Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Kacper Popik: Warta wniesie powiew świeżości do PlusLigi

Kacper Popik: Warta wniesie powiew świeżości do PlusLigi

fot. Paweł Guzik

– Wygraliśmy pierwszego seta, w drugim utrzymywaliśmy przewagę od samego początku i tak naprawdę jak zaczęliśmy odskakiwać w trzecim, to dopiero było widać, że częstochowianie stracili wiarę i odpuszczają. A my mając kilka punktów przewagi, dalej się napędzaliśmy, mając świadomość, że jak się na chwilę rozluźnimy, to pozwolimy im wrócić do gry – podsumował czwarty mecz barażowej rywalizacji o miejsce w PlusLidze Kacper Popik, rozgrywający Aluronu Virtu Warty Zawiercie, która wywalczyła awans do elity.

Musieliście przejść długą drogę, by awansować do PlusLigi. Najpierw wygraliście I ligę, a następnie w barażach ograliście AZS Częstochowa. Sukces okupiony większym wysiłkiem bardziej smakuje?



Kacper Popik: Każdy sukces dobrze smakuje. Te mecze miały być dla nas takim fajnym podsumowaniem sezonu. Wygraliśmy I ligę i była cisza, a tak mieliśmy okazję pokazania się i zagrania kilku spotkań transmitowanych w telewizji, klub mógł się wykazać i cała Polska mogła zobaczyć, jakich mamy wspaniałych kibiców, czego tak na marginesie nie jeden klub mógłby nam pozazdrościć. Oba sukcesy smakują świetnie, bo wiemy, ile kosztowały nas wysiłku i ile serca musieliśmy w nie włożyć.

Zgodzisz się, że o waszym sukcesie paradoksalnie zadecydował przegrany pierwszy set sobotniego meczu w Zawierciu? Mieliście go na wyciągnięcie ręki, ale po porażce nie zwiesiliście głów, nie daliście rozwinąć skrzydeł rywalom i pokazaliście, że nie zamierzacie odpuszczać.

– Prowadziliśmy bodajże 23:19 i przegraliśmy… Pamiętam, jak staliśmy w kwadracie i mówiliśmy do siebie, że przez takie głupie przegranie seta zaraz się zrobi z tego „mecz”. Na szczęście to było tylko 0:1 i podrażnieni wyszliśmy na drugiego seta.

Ale w tie-breaku też przegrywaliście, a jednak udało wam się odwrócić losy meczu. Czyżby częstochowianom zabrakło pewności siebie w końcówce, a wy ją mieliście dzięki wcześniejszym sukcesom w I lidze?

– Z pewnością tak. W tym sezonie już wygraliśmy kilka spotkań, które wydawałoby się nam uciekają. Myślę, że to gdzieś nas scalało jako drużynę. Nauczyliśmy się w tym sezonie wygrywać i tego, że gdy sędzia nie zagwiżdże ostatni raz, to mecz jeszcze trwa. Mieliśmy świadomość, że ten sobotni mecz to może być klucz, walczyliśmy do ostatniej piłki i udało się wyszarpać to zwycięstwo.

W niedzielnym meczu dominowaliście niemal od początku do końca. W waszych oczach było widać wiarę w zwycięstwo, chęć do walki, podejmowane ryzyko, za to częstochowianie momentami snuli się po boisku. Element psychologiczny był głównym kołem zamachowym wygrania całej rywalizacji?

– To rywale mieli nóż na gardle, przegrywali w meczach 1:2 i grali na wyjeździe. My nie popełniliśmy tego błędu, co w sobotę. Wygraliśmy pierwszego seta, w drugim utrzymywaliśmy przewagę od samego początku i tak naprawdę jak zaczęliśmy odskakiwać w trzecim, to dopiero było widać, że częstochowianie stracili wiarę i odpuszczają. A my mając kilka punktów przewagi, dalej się napędzaliśmy, mając świadomość, że jak się na chwilę rozluźnimy, to pozwolimy im wrócić do gry.

W waszych szeregach różni zawodnicy w poszczególnych momentach brali na siebie ciężar zdobywania punktów. Swoje robili skrzydłowi, trzy grosze do wyniku dorzucali środkowi, libero dobrze bronili, ty dałeś dobrą zmianę na rozegraniu, a gra AZS-u opierała się głównie na Grebeniuku i Szymurze. Dzięki temu łatwiej było zatrzymać rywali?

– Ich gra głównie bazowała na skrzydłach i bloku. Przecież każdy z nich ma po dwa metry i jak potrafią blokować, pokazali nam już w drugim meczu w Częstochowie. My ustawiliśmy sobie mecz zagrywką, co później przełożyło się na blok i obronę. Mieliśmy dzięki temu ponad dwa razy więcej kontrataków, nie traciliśmy też punktów seriami, tylko trzymaliśmy częstochowian na dystans. Po prostu wszystko nam wychodziło, graliśmy dojrzale i pokazywaliśmy swoją grą, że z nami nie wygrają.

Po atmosferze, która panowała w hali w Zawierciu, widać, że kibice są spragnieni siatkówki na wysokim poziomie. Myślisz, że Warta wniesie trochę świeżości do rozgrywek PlusLigi?

– Atmosfera to jedno, ale my przeżyliśmy szok, wchodząc do hali w czwartek na trening, kiedy była prowadzona przedsprzedaż biletów i musieliśmy się przeciskać między ludźmi, żeby do niej wejść, bo było tylu chętnych. Mieliśmy świadomość, że będzie pełna hala kibiców, ale chyba nikt się nie spodziewał takiego zainteresowania biletami już w czwartek. Po tym widać, że miasto żyje sportem i brakuje drużyny w najwyższej lidze. Myślę, że każdy nowy zespół, który awansował do PlusLigi, wnosił pewien powiew świeżości, Warta zrobi to samo i teraz nie pozostaje nic tylko czekać na skompletowanie składu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-05-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved