów i sponsorów. Przecież I liga powinna być kuźnią talentów, ostatnim etapem przed indywidualnym czy klubowym skokiem do wymarzonej, profesjonalnej ekstraklasy. Niestety w PlusLidze w wielu klubach zabrakło też motywacji do cięższej pracy, do szukania pieniędzy i zbudowania lepszych zespołów, bo nie było spadków i wszystkiego z tym związanego, tym bardziej że od pewnego czasu pieniądze dla klubów dzielone były równo bez względu na wynik końcowy. Spokój i wygoda. Nic więc dziwnego, że dysproporcje pomiędzy możliwościami klubów z czołówki a dołu tabeli były coraz bardziej widoczne przy równoczesnym obniżającym się poziomem PlusLigi. Zamknięcie ligi trwa już szósty rok i w takich warunkach musiało to wyrządzić siatkówce wiele szkód. Byłem jedynym członkiem Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, który głosował przeciwko takim decyzjom.

Kiedy pełnił pan funkcję prezesa Mostostalu, a potem ZAKSY, takie rozszerzenie było nie do pomyślenia.

– Pamiętam, że w 1995 roku, w którym to nasz zespół awansował do ekstraklasy, w lidze grało tylko osiem zespołów. Widocznie odpowiadało to ówczesnym potrzebom, potencjałowi ekonomicznemu i sportowemu. Jednak dzisiaj nasze rozważania zacznijmy od daty zamknięcia ligi. W pierwszym sezonie, czyli 2011/2012, w lidze występowało 10 zespołów, ale już w sezonie 2013/14 występowało w niej 12 ekip. W kolejnych latach: 2014/15 i 2015/16 było już w lidze 14 zespołów, a teraz w ostatnim sezonie 2016/2017 i obecnym 2017/18 jest ich aż 16! Rozwój dynamiczny, ale czy był sensowny i potrzebny? Moim zdaniem, a potwierdza to rzeczywistość,  w kraju nie ma tak dużego potencjału finansowego i zainteresowania sponsorów, aby stworzyć szesnastu klubom w miarę porównywalne warunki do funkcjonowania. Obecnie dysproporcje w budżetach klubowych, a więc w konsekwencji w ich możliwościach, są jak 1: 4/5. Nic więc dziwnego, że uwzględniając konsekwencje wynikające z braku spadków, poziom ligi systematycznie się wyrównywał, ale niestety i obniżał, co było widać w meczach krajowych i europejskich pucharach. Tak nie powinna wyglądać profesjonalna liga piłki siatkowej. Jak sama nazwa mówi, to ma być najwyższy szczyt marzeń, a tak nie jest. Można wręcz odnieść wrażenie, że jeżeli już to dobrze się ma i rozwija, szeroko rozumiane otoczenie siatkówki. To przecież od poziomu ligi zależy poziom reprezentacji. Po sezonie 2017/18 liga będzie zmniejszona do 14 zespołów i być może po kolejnym jeszcze do 12, choć na górze są też głosy temu przeciwne. Narzuca się więc ciekawe pytanie: po co było poszerzać ligę, maszerować ostro do góry mimo głosów sprzeciwu, żeby teraz po sześciu latach rozpocząć marsz w dół? Kto na tym skorzystał? Na pewno nie siatkówka. Moim zdaniem w PlusLidze powinno grać, i to jest optymalne rozwiązanie, 12 zespołów z wyżej wymienionych powodów, również dlatego, że dla takiej liczby zespołów można stworzyć w końcu dobry i stabilny system rozgrywek – taki, w którym od początku do końca nie będzie absolutnie żadnych możliwości kombinowania.

PZPS po spotkaniu z selekcjonerem

Co ma pan na myśli?

– Na przykład ustawianie się do play-off, podkładanie i inne negatywne zachowania, o których od czasu do czasu bywało głośno. W tym systemie rozgrywek od początku do końca każdy zdobyty punkt będzie na wagę złota. Taki system powinien obowiązywać przez jakiś dłuższy okres, na przykład 10 lat, co zresztą też już kiedyś przedstawiłem.

Polski rynek przejęli trenerzy zagraniczni, głównie przedstawiciele “włoskiej szkoły”. Nasi szkoleniowcy są tacy słabi?

– O ile pamiętam, w roku 2005 PZPS opracował kilkuletni program, którego celem było przygotowanie wytypowanych perspektywicznych polskich trenerów do pełnienia funkcji szkoleniowca kadry narodowej. Mieli terminować w kadrze u zatrudnianych przez kilka lat najlepszych zagranicznych szkoleniowców i mieli mieć zapewnione przez PZPS dwie miesięczne praktyki w ciągu roku, we Włoszech i Brazylii. Trenerami przez te ostatnie lata byli Lozano, Castellani i Anastasi, a ich uczniami Stelmach, Sordyl, Świderek, Kowal i Panas. Gdzie są teraz? Gdzie pracują? Czy ktoś w ogóle za ten program odpowiadał i czy PZPS go jakoś rozliczył? Jak widać to pytania retoryczne! Proszę zobaczyć, jak w ostatnich latach wyglądało zatrudnianie trenerów w klubach. Od sezonu 2010/11 liga składała się z dziesięciu zespołów, które prowadziło 7 trenerów polskich i 3 obcokrajowców. Dzisiaj, w przeddzień rozpoczęcia sezonu 2017/18, wiemy, że w lidze pracować będzie tylko 5 Polaków i aż 11 obcokrajowców i to w kraju ścisłej czołówki światowej. Coś jest nie tak!

Z zagranicznymi trenerami przychodziły również sukcesy.

– W 2014 roku zdobyliśmy mistrzostwo świata, ale zwycięzców wychowali i przygotowali polscy trenerzy. Można przyjąć, że częściowo pomogła im w tym też czwórka trenerów zagranicznych pracujących w klubach i powiedzmy trener kadry. Z kolei już niedawne mistrzostwo świata juniorów to sukces wyłącznie polskiej kadry trenerskiej. Ostatnio dużo dyskutuje się w mediach o porażce na mistrzostwach Europy i losach de Giorgiego. Trenera kadry angażował PZPS i to też jego odpowiedzialność. Wszyscy kibice i PZPS zachłysnęli się dobrą, ułożoną i kombinacyjną grą ZAKSY, ale wyniki kędzierzynian to też efekt dobrze skompletowanego zespołu, stabilizacji składu i słabnącego otoczenia. W ZAKSIE było więc spokojnie i bezstresowo. Reprezentacja kraju to jednak zupełnie coś innego. Ferdinando de Giorgi nigdy nie prowadził reprezentacji, a do tego poza niewątpliwą fachowością potrzebna jest chociażby znajomość specyfiki w przygotowaniach bezpośrednio po sezonie ligowym. Potrzebny jest też zdecydowany charakter i odporność na stres, czego może brakowało. Uważam również, że PZPS powinien był zapoznać się z wcześniejszą drogą jego kariery trenerskiej. Jedynym usprawiedliwieniem może być to, że trener nie miał należytego wsparcia w swoim najbliższym otoczeniu, ale to on sam dokonał takiego wyboru, a miał przecież dwa lata na właściwą ocenę.

Mimo wszystko polska reprezentacja nie jest w rynsztoku. Jesteśmy mistrzami świata.

– Owszem, ale to było 3 lata temu. Poza juniorami, o czym wspomniałem, reprezentacja seniorów od tego czasu nie ugrała niczego, aż do tej ostatniej, nieoczekiwanej porażki. Zamiast wykorzystać tamten sukces do rozwoju siatkówki, to bezpośrednio po nim zdarzyła się nam do dzisiaj nierozliczona afera korupcyjna. Może rzeczywiście nic nie było, ale póki co to nam zaszkodziło. Zmieniono prezesa, który nie wniósł ani niczego nowego, ani lepszego, ani perspektywicznego, a tylko rozpędził poszerzanie ligi ze skutkami, o których już mówiłem. Zgodzi się pan ze mną, że owszem może i trzeba rozliczyć poczynania reprezentacji w 2017 roku, ale bezwzględnie potrzebna jest też dokładna analiza wszystkiego, co się działo od sezonu 2011/2012 łącznie z analizą struktury PZPS-u i PLPS-u oraz kosztów ich funkcjonowania, a potem zabrać się do ciężkiej pracy tylko dla siatkówki, bo ona na to zasługuje.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved