Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Jan Fornal: W Krakowie można stworzyć elitarny klub

Jan Fornal: W Krakowie można stworzyć elitarny klub

fot. Tomasz Kozubek

W tym sezonie AGH Kraków zajęło najlepsze miejsce w historii klubu. Podopieczni Andrzeja Kubackiego weszli do fazy play-off, zajmując ostatecznie siódmą lokatę w  1. lidze. – Próbowałem nie schodzić z pewnego poziomu, żeby pomóc zespołowi – przyznaje Jan Fornal. Dwudziestojednoletni przyjmujący opowiada o sukcesach, kryzysie drużyny oraz rywalizacji z bratem.

To był twój pierwszy sezon w AGH Kraków. Z jakimi nadziejami przychodziłeś do klubu?



Jan Fornal: Na początku nie wiedziałem, jaki będzie skład. Zastanawiałem się, czy będziemy w czołowej ósemce, czy czeka nas walka o uniknięcie spadku. Oczywiście słyszałem, jakie nazwiska krążyły wokół drużyny, ale bardziej patrzyłem na to, kto będzie szkoleniowcem. Słyszałem zarówno dobre, jak i złe opinie na temat trenera Kubackiego. Podjąłem taką decyzję, ponieważ na pewno ciągnęło mnie do domu. Obecnie mieszkam z rodzicami, skąd dojeżdżam na treningi. Jest mi na pewno raźniej być w Krakowie niż gdzieś poza domem. Ogólnie podsumowując swój sezon, jestem zadowolony, ponieważ sporo się nauczyłem i prezentowałem niezły poziom. Jeśli odejdę po tym sezonie, to zachowam dobre wspomnienia z klubu.

Kiedy rozmawialiśmy na początku sezonu, powiedziałeś: „Nie ukrywam, że to będzie jeden z ważniejszych sezonów w mojej karierze”. Faktycznie był?

Na pewno był ważny. Niedawno „stuknęło” mi 21 lat i to już jest ten czas, kiedy trzeba się pokazać różnym trenerom. Zostając jeszcze sezon czy dwa w 1. lidze, potem może być ciężej się wybić. Zazwyczaj szkoleniowcy patrzą na młodych, utalentowanych zawodników. Po rozegraniu całego sezonu pierwszoligowego mogę powiedzieć, że nabrałem dużo doświadczenia. Ten rok nie poszedł na pewno na marne, a co będzie w przyszłym, to zobaczymy.

Podobno w inauguracyjnym meczu z Camperem Wyszków byłeś tak zaaferowany, że zapomniałeś naciągnąć ochraniaczy na kolana.

To prawda. (śmiech) Pamiętam, że tak samo stresowałem się w debiucie w poprzednim sezonie, gdy grałem jeszcze u trenera Gerymskiego [KPS Siedlce – przyp. red.], ale obydwa te pierwsze mecze wyszły mi bardzo dobrze. Może rok temu przegraliśmy ze szczecińską ekipą, ale za to w tym, po wygranej z Camperem dostałem nagrodę dla najlepszego zawodnika. Bardzo mobilizowałem się przed tym meczem, miałem takie podejście, że chcę pokazać się z jak najlepszej strony. Najważniejsze jest pierwsze wrażenie, żeby udowodnić trenerowi swoje umiejętności i to mi się udało. Później szło już z górki i prezentowałem się dobrze. Może miałem delikatny spadek formy w drugiej kolejce, ale rozegrałem cały sezon bez większych wahań. Próbowałem nie schodzić z pewnego poziomu, żeby pomóc zespołowi. 

Jaki był wasz najlepszy mecz w tym sezonie?

Ze Stalą Nysa o wejście do play-off [AGH wygrało 3:0 – przyp. red.] oraz z Wartą Zawierciem w drugiej rundzie [również 3:0 – przyp. red.]. Pamiętam, że mieliśmy dobry początek tego sezonu. Wygraliśmy z Camperem Wyszków oraz byliśmy drudzy w tabeli! Oczywiście to był dopiero początek sezonu i każdy mógł być pierwszy. (śmiech) Zdarzyły się nawet 3 wygrane z rzędu i dobrze nam się grało. Później w 10. kolejce zagraliśmy z Hutnikiem, który nas dobił. To był mecz, który powinniśmy teoretycznie wygrać, ale jak to się mówi, derby rządzą się własnymi prawami. Przyznam szczerze, że Hutnik nas po prostu zlał. To nie było fajne uczucie, po którym załamała się atmosfera. Przez kolejne 2-3 tygodnie nie było chemii w drużynie.

I jak to rozwiązaliście?

Trener nam powtarzał, że nie ma co się przejmować. Jesteśmy młodzi, jeszcze cały sezon przed nami i nie powinniśmy tego przeżywać. Ponadto nie znaleźliśmy się na straconej pozycji, ponieważ cały czas byliśmy w „ósemce”. Wierzyliśmy w siebie i wyszliśmy z tego kryzysu. Sami się zmobilizowaliśmy, tak samo jak przed meczami z Wałbrzychem i Nysą. Dostaliśmy takiego kopa, jakbyśmy byli nastolatkami.

Przed tymi spotkaniami mieliście jakąś mowę motywacyjną?

Nie, ponieważ mogę ręczyć, że wszyscy zawodnicy chcieli wprowadzić AGH do fazy play-off. Naszym celem było pokazać, że siatkówka w Krakowie istnieje i że warto w nią inwestować pieniądze, bo można tu stworzyć elitarny klub, jakim niegdyś był Hutnik. Niczego nie brakuje: miasto jest piękne, mamy ogromną 15-tysięczną halę, a sponsorzy na pewno by się znaleźli.

W tym sezonie siła ofensywna opierała się na tobie. Czułeś odpowiedzialność za drużynę?

Na początku, po pierwszych kilku meczach tego tak nie odczuwałem. Dwie, trzy nagrody MVP dały mi odpowiedź zwrotną, że dobrze się prezentuję. Po kilku meczach odbyłem rozmowę z trenerem, który potwierdził moją tezę. Duża zawdzięczam chłopakom, ponieważ siatkówka to gra zespołowa, inaczej niż w koszykówce, gdzie Stephen Curry potrafi zdobyć 50 punktów. W naszej dyscyplinie potrzebne jest dobre przyjęcie libero i dobra wystawa rozgrywającego. Będę podkreślał, że nie miałem złego sezonu i jestem zadowolony z formy, jaką prezentowałem. W tym roku czułem się zdecydowanie lepiej, ponieważ po meczu mogłem wrócić do domu i porozmawiać z tatą [Marek Fornal, były siatkarz – przyp. red.]. Nie opuścił żadnego meczu w Krakowie, a często jeździł też na wyjazdy. Inaczej motywowałem się w rodzinnym domu, niż robiłbym to, mieszkając sam. Również po przegranym spotkaniu mogłem z nim porozmawiać i je przeanalizować.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved