Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jakub Kochanowski: Otworzyliśmy głowy

Jakub Kochanowski: Otworzyliśmy głowy

fot. Katarzyna Antczak

W sobotnie popołudnie w hali Podpromie w Rzeszowie gospodarze podjęli Indykpol AZS Olsztyn. Mimo zwycięstwa w jednej z partii tego meczu podopieczni Andrzeja Kowala nie zdołali dopełnić dzieła i w niedzielę rozegrają decydujące spotkanie. – Na ten mecz zwyczajnie wyszliśmy z bardziej otwartymi głowami. Chcieliśmy zagrać swoją siatkówkę i pokazać, że cieszy nas to, co robimy i zobaczyć, jaki to przyniesie rezultat – mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki Jakub Kochanowski, środkowy drużyny z Olsztyna i najbardziej wartościowy zawodnik rewanżowego meczu.

Ten mecz to trochę echo tej sportowej wściekłości i niedosytu spowodowanego ostatnim meczem w Olsztynie?



Jakub Kochanowski:Może nie tyle wściekłości, co rzeczywiście bolała nas ta porażka w Olsztynie, bo kiedy wygrywa się 2:0 i przegrywa 2:3, to zawsze boli. Na ten mecz zwyczajnie wyszliśmy z bardziej otwartymi głowami. Chcieliśmy zagrać swoją siatkówkę i pokazać, że cieszy nas to, co robimy i zobaczyć, jaki to przyniesie rezultat. I stało się, jak się stało.

Ten trzeci set to trochę wisienka na torcie. Wywarliście na rywalu presję, jaką chyba od początku spotkania chcieliście narzucić.

– Zgadza się. Pokazaliśmy to przede wszystkim w polu serwisowym. Od początku chcieliśmy przyprzeć rywala do muru i to zrobiliśmy. Zagrywka w tym meczu wyjątkowo nam, mówiąc kolokwialnie, „siedziała”. Nie wiem, czy uda się to powtórzyć w następnym meczu, bo rzadko kiedy tak zagrywamy. Tak prezentując się w polu serwisowym, naprawdę możemy bić się z każdym.

Atmosfera w hali Podpromie podczas tego meczu chyba trochę utrudniła wam przeprawę z gospodarzami?

– My jesteśmy troszkę kontrowersyjni, co przejawiało się chociażby w tym, że Paweł Woicki lubi rozmawiać z sędziami. Jest to coś, czego rzeszowscy kibice nie wybaczają. „Kocioł” był naprawdę wielki, ale tak naprawdę to nie przeszkadza. Jeśli są emocje, nawet negatywne kierowane w naszą stronę, to też nas mentalnie motywuje i gra nam się paradoksalnie lepiej.

Od początku sezonu oscylowaliście gdzieś w czołówce, w związku z czym środowisko siatkarskie narzuciło na was swego rodzaju presję. Odczuwacie ją teraz, w tym punkcie kulminacyjnym sezonu?

– Myślę, że nie. Sami na pewno nie narzuciliśmy sobie presji. Jedyną presją, jaką chcieliśmy sobie narzucić, to jest radość z tego, co robimy. Grać tak, jak robimy to na treningach, jak potrafimy robić to w naszych lepszych meczach i robić to tak, żeby sprawiało nam to przyjemność. Jeżeli tak się gra, to wiele można osiągnąć, daleko zajść i tak było też w tym spotkaniu.

Czwarty set to trochę przeciąganie liny. Wy chyba lubicie tak grać.

– O tak. (śmiech) W tym sezonie naprawdę rekordowo dużo mieliśmy takich właśnie sytuacji, w których trzeba było grać na przewagi albo jakieś długie tie-breaki. Z takich sytuacji zbieramy też doświadczenie, które procentuje. Nie pękamy, a na pewno staramy się nie pękać.

Bardzo zasłużone MVP po tym meczu powędrowało na pana ręce. Chyba fajnie dostać taką statuetkę po spotkaniu szczególnie w Rzeszowie.

– Bardzo dziękuję. Przyznam, że fajnie, bo to też i dla mnie pamiątka na przyszłość. Patrząc na tę statuetkę, przypomnę sobie, że był taki mecz, bardzo ważny swoją drogą, gdzie byliśmy pod ścianą i potrafiłem się zebrać na tyle, żeby mnie wybrano tym najbardziej wartościowym zawodnikiem. Muszę przyznać, że jestem z siebie dumny i mam nadzieję, że zagramy w następnym meczu wszyscy tak, jak miało to miejsce w tym spotkaniu i też będziemy cieszyć się ze zwycięstwa.

Jak pana zdaniem spełnia się ta formuła rozgrywek? Mam na myśli chociażby fakt, że te słabsze zespoły już po części zakończyły sezon, natomiast drużyny, których zawodnicy stanowić będą o sile reprezentacji, są w najważniejszym i najbardziej wymagającym momencie sezonu. Ta czołówka, którą stanowicie, pojedzie na zgrupowanie zmęczona i zapewne praktycznie bezpośrednio.

– Myślę, że w tym już jest głowa trenera, żeby nas dobrze poprowadzić. Rozmawiałem i podejrzewam, że chyba każdy z nas rozmawiał z trenerem Vitalem Heynenem i wie, że on ma na to pomysł. Nam nie wypada nic innego, jak zaufać szkoleniowcowi tak, jak powinno to wyglądać w całej sportowej karierze i siatkarskim życiu, bo na tym to polega, żeby ufać trenerowi i obserwować rezultaty.

Czy Jakub Kochanowski zdąży się zregenerować dostatecznie przed sezonem reprezentacyjnym?

– Mam taką nadzieję. Uważam, że tak, bo będzie to prawdopodobnie z cztery czy pięć dni nawet, więc będzie trzeba poleżeć trochę na kanapie i do roboty. (śmiech)

Jak w takim razie wygląda to wasze nastawienie na jutrzejszy mecz z wielką Asseco Resovią Rzeszów?

– Będziemy się bawić siatkówką i zobaczymy, co się stanie. (śmiech)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved