Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Jakub B. Bączek: Duch zespołu nie stworzy się sam

Jakub B. Bączek: Duch zespołu nie stworzy się sam

fot. Izabela Kornas

– Musimy obiektywnie spojrzeć na to, że zmiany pokoleniowe zaszły w każdej drużynie narodowej, nie tylko polskiej. Myślę, że nie ma co szukać racjonalnych argumentów, bo przyczyny obecnego stanu polskiej siatkówki mogą być zupełnie inne niż tylko braki kadrowe czy zakończenie karier przez kilku podstawowych zawodników – mówi Jakub B. Bączek, trener mentalny siatkarzy z 2014 r.

Ostatni sukces reprezentacja Polski osiągnęła trzy lata temu, zdobywając w Katowicach mistrzostwo świata. Od tego czasu zawodzi na każdej kolejnej imprezie. Początkowo jako główny powód wskazywano zakończenie kariery przez podstawowych graczy „złotej drużyny” Stephane’a Antigi. A według pana?



Jakub B. Bączek: – Z jednej strony możemy iść na łatwiznę i mówić, że brak Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego czy Pawła Zagumnego robi różnicę. Z drugiej – chcąc być w stu procentach uczciwym – musimy obiektywnie spojrzeć na to, że zmiany pokoleniowe zaszły w każdej drużynie narodowej, nie tylko polskiej. Wielkie zmiany nastąpiły chociażby w reprezentacji Rosji, która zdobyła mistrzostwo Europy. Myślę, że nie ma co szukać racjonalnych argumentów, bo przyczyny obecnego stanu polskiej siatkówki mogą być zupełnie inne niż tylko braki kadrowe czy zakończenie karier przez kilku podstawowych zawodników.

Jakie to mogą być przyczyny?

– Mogę powiedzieć, co rzuciło mi się w oczy, gdy oglądałem mecze w telewizji. Wydaje mi się, że problemem naszej kadry może być team spirit. W biznesie często bywa tak, że młodzi menedżerowie idący do wielkich korporacji myślą, że w ich zespole duch stworzy się sam, że ludzie sami się „dotrą” i jakoś to będzie. Wszystkie badania psychologiczne i socjologiczne pokazują natomiast, że duch zespołu nie stworzy się sam. Tutaj wracam pamięcią do 2014 roku, kiedy razem ze Stephane’em Antigą robiliśmy bardzo dużo, aby zawodnicy mieli wspólną obsesję zrobienia czegoś wielkiego i aby ten zespół był bardzo zżyty. Dbaliśmy o ich dobre relacje. Teraz widzę, nawet nie będąc z nimi, że ten team spirit nie jest na wysokim poziomie. Oczywiście sceptycy powiedzą, że wygrywa się zagrywką czy skutecznością w ataku i w pełni się z tym zgodzę, bo to co sportowe i fizyczne w siatkówce jest najważniejsze. Proszę mi jednak wierzyć, że jeśli team spirit jest na odpowiednim poziomie, to człowiek daje z siebie więcej. Zwłaszcza w sytuacji kryzysowej, czy gdy poziom obu drużyn jest wyrównany. Na takim etapie duch drużyny może decydować o tym, kto wchodzi do finału mistrzostw Europy, a kto odpada już w barażach.

Taki stan rzeczy trwa od dawna?

– Wydaje m się, że już w Memoriale Huberta Wagnera – mimo triumfu w turnieju – ten zespół nie był bardzo skonsolidowany. Gdy kończyła się akcja, to zawodnicy spotykali się na środku, przybijali piątki i szybko rozchodzili w swoją stronę. Kibice, którzy pamiętają mistrzostwa świata, mają w pamięci, że po każdym zdobytym punkcie reakcja była inna. Nawet Mariusz Wlazły, który ma dość powściągliwy charakter, skakał jak piłeczka po ważnej i udanej akcji. Teraz czułem, że to zbiór indywidualności, a nie drużyna.

Ostatnio w kadrze nie było trenera mentalnego, ale włoski psycholog. To dobry pomysł?

– Myślę, że utrudnienie, bo jeśli pracował z chłopakami, to miał potrójny kłopot. Nawet jeśli komunikował coś cennego, to myślał po włosku, tłumaczył na angielski, a zawodnik z angielskiego przekładał na polski. W momencie gdy rozmawia się o uczuciach i emocjach, to taka potrójna robota może doprowadzić do nieporozumień i katastrof.

Cała rozmowa Michała Kalinowskiego w serwisie „Katowicki Sport”

źródło: Katowicki Sport

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved