Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Jacek Nawrocki: Czasu jest bardzo mało

Jacek Nawrocki: Czasu jest bardzo mało

fot. FIVB

– Są zmiany, ale nie mieliśmy na nie wpływu. Nie wynikły one z selekcji, a ze zdarzeń losowych – mówi o powołanej kadrze na turniej kwalifikacyjny do mistrzostw świata trener Jacek Nawrocki. – Brakuje kilku kontuzjowanych. Nie ma wspomnianej Ganszczyk czy Ani Grejman, która przez uraz stawu barkowego straciła praktycznie cały sezon ligowy. Potrzebuje więc adaptacji i wejścia w trening – dodaje selekcjoner reprezentacji Polski kobiet.

W lecie naszą drużynę czeka kilka bardzo ważnych turniejów, m.in. kwalifikacje do mistrzostw świata, World Grand Prix i na końcu mistrzostwa Europy. Nie za dużo tych wyzwań?



Jacek Nawrocki:Faktycznie, ten sezon reprezentacyjny różni się od poprzednich. Jedyną wspólną cechą jest chyba tylko skład kadry. Staramy się iść drogą, którą obraliśmy w zeszłym sezonie. Postawiliśmy na grupę zawodniczek i 90 procent z tych, które zaczęły ten projekt, nadal jest z nami. Co do treningu, to jest on zupełnie inny. Już za tydzień mamy kwalifikacje do mistrzostw świata, więc Szczyrku pracowaliśmy przede wszystkim nad taktyką. Nie ma natomiast mowy o budowaniu wielkiej formy sportowej czy redukowaniu błędów technicznych u dziewczyn, jak to było przed rokiem, bo po prostu nie ma na to czasu. Wszystko, co robiliśmy na zgrupowaniu w Beskidach, było podporządkowane jak najlepszemu przygotowaniu się do kwalifikacji. Była to zupełnie inna praca niż przed rokiem. Czasami może intensywniejsza, ale zdecydowanie krótsza i oparta na taktyce. Potem też nie będziemy się zajmowali budową formy. Będzie można mówić jedynie o jej podtrzymywaniu. Między jednymi a drugimi zawodami dzielą nas raptem trzy, może trzy i pół mikrocyklu, więc na treningi nie ma szans. To powoduje, że tak naprawdę obecny sezon reprezentacyjny bardzo przypomina ligowy. Nie ma mowy, by trafić na okres ośmiu, dziewięciu tygodni na przygotowanie się do danej imprezy.

Personalnie drużyna jest jednak trochę zmieniona. Brakuje między innymi Kamili Ganszczyk…

– Oczywiście, że są zmiany, ale nie mieliśmy na nie wpływu. Nie wynikły one z selekcji, a ze zdarzeń losowych. Brakuje kilku kontuzjowanych. Nie ma wspomnianej Ganszczyk czy Ani Grejman, która przez uraz stawu barkowego straciła praktycznie cały sezon ligowy. Potrzebuje więc adaptacji i wejścia w trening.

Po raz pierwszy spotyka się pan z takim natłokiem ważnych imprez?

– Nie. Już podczas pracy w klubie bywały momenty, że graliśmy superpuchar, rozpoczynaliśmy ligę i graliśmy Puchar Świata, wiele przy tym podróżując. Nie jest to więc dla mnie nowa sytuacja. Wymusza ona jednak inne podejście do selekcji. Musimy postawić na jedną drużynę. Nie możemy się podzielić. Nie ma bowiem Ligi Europejskiej, nie ma innych zawodów, a wszystkie imprezy, w których wystąpimy, są ważne, co wymaga gry jednym zespołem. Oczywiście nie mówię, że będzie to 12 czy 14 zawodniczek. Myślę o 18 dziewczynach. Na pewno będą roszady, ale szkielet będziemy chcieli mieć taki sam. Z pewnością będzie to oznaczać większe obciążenia… Inne reprezentacje też tak grają, więc nie ma co narzekać.

Ten szkielet ma pan w głowie?

– Tak. O tym, na kogo mogę liczyć, wiedziałem już w październiku.

W ubiegłym roku formę budowaliście przez dłuższy czas. W tym do osiągnięcia wysokiego poziomu muszą wam wystarczyć trzy tygodnie. To spory problem?

– Faktem jest, że to dodatkowa trudność, bo turniej kwalifikacyjny odbywa się około 10 dni wcześniej niż inne. Tego czasu rzeczywiście jest bardzo mało, więc – tak jak mówiłem wcześniej – nie ma mowy o przygotowaniu motorycznym, fizycznym czy wytrzymałościowym. Praktycznie jest tylko mowa o taktyce. Nie mamy wpływu na dyspozycję fizyczną dziewcząt. Musimy bazować na tym, w jakim stanie przyjechały na zgrupowanie. Czy ten stan będzie wystarczający, zobaczymy bezpośrednio w graniu. W tej chwili musimy też bardzo uważać na obciążenia, bo jedne dziewczyny grały w play-off więcej, a inne mniej. Podczas tego okresu w klubach zwykle trenuje się bardzo lekko.

Już za dwa tygodnie pierwsze wyzwanie – kwalifikacje mistrzostw świata 2018. To… Mont Blanc czy Mount Everest?

– Awans i wejście do czołówki światowej, o co walczymy od kilku lat, byłby niezwykłym sukcesem. Czy stać nas na to? Trudno wyrokować. Niestety, w naszej lidze bardzo rzadko, poza kilkoma zawodniczkami – nawet tymi, które są w Szczyrku – Polki pełnią rolę liderek pod względem technicznym, taktycznym i mentalnym swoich zespołów. Takich dziewczyn na pewno nam brakuje. Wprawdzie reprezentacja nie jest miejscem do kreowania podobnych postaw, ale na pewno niektórym z tych dziewczyn pomoże.

W kwalifikacjach zagracie z Serbią, Czechami, Słowacją, Islandią i Cyprem. Do mistrzostw awansuje tylko zwycięzca, a druga drużyna wystąpi w barażu. Jak pan oceni rywalki?

– Serbki, wicemistrzynie olimpijskie, obecnie są najmocniejsze w Europie i zdecydowanie należą do światowej czołówki. Dla kibiców będzie to atrakcyjny spektakl. Mam nadzieję, że nasze dziewczyny staną na wysokości zadania i zagrają dobre spotkanie, a przede wszystkim pokażą wiarę. Kluczowymi meczami powinny być te z Czechami i Słowacją. Ekipy te są na podobnym poziomie co my i zdecydowanie leżą w naszym zasięgu. Cypr i Islandia są słabsze, co będzie widać na boisku.

Rozmawiali Michał Micor i Włodzimierz Sowiński – cały wywiad w serwisie katowickisport.pl

źródło: katowickisport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2017-05-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved