Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Grzegorz Ryś: Zagraniczny zaciąg ma się w PlusLidze coraz lepiej

Grzegorz Ryś: Zagraniczny zaciąg ma się w PlusLidze coraz lepiej

fot. archiwum

– W PlusLidze występuje 58 zagranicznych siatkarzy. Pamiętam, że powiększenie ligi miało dać szansę na rozwój młodych polskich zawodników i trenerów. Przynajmniej takie były założenia. Tymczasem widać wyraźnie, że zagraniczny zaciąg ma się w Polsce coraz lepiej. Polska liga powinna być przede wszystkim nastawiona na promowanie polskich zawodników i polskich trenerów – powiedział w drugiej części rozmowy ze Strefą Siatkówki Grzegorz Ryś. 

Może brak poszanowania dla pracy polskich trenerów wynika z polskiej mentalności? Często jest przecież tak, że Polacy bardziej przywiązani są do zagranicznych niż polskich marek.   



Grzegorz Ryś:  Problem polega na tym, że z definicji trener zagraniczny jest traktowany zdecydowanie lepiej niż Polak. Nikt z działaczy nie patrzy, jakie wykształcenie oraz doświadczenie ma taka osoba, ważne, że grał w siatkówkę i jest z zagranicy. Jeśli PlusLiga jest w pełni zawodową strukturą, to przede wszystkim w klubach powinni być zatrudniani trenerzy z wykształceniem, czyli mieć uprawnienia trenerskie, a także wiedzę oraz doświadczenie. Polska siatkówka nie może sobie pozwolić na to, aby w klubie czy reprezentacji pojawiała się osoba z zagranicy, która obejmując zespół, nie ma żadnego lub niewielkie doświadczenie trenerskie, nawet gdy była w przeszłości utytułowanym zawodnikiem. A takich przykładów w lidze mieliśmy już kilka. Jeśli w polskiej lidze są zatrudniani trenerzy o uznanej renomie, jak Lozano, Castellani, Anastasi czy Heynen, to jest to jak najbardziej zrozumiałe. Ale jeśli zaczynają pracę osoby, które nigdy samodzielnie nie prowadziły żadnego zespołu i uczą się (!) zawodu w PlusLidze, to ja tego nie rozumiem. Z całym szacunkiem dla tych osób, ale co my na tym skorzystaliśmy, zatrudniając Bernardiego, Gardiniego, Simojlovicia czy Tanika? Oni właśnie zaczynali w naszej lidze naukę zawodu na samodzielnym stanowisku. Czy te osoby podniosły jakość polskiej ligi? Czy to jest zadanie polskiej ligi, aby trenerzy z zagranicy uczyli się u nas zawodu? Oni za chwilę i tak wyjadą z Polski, a my pozostaniemy z narastającymi problemami. Dlatego ja osobiście uważam, że to właśnie młodzi polscy trenerzy powinni uczyć się i zdobywać doświadczenie, prowadząc na przykład zespoły z dolnej części tabeli, a nie osoby z zagranicy. Na pewno wiele osób zdziwiłoby się, gdyby wiedziało, że kilku trenerów zagranicznych pracowało i pracuje u nas bez żadnych papierów trenerskich. Zaręczam, że są tacy. W zawodzie lekarza nikt nie zatrudni osoby bez wymaganych uprawnień, bo skończyłby w kryminale. A trener piłki siatkowej to jakiś inny zawód, w którym nie wymaga się potwierdzenia ukończonych studiów trenerskich lub odpowiednich uprawnień zawodowych, żeby prowadzić zespół?  

Czyli kluby PlusLigi też nie dbają o polskich trenerów?

– Gdzie mają zdobywać doświadczenie młodzi trenerzy, skoro nie mogą pracować w lidze nawet jako asystenci, gdyż to miejsce również zajmują zagraniczni? Ale skoro zatrudnia się 11 trenerów zagranicznych oraz 4 zagranicznych asystentów, a zaledwie 5 polskich w PlusLidze, to  dokąd my zmierzamy? Nie ma takiej drugiej ligi w Europie, gdzie rodzimy trener jest zjawiskiem marginalnym. Ta sytuacja uderza również w polskich zawodników. Trener zagraniczny skupia się tylko na wyniku, bo wynik osiągnięty w Polsce jest dla niego odskocznią do dalszej kariery w Europie czy świecie. Reszta go nie interesuje.

Podobnie ma się sytuacja z zagranicznymi zawodnikami. Coraz częściej kluby ściągają przeciętniaków ze Szwecji, Białorusi, Portoryko, Bułgarii, którzy blokują miejsce polskim zawodnikom. Chyba wyjątkiem są Czarni Radom, którzy od lat stawiają na polską młodzież…

– Zawodnicy, w szczególności polscy, są również ustawiani na dalszym planie. W tym sezonie w polskiej lidze występuje 58 zawodników zagranicznych! Ilu z nich jest z najwyższej półki? Możemy doliczyć się około 10 zawodników, takich jak Toniutti, Deroo, Kampa, Oliva, Rossard, Schöps. Być może znajdziemy jeszcze z 10 prezentujących solidny poziom, natomiast pozostali po prostu blokują miejsce naszym młodym zawodnikom, odbierając im możliwość rozwoju. Przecież każde państwo chroni swój rynek, zróbmy i my tak samo. Jeśli przypomnimy sobie pewne liczby sprzed lat, to zobaczymy, że w sezonie 2005/2006 w naszej lidze zatrudniony był bodajże jeden trener zagraniczny i 16 zawodników z zagranicy (na 10 zespołów). I w roku 2006 zdobyliśmy wicemistrzostwo świata. W sezonie 2013/2014 zatrudnionych było 4 trenerów zagranicznych oraz 37 obcych zawodników. W roku 2014 zdobyliśmy mistrzostwo świata. A popatrzmy teraz na sezon 2017/2018. W PlusLidze mamy 11 zatrudnionych trenerów zagranicznych oraz 58 (!) zawodników z zagranicy. Pamiętam, że powiększenie ligi miało dać szansę na rozwój młodych polskich zawodników i trenerów. Przynajmniej takie były założenia. Tymczasem widać wyraźnie, że zagraniczny zaciąg ma się w Polsce coraz lepiej. Polska liga powinna być przede wszystkim nastawiona na promowanie polskich zawodników i polskich trenerów. Rozumiem, że mamy wolny rynek i kluby realizują swoje projekty oraz plany. Nie możemy jednak zapominać, że nadrzędnym dobrem jest reprezentacja Polski i musimy cały czas inwestować w młodych polskich zawodników oraz młodych polskich trenerów, gdyż bez takiego podejścia nie zbudujemy przyszłości polskiej siatkówki. 

Wróćmy jednak na ławkę trenerską. Czy obecnie jest faktycznie najlepszy moment na to, żeby przerwać hegemonię zagranicznych szkoleniowców i udowodnić, że polski trener również jest w stanie poprowadzić męską kadrę do sukcesów?

– Sądzę, że tak. Nie będę się upierał, że trenerem kadry musi być Polak. Ja natomiast uważam, że powinien. Według mnie jest to dosyć istotna różnica. Aby podjąć właściwą decyzję, kto powinien być kolejnym trenerem reprezentacji, należy przede wszystkim zadać jedno podstawowe pytanie i w zależności od odpowiedzi podjąć konkretne działania. Pytanie brzmi: czy reprezentacja Polski w aktualnym składzie jest w stanie awansować do igrzysk olimpijskich w Tokio i zdobyć medal? Odpowiedzi mamy dwie. Jeśli odpowiemy tak, to jak najszybciej zatrudnijmy trenera takiej klasy jak Rezende, Alekno, McCutcheon czy Stojczew albo Heynen i zacznijmy przygotowywać zespół, nie patrząc na to, co się wydarzyło kilka tygodni temu. I w tej sytuacji trener zagraniczny wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Jeśli odpowiedź brzmi – nie, to sytuacja zmienia się całkowicie. W tym przypadku powinny nastąpić zmiany w składzie reprezentacji. Możemy przypuszczać, że po dokonaniu korekt w składzie o wyniki w najbliższym okresie 3 lat może być niezwykle trudno. Być może jest to jednak konieczność? Według mnie należy jeszcze raz dokonać analizy z lat 2015-2017 i sprawdzić, dlaczego nie odnieśliśmy sukcesów, czy przebudowa zespołu po mistrzostwach świata 2014 przebiegała właściwie? Według mnie nadszedł właściwy czas, aby polski trener mógł poprowadzić reprezentację. Skoro dwóch ostatnich trenerów kadry rozpoczynało pracę bez żadnego doświadczenia z jakąkolwiek reprezentacją, to w czym gorszy będzie polski trener? Być może sukcesów na razie nie będzie, ale patrząc na ostatnie 3 sezony, widać, że żaden trener zagraniczny takiej gwarancji też nie da. Niestety musimy uzbroić się w cierpliwość.    

Wśród następców de Giorgiego wymienia się chociażby Piotra Gruszkę czy Andrzeja Kowala. Chęć wystartowania w konkursie wyrazili też Robert Prygiel i Sławomir Gerymski. Czy pan również jest zainteresowany pracą z reprezentacją Polski?

– W dalszym ciągu nie wiemy, w jaki sposób i według jakich kryteriów PZPS dokona wyboru nowego trenera reprezentacji. Jest to kluczowa kwestia, gdyż władze związku mając nakreśloną strategię rozwoju, mogą precyzyjnie wskazać kandydata lub w drodze konkursu wyłonić osobę spełniającą wymagania. Bardzo dobrze, że już zgłosili się polscy trenerzy, którzy czują się na siłach, aby poprowadzić reprezentację. Każdy trener rozpoczynając swoją karierę zawodową, marzy o tym, aby w przyszłości pracować z reprezentacją swojego kraju. Wiele lat przygotowuje się do takiej roli, gdyż jest to najlepsza motywacja do rozwoju swoich umiejętności. Jest to nie tylko duże wyzwanie, ale również olbrzymia odpowiedzialność za prowadzenie kadry. Ja również chciałbym pracować z reprezentacją Polski i być może nadszedł ten moment, aby podjąć się takiego wyzwania. Rozpoczynając swoją pracę w zawodzie trenera dwadzieścia lat temu, również stawiałem sobie za cel prowadzenie w przyszłości reprezentacji Polski. Pracowałem jako asystent i jako pierwszy trener w reprezentacji Polski kadetów, juniorów, kadry B, jak również w reprezentacjach innych krajów. Prowadziłem także zespoły ligowe i kilka medali przez te lata mam zdobytych, nie tylko na krajowym podwórku. Zdobyłem również olbrzymie doświadczenie, w szczególności w pracy z różnymi reprezentacjami. Nie podjąłem jeszcze decyzji, czy zgłosić swoją kandydaturę. Jeśli się zdecyduję, to prezes Jacek Kasprzyk będzie o tym poinformowany jako pierwszy. Terminu zgłaszania ofert nikt jeszcze nie wyznaczył.

A w jakim kierunku według pana powinna zmierzać reprezentacja? Czy powinno ją się jeszcze bardziej odmłodzić, budując już jej szkielet pod kątem igrzysk olimpijskich w 2020 roku, czy jednak wciąż powinna opierać się na bardziej doświadczonych zawodnikach, jak chociażby Łomacz, Kurek, Kubiak, Możdżonek czy Konarski?

– Po mistrzostwach świata w roku 2014 było wiadomo, że skończyła się pewna epoka i złote pokolenia z roczników 1977 oraz 1983 przechodzą do historii. Naturalną koleją rzeczy wydawało się rozpoczęcie budowy nowej reprezentacji na kolejne lata. Były ku temu podstawy, taki proces ruszył, jednakże po dwóch latach przyszło nam walczyć na igrzyskach w Rio o medal. Skończyło się na ćwierćfinale i pojawiło się kolejne pytanie, czy zbudowaliśmy już nowy zespół, czy potrzebne są następne zmiany w składzie? Rok poolimpijski sprzyja zmianom i tak postępują inne reprezentacje. Generalnie przyjmuje się, że w kadrze powinni grać najlepsi zawodnicy i przy takim podejściu w metrykę nie zagląda się zbyt często. My musimy niestety tam zaglądnąć i sprawdzić, w jakim wieku będą nasi podstawowi zawodnicy podczas igrzysk w Tokio. Marcin Możdżonek będzie miał 35 lat, Bartek Kurek i Michał Kubiak po 32 lata, Dawid Konarski 31 lat. Gdybyśmy brali pod uwagę zawodników, którzy w ostatnich latach również grali w reprezentacji (Nowakowski, Kłos, Wrona, Bartman, Jarosz), to zobaczymy, że również będą w wieku powyżej 30 lat. Jeśli awansujemy na igrzyska, prawdopodobnie będziemy najstarszą reprezentacją turnieju. Czy to zagwarantuje nam zdobycie medalu? Tego nie wiem. Wiek naszych rozgrywających  (Łomacz, Drzyzga) oraz libero (Zatorski, Wojtaszek) jest optymalny. Siłą naszego zespołu mogą być młodsi: Mika w wieku 29 lat, Kaczmarek, Bieniek, Muzaj po 26, Szalpuk i Śliwka po 25 lat, Lemański 24. Czy jeszcze młodsi z rocznika 1997 będą mieli na tyle umiejętności, aby pomóc? Tego też nie wiem. Nowego trenera reprezentacji czekać więc będzie bardzo trudne zadanie.

Zobacz również
Grzegorz Ryś: Nadchodzi czas na polski sztab szkoleniowy

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-10-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved