Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Guillaume Samica: Siatkówka dała mi niemal wszystko, co mam

Guillaume Samica: Siatkówka dała mi niemal wszystko, co mam

fot. Klaudia Piwowarczyk

W poniedziałek 23 kwietnia po ostatnim meczu sezonu 2017/2018 odbyło się oficjalne zakończenie kariery Guillaume’a Samiki. Francuski przyjmujący opowiedział o najważniejszych momentach w trakcie kilkunastoletniej kariery, trzech latach spędzonych w Warszawie i planach na najbliższą przyszłość.  

Przed ostatnim meczem, cytując słynną piosenkę Franka Sinatry, napisałeś „And now, the end is near”… Dociera już do ciebie, że to naprawdę koniec tej wieloletniej przygody?



Guillaume Samica: – Wiedziałem, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Nie miałem pojęcia, jak zareaguję w tym momencie. Kilka łez polało się już po pierwszym treningu po zakończeniu fazy zasadniczej, ponieważ dotarło do mnie, że to mój ostatni tydzień.

Dlaczego więc zdecydowałeś się na zakończenie kariery? Ostatni sezon w ONICO jest najlepszym dowodem, że ciągle możesz grać na bardzo wysokim poziomie.

– Pierwsza kwestia, która miała na to wpływ, to życie osobiste. W tamtym roku urodziła mi się córeczka. Ostatni sezon z takim maleństwem w domu był więc bardzo trudny. Drugim powodem jest mój wiek – mam trzydzieści sześć, za chwilę trzydzieści siedem lat. Decyzję podjąłem już w grudniu, wtedy po raz pierwszy powiedziałem Stephane’owi, że to prawdopodobnie koniec mojej kariery. Zawsze powtarzałem, że zakończę karierę wtedy, kiedy siatkówka przestanie sprawiać mi przyjemność. Problem jest taki, że ona ciągle daje mi ogromną radość. Nie chcę jednak zakończyć za późno, nie chcę walczyć z samym sobą i nie być w stanie grać tak, jak robiłem to do tej pory. Może podjąłem tę decyzję za wcześnie, ale wolę zrezygnować sam, a nie zostać wyrzuconym, nie móc znaleźć klubu czy zakończyć karierę w miejscu, w którym nie będę czuł się dobrze. Polska to mój drugi dom i najlepsze miejsce do zakończenia kariery.

Lepsze od twojej ojczyzny?

– Zdecydowanie – tutaj ludzie naprawdę kochają siatkówkę i mają ogromny szacunek do tego sportu.

Niewiele brakowało, a wcale nie zostałbyś siatkarzem. Wspomniałeś kiedyś, że twoja rodzina widziała cię bardziej w piłce nożnej.

– Wiele lat temu siatkówka we Francji była dosłownie niczym, dopiero od kilku lat jest trochę lepiej. Nikt nie znał siatkarzy, liga nikogo nie obchodziła. Mój tata grał kiedyś w siatkówkę, potem został trenerem na uniwersytecie. Pamiętam, jak chodziłem na te mecze, inne spotkania oglądałem na kasetach VHS. Zawsze podobał mi się ten sport, lubiłem grać na plaży. Moja kariera zaczęła się poniekąd na plaży we Włoszech – to właśnie wtedy ktoś powiedział mi, że mam predyspozycje.

Od razu zrezygnowałeś z futbolu?

– Na początku łączyłem treningi piłkarskie i siatkarskie, ale kiedy po kilku tygodniach dostałem telefon, że mogę zostać powołany do kadry młodzieżowej, musiałem podjąć decyzję. To wszystko potoczyło się bardzo szybko, ale chyba się udało, bo teraz jestem tu, gdzie jestem.

Po tym telefonie po raz pierwszy pomyślałeś, że siatkówka może na dłużej zagościć w twoim życiu?

– Chyba nie. Podczas pierwszych treningów i meczów z kadrą młodzieżową nie zdawałem sobie sprawy ze swojego poziomu. Nie byłem świadomy własnych predyspozycji. Zaczynałem jako środkowy, nawet nie do końca znałem zasady gry. Potrafiłem serwować i atakować. Wszystko było dla mnie zupełnie nowe, ale wiele pozytywnych opinii ze strony moich trenerów sprawiło, że uwierzyłem, że może to być moja przyszłość.

I tak się właśnie stało. W seniorskiej reprezentacji Francji rozegrałeś ponad dwieście spotkań. Któreś z meczów zapadły ci wyjątkowo w pamięci?

– W pamięci zapadły mi poszczególne akcje – pierwszy punkt zdobyty podczas mojego debiutu w meczu z Czechami w 2003 roku czy ostatni punkt w kadrze w meczu z Koreą w 2012. Często wspominam także półfinał mistrzostw Europy 2009 z Rosją i finał przeciwko Polsce, finał Ligi Światowej w Rosji przeciwko Brazylii, kiedy zdobyliśmy srebrny medal. Wielkie wrażenie zrobił na mnie także pierwszy weekend w Polsce – Liga Światowa w katowickim Spodku. To było naprawdę niesamowite. Pamiętam także wielki stres, który towarzyszył mi przy pierwszym serwisie na igrzyskach olimpijskich w Atenach – nie mogłem wtedy zapanować nad drżeniem nóg, niesamowite wrażenie. Najlepsze jest to, że zaserwowałem w taśmę, piłka zatańczyła na siatce i spadła po stronie rywali. To był mój jedyny as w tym meczu. Tych meczów w reprezentacji było ponad dwieście, więc trudno wszystkie zapamiętać. Do tych kilku momentów wracam jednak myślami bardzo często.

Postacią, która non stop przewijała się gdzieś w twojej karierze, jest Stephane Antiga. To właśnie w kadrze spotkałeś go po raz pierwszy?

– Poznałem go chwilę wcześniej. Ja grałem w Trieście, Stephane był zawodnikiem Cuneo, wtedy rozmawialiśmy po raz pierwszy, to był sezon 2003/2004. Powiedział do mnie „Cześć, gollumie!”. Nawet nie chciałem się do niego odwrócić, bo nie było to najmilsze przezwisko. Na szczęście szybko przestał mnie tak nazywać. (śmiech)

Jak widać początek nie był najłatwiejszy, jednak z czasem wszystko się zmieniło – byliście kolegami z reprezentacji, konkurentami na ligowych parkietach, a na koniec trenerem i podopiecznym.

Zgadza się, nasza znajomość miała kilka etapów. Był moim bardzo dobrym kolegą w kadrze, jako rywal było już trochę gorzej, bo zazwyczaj ze mną wygrywał (śmiech), ale po prostu na to zasłużył, bo był zdecydowanie lepszy. Jeśli chodzi o ten sezon, to na początku sami nie wiedzieliśmy, jak zareagujemy na sytuację, w której on będzie musiał być moim trenerem. Przyjaźń między trenerem i zawodnikami jest trudna. W ostatnim sezonie podniósł na mnie głos może dwa, trzy razy, ale miał do tego powody. Uważam jednak, że współpraca ta wyszła naprawdę idealnie. Nie rozmawiałem z nim jeszcze na temat całego sezonu, ale mam nadzieję, że jest zadowolony z tego, co wniosłem do tej drużyny. Jako zawodnik jestem zachwycony z współpracy, bo dzięki niej mogłem się rozwijać do samego końca. Czuję, że nawet w ostatnim roku mogłem dzięki niemu polepszać swoją grę.

Wracając jeszcze na chwilę do tematu kadry – parę lat temu zrezygnowałeś z gry w reprezentacji, a w mediach pojawiła się opinia, że jednym z powodów były konflikty z młodymi zawodnikami.

– Nie do końca chodziło o problem z młodymi zawodnikami. Chcę to sprostować – po prostu nie widziałem dla siebie miejsca w tej drużynie. W ekipie było mnóstwo utalentowanych zawodników. Uważam, że lepiej zrezygnować niż zostać wyrzuconym. To była moja własna decyzja i nie żałuję jej, ponieważ uważam, że podjąłem ją w odpowiednim momencie. Drużyna udowodniła potem, że prezentuje znakomity poziom, a ja skupiłem się na grze w klubach.

No właśnie, grałeś w wielu klubach – we Włoszech, w Grecji, Rosji, Argentynie… Skąd decyzje o tak częstej zmianie klubów? W większości z nich spędziłeś po jednym sezonie.

– Wiele razy miałem po prostu pecha. Kluby, w których grałem, przestawały istnieć. Odincowo – problem z pieniędzmi, w Buenos Aires, Atenach i Mediolanie było podobnie. Chciałem zostać w wielu z tych miejsc, ale po prostu nie było takiej możliwości. Kiedy byłem we Włoszech, zrozumiałem, że nie jestem na odpowiednim poziomie, żeby grać w podstawowym składzie, dlatego wróciłem do Francji. Po pierwszym roku w Polsce chciałem zostać w Jastrzębiu, ale w tamtym momencie dostałem ofertę przedłużenia kontraktu, która w żaden sposób mnie nie zadowalała, więc odszedłem. W Polsce spędziłem jednak sześć lat, grałem tu dłużej niż w mojej ojczyźnie. Tutaj są najlepsze warunki do grania w siatkówkę. Ludzie niemal oddychają siatkówką, znakomicie ją rozumieją, dlatego również my siatkarze dobrze się tu czujemy.

W Warszawie spędziłeś jednak aż trzy lata, w żadnym innym klubie nie grałeś tak długo. Czujesz, że Warszawa to teraz twój drugi dom?

– Pierwsze dwa lata w Warszawie były dość trudne, ponieważ znowu pojawiły się problemy finansowe. W ostatnim roku było już zupełnie inaczej, wreszcie mogliśmy w pełni skoncentrować się na grze i trenowaniu, nie musieliśmy martwić się o finanse. Bardzo podoba mi się Warszawa, dobrze czujemy się tutaj z całą rodziną. Moje trzy lata w Warszawie zaczęły się z problemami, ale zakończyły bardzo pozytywnie.

W Warszawie byłeś jednym z najbardziej doświadczonych zawodników. Jak współpracowało ci się z młodymi siatkarzami?

– W poprzednich dwóch sezonach ja i Paweł Zagumny byliśmy najstarsi, w tym roku zostałem już tylko ja. W polskich, młodych siatkarzach podoba mi się to, że bardzo koncentrują się na grze i wykazują duże zaangażowanie na treningach. W Polsce jest jednak duże ryzyko. Młodzi zawodnicy, którzy zaczynają prezentować wysoki poziom, szybko stają się wielkimi gwiazdami. Muszą wtedy bardzo uważać, ponieważ w takiej sytuacji zbyt szybko można uwierzyć w swoją „wielkość”. Fajnie jest być docenianym, być na plakatach, ale trzeba na to zasłużyć i udowodnić równą grą i ciężką pracą. Na szczęście większość młodych chłopaków, z którymi tu trenowałem, znakomicie to rozumie.

Wszyscy zadają sobie teraz jedno pytanie – jakie masz plany na życie po zakończeniu kariery siatkarskiej?

– Na pewno zostanę w Warszawie, szukam właśnie mieszkania na Wilanowie. Tak jak mówiłem – ja i moja rodzina znakomicie się tutaj czujemy, więc nie ma powodu, żebyśmy stąd wyjeżdżali.

Za czym będziesz tęsknił najbardziej?

– Parę lat temu, kiedy brałem udział w meczu gwiazd, rozmawiałem z Williamem Priddym. Wtedy czuliśmy się jak gladiatorzy, którzy wychodzą na arenę walczyć na śmierć i życie. Obaj mieliśmy jednak świadomość, że już niedługo wszystko to się skończy. Na mnie właśnie przyszedł ten czas. Będę tęsknił za tym uczuciem – byciem na parkiecie i oglądaniem tłumu dookoła. Na pewno zatęsknię za rutyną, która rządziła moim życiem przez kilkanaście lat – codzienne treningi, weekendowe wyjazdy. Będę też tęsknić za adrenaliną i emocjami – presją, strachem, podnieceniem…

Co dała ci siatkówka?

– Wszystko. Miałem wzloty i upadki. Nie każdy dzień był kolorowy – były kontuzje, stres, złe wyniki. W mojej karierze pojawiło się wszystko – i zwycięstwa, i porażki. Siatkówka dała mi jednak niemal wszystko, co mam. Dzięki niej w pełni cieszyłem się życiem, podróżowałem po całym świecie, poznałem niesamowitych ludzi, z którymi będę przyjaźnił się do końca życia. Siatkówka była dla mnie wszystkim, dlatego właśnie moją przyszłość chcę związać z tym pięknym sportem. Na początku sportowa kariera wydaje się bardzo długa, ale z czasem okazuje się, że nie wiadomo, kiedy to wszystko się stało. Czas płynie bardzo szybko, dlatego każdy zawodnik powinien o tym pamiętać. Nikt z nas nie wie przecież, co stanie się na następnym meczu czy treningu.

Autorka wywiadu: Katarzyna Owczarek

 

 

 

 

źródło: onicowarszawa.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved