Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Jacek Kasprzyk o kadrze siatkarek: Optymistycznie patrzę w przyszłość

Jacek Kasprzyk o kadrze siatkarek: Optymistycznie patrzę w przyszłość

fot. Katarzyna Antczak

– Musimy pokazać, że polski szkoleniowiec też potrafi do czegoś dojść. Trzeba tylko trochę cierpliwości – mówi prezes PZPS-u Jacek Kasprzyk, zapewniając, że Jacek Nawrocki nadal będzie prowadził reprezentację Polski siatkarek. Pod wodzą Nawrockiego zespół odpadł z mistrzostw Europy, przegrywając baraż o ćwierćfinał z Turczynkami. – Myślę, że przyszły sezon będzie już przełomowy – mówi prezes. I przekonuje, że w ciągu trzech lat drużyna rozwinie się na tyle, że zagra na igrzyskach w Tokio.

„Mało kto stawiał, że wyjdziemy z grupy” – mówi Joanna Wołosz po mistrzostwach Europy. Polki odpadły po barażu o ćwierćfinał, a kapitan drużyny chce pokazać, że to i tak dobry wynik. Mogliśmy nie wyjść z grupy, w której były też Węgierki? Z nimi chyba nie możemy przegrywać?



Jacek Kasprzyk: – Do dobrego wyniku zabrakło dwóch-trzech punktów w barażu z Turcją. Ale może to lepiej, że było niepowodzenie, przynajmniej dziewczyny wiedzą, że jeszcze muszą dużo pracować, ale też widzą, że dystans do silniejszych drużyn został skrócony. Z drugiej strony jeden z dziennikarzy napisał, że nasze dziewczyny awansowały do elity World Grand Prix, bo FIVB przeprowadziło reformę. Nie, nasza drużyna awansowała sportowo, wygrała turniej finałowy drugiej dywizji. Bez wątpienia ten sezon był średni. Pierwszy turniej, czyli kwalifikacje do mistrzostw świata, był przegrany, później było zwycięstwo w drugiej dywizji World Grand Prix i to jest fakt, awansu bezpośredniego nikt dziewczynom nie odbierze, za to należą im się słowa uznania. A mistrzostwa Europy? Wszystko zaciemnił ostatni mecz. Przez chwilę pokazała się w nim na lewym skrzydle Julia Twardowska. To jest dziewczyna mająca 188 cm wzrostu, nie grała wcześniej, nie było jej w Grand Prix, szykowała się dopiero do mistrzostw Europy. Coś drgnęło. Inaczej drużyna grała w obronie, wyglądała lepiej, zyskała kolejne doświadczenia. A gdyby tego doświadczenia było trochę więcej, to z Turczynkami byśmy nie przegrali.

Boli szczególnie końcówka drugiego seta, w którym prowadziliśmy 24:22?

Tak jest, takich końcówek doświadczona drużyna na pewno nie przegrywa. Może dziewczyny już myślały o trzecim secie, a w siatkówce nic się samo nie wygra. Szkoda zmarnowanej szansy. Bardzo mi szkoda, bo grały w tym meczu bardzo dobrze, walczyły, fantastycznie broniły. Niestety cierpimy w ataku, na lewym skrzydle. Nowy sezon będzie ciekawszy, pokażą się kolejne dziewczyny. Takie jak Natalia Murek, która już przyszła z młodszej grupy, a będą sprawdzane jeszcze młodsze. Przynajmniej na lewym skrzydle, tam są dziewczyny mające po ponad 190 cm wzrostu. Optymistycznie patrzę w przyszłość.

W tym roku o to trochę łatwiej, bo wreszcie po latach pokazała się młodzież. Szóste miejsce Polek na MŚ do lat 20 to wynik, którego chyba się nie spodziewaliśmy?

Tak, nie było nas na żadnych mistrzostwach przez osiem ostatnich lat, a w tym roku byliśmy na MŚ U-20 i MŚ U-18. W U-20 wygraliśmy w grupie z Chinkami, które później zdobyły złoto.

Blisko była też wygrana z broniącą tytuły Dominikaną, której ostatecznie ulegliśmy 2:3.

No tak, po tie-breaku, w którym było 14:16. A później przegraliśmy jeszcze zacięty mecz z Turcją [1:3], decydujący o awansie do strefy medalowej. Trochę to był niefart, chociaż wiadomo, że szczęście mają lepsi, widocznie jeszcze o te dwie piłki lepsze były rywalki. Ale po tym turnieju na naszą żeńską siatkówkę patrzę z jeszcze większą nadzieją. Myślę, że przyszły sezon będzie już przełomowy, że już naprawdę będziemy się cieszyli z poziomu gry i wyników reprezentacji Polski kobiet.

Czyli trener Jacek Nawrocki dalej robi swoje, żadnego raportu przedstawiać nie musi?

Raport musi przedstawić, bo to jest coroczny wymóg Ministerstwa Sportu i Turystyki. I nasz też, naturalnie.

Ale nie musi się tłumaczyć przed zarządem, nie będzie oceniany jak niedawno Ferdinando de Giorgi?

Jest tak, jak powiedzieliśmy dwa lata temu – musimy pokazać, że polski szkoleniowiec też potrafi do czegoś dojść. Trzeba tylko trochę cierpliwości.

Rozumie pan tych, którym o nią trudno? Rozmawiałem ostatnio z Małgorzatą Glinką i Joanną Mirek, obie mistrzynie Europy uważają, że Polski Związek Piłki Siatkowej roztoczył zbyt duży parasol ochronny nad trenerem i nad drużyną.

Każdy może powiedzieć co chce. Nie będę się wypowiadał, to jest zdanie dziewczyn. Mają pełne prawo tak uważać. Ale co to znaczy parasol ochronny? Dziewczyny grają w kadrze na tyle, na ile mogą. Wie pan doskonale, że jest parę zawodniczek, którym nie po drodze z reprezentacją.

Da się coś zrobić, żeby zmieniły decyzje? System kar chyba nic tu nie da?

Jest takie polskie przysłowie – „z niewolnika nie ma pracownika”. Chyba tylko raz w historii zdarzyło się, że kara pomogła. To było w przypadku Anki Werblińskiej. Pamiętam, że za karę nie mogła zagrać w meczu Pucharu Polski. Anka nie wystąpiła w jednym takim meczu i po nim zmieniła zdanie, uznała, że jednak będzie grać w kadrze. Wtedy bardzo mocno naciskał na związek trener Marco Bonitta. Mówił, że w takim kraju jak Polska zawodniczki nie mogą sobie wybierać czy i kiedy chcą grać w reprezentacji. Niestety, później kilka zawodniczek wybierało sobie imprezy, a niektóre odmówiły reprezentowania barw narodowych.

 

Rozmawiał Łukasz Jachimiak, więcej w sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved