Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ORLEN Liga > Hubert Hoffman: Każdy mecz przeżywam bardzo mocno

Hubert Hoffman: Każdy mecz przeżywam bardzo mocno

fot. Artur Kraszewski /A.P.P.A/

W starciu beniaminków Orlen Ligi łodzianki zrewanżowały się w Atlas Arenie drużynie Budowlanych Toruń za porażkę w meczu otwarcia sezonu. Podopieczne Michała Maska triumfowały po pełnym emocji spotkaniu, od stanu 0:2 w setach odwróciły losy spotkania, a w tie-breaku broniły nawet piłek meczowych, by ostatecznie zwyciężyć 19:17 i awansować na 8. miejsce w tabeli. – Doskonale pamiętamy, jak wiele tie-breaków rozegraliśmy z ekipą z Torunia. Myślałem, że w tym meczu dziewczyny akurat nam tego oszczędzą. Na szczęście tym razem potrafiliśmy z tego piątego seta wyjść zwycięsko i to nas cieszy – mówił po meczu Hubert Hoffman, prezes zarządu ŁKS-u Commercecon Łódź.

Siatkarki ŁKS-u w starciu z toruniankami zgotowały kibicom prawdziwy „dreszczowiec”. Pan również bardzo przeżywał to spotkanie. W pewnym momencie, przy wyniku 0:2, miał pan przed oczami mecz otwarcia sezonu w Toruniu, który tak bardzo nie udał się łodziankom?



Hubert Hoffman: – Ja przeżywam każdy mecz bardzo mocno, taki już jestem. Na pewno przypomniało się tamto spotkanie, ale naszą prawdziwą bolączką są przestoje. W pierwszym secie właśnie przez to przegrałyśmy, zresztą w drugiej i trzeciej partii też bardzo dużo punktów straciliśmy w serii. W czwartym tego uniknęliśmy, to wszystko zależy od dziewczyn, jeśli zagrają swoją siatkówkę, to naprawdę z reguły wygrywamy. Mieliśmy tego przykład w meczu z BKS-em, to jest nasze szóste zwycięstwo w sezonie, kiedy zespół pokazuje to, co potrafi, nie myśli o stresie czy o nerwach związanych z pojedynkiem, to wtedy na boisku ta gra nam wychodzi. Wtedy nie możemy mieć do siebie jakiegoś wielkiego żalu czy pretensji. Nawet gdy tak jak w meczu z Budowlanymi przegrywamy 0:2, jesteśmy w stanie go „wyciągnąć”. W trzecim i czwartym secie zagraliśmy swoje i te odsłony meczu były powiedziałbym wygrane względnie na spokojnie. W tie-breaku niestety ponownie nie zabrakło nerwów, głównie przez kolejny przestój, który przytrafił się nam na początku piątego seta. Można powiedzieć, że ŁKS jest taką drużyną, która może dokonać wszystkiego. Z jednej strony pokonać zespół MKS-u Dąbrowa Górnicza, by przegrać z Budowlanymi Toruń czy sopociankami.

Można powiedzieć, że tradycji stało się zadość, bo pojedynki z toruniankami jeszcze w rozgrywkach I ligi niezwykle często toczyły się do ostatniej piłki. Pod tym względem niewiele się zmieniło…

– Dokładnie, doskonale pamiętamy, jak wiele tie-breaków rozegraliśmy z ekipą z Torunia. Myślałem, że w tym meczu dziewczyny akurat nam tego oszczędzą. Na szczęście tym razem potrafiliśmy z tego piątego seta wyjść zwycięsko i to nas cieszy.

Często przy okazji różnych wypowiedzi mówi pan, że jest realistą. Czy to 8. miejsce, na którym znajduje się ŁKS tuż po półmetku rundy zasadniczej, jest pozycją na miarę możliwości tego zespołu?

– Trudno powiedzieć, większość składu naszego zespołu to siatkarki, które rok temu same sobie zapracowały na grę w Orlen Lidze. Trzeba by było zapytać tych dziewczyn, grających jeszcze niedawno w I lidze, czy to 8. miejsce jest tym, czego by same oczekiwały. Mamy oprócz tego w drużynie takie zawodniczki jak Izabela Kowalińska, Lucie Muhlsteinova i to są na pewno nasze bardzo mocne ogniwa. Dołączyła do nas także Krysia Strasz, ale też trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że przez pół roku nie dotykała ona piłki, w związku z tym też potrzebuje czasu, by dojść do swojej optymalnej dyspozycji. Dlatego patrząc realnie, jesteśmy w miarę zadowoleni z naszego miejsca w tabeli, choć oczywiście zawsze mogłoby być jeszcze lepiej.

Czyli gdyby udało się zachować miejsce w „ósemce”, to byłby to dobry wynik?

– Myślę, że tak. Jeszcze przed sezonem wiedzieliśmy, że będzie około 5 drużyn, które między sobą rozdysponują czołowe lokaty. Wydawało się, że personalnie Chemik, Impel i Budowlane będą miały najsilniejszy skład, do tego doszły także Developres i MKS. Mówiąc szczerze, porównując tylko potencjał poszczególnych drużyn, to ta piątka jest nieco poza zasięgiem pozostałych ekip. Z kolei zespół z Bydgoszczy praktycznie gra takim zestawieniem jak w zeszłym roku, dlatego ta gra układa im się bardzo dobrze, dziewczyny są ze sobą zgrane. Co prawda u nas pozostało także wiele dziewczyn z ubiegłorocznego, mistrzowskiego sezonu, ale jednak jest wiele aspektów, które odróżniają ekstraklasę od I ligi. Choćby takie drobne rzeczy, dla niektórych niezauważalne, jak kwestia zmiany piłek. Trzeba się do nich przyzwyczaić, inaczej się takie piłki przyjmuje. Tak jak mówię – jak do tej pory naprawdę nie powinniśmy narzekać czy specjalnie się przejmować, bo to 8. miejsce na pewno nie jest złe.

Chyba największą zmianą była dla drużyny zmiana trenera. Macieja Bartodziejskiego zastąpił Michał Masek, a drużyna zareagowała na ten fakt wzorowo…

– Po zmianie trenera wygraliśmy dwa mecze z potentatami, czyli z drużynami Impelu Wrocław i MKS-u Dąbrowa Górnicza. Zmiana trenera czy składu jest wpisana w sport, takie jest życie. Udało nam się „bezboleśnie” przejść ten etap.

Jesteśmy świeżo po losowaniu par kolejnej rundy Pucharu Polski. Czeka was nie lada wyzwanie i daleka podróż, bo ŁKS zmierzy się w 1/8 finału z Chemikiem Police. Tym razem los wam chyba nie sprzyjał?

– Wiadomo, że patrząc przez pryzmat podróży, to najlepiej byłoby zagrać z drużyną Budowlanych w Łodzi. Nie powiedziałbym, że to losowanie jest dla nas jakoś szczególnie pechowe. My od początku największy nacisk kładziemy na pokazanie się z jak najlepszej strony w rozgrywkach ligowych. Z takiego meczu jak pojedynek z Chemikiem Police każda z dziewczyn może wyciągnąć wnioski, podszkolić się, podpatrzeć, jak grają siatkarki na najwyższym europejskim poziomie. Wiadomo, że nie będziemy faworytami, mogliśmy trafić na zespół Impelu czy Budowlanych, to wszystko są drużyny, które najprawdopodobniej będą walczyły o końcowy sukces w Pucharze Polski.

Przed sezonem było dużo niepokoju, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne związane z ekstraklasą, bo jako beniaminek doświadczenia na tym polu nie mieliście zbyt dużo. Wydaje się jednak, że pod tym względem chyba nie odstajecie od pozostałych ośrodków siatkarskich.

– Nie, choć rzeczywiście na początku było sporo strachu, zamieszania, nerwowości, ale myślę, że to charakteryzuje zespoły, które pierwszy sezon występują w Orlen Lidze. Dzisiaj już każdy mecz jest taki jak poprzedni, wszystkie sprawy organizacyjne są dla nas jasne. Dotarliśmy się, wiemy, jakie są oczekiwania i władz ligi, i samej Atlas Areny. Sami od siebie też wymagamy, ale przywykliśmy już do pewnych standardów.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved