Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Fabian Drzyzga: Przejadło mi się nasze środowisko

Fabian Drzyzga: Przejadło mi się nasze środowisko

fot. Katarzyna Antczak

– O Polaków nie dba się w taki sposób, w jaki się powinno. Paradoksalnie z każdej strony słyszy się, że w pozostałych krajach jest inaczej. Włoch we Włoszech traktowany jest zdecydowanie lepiej niż obcokrajowiec – to zagraniczni gracze muszą dwa razy bardziej zapieprzać i grać lepiej niż miejscowi. U nas pieje się nad każdym Amerykaninem, Francuzem czy Włochem, mają wszystko, co chcą, a Polaków traktuje się zdecydowanie gorzej – powiedział o powodach wyjazdu z Polski reprezentacyjny rozgrywający, Fabian Drzyzga.

Plaża, słońce, morze – co przyciągnęło pierwszego rozgrywającego polskiej reprezentacji do ligi greckiej, która nie jest uważana za europejską potęgę?



Fabian Drzyzga:Przez kryzys, który dopadł cały kraj, liga grecka nie jest szeroko pojętym „rajem”, ale sam Olympiakos w skali światowej nie jest również „no name’em”. Jest to drużyna, która od wielu lat osiąga sukcesy zarówno u siebie, jak i na arenie międzynarodowej. Zespół budowano w bardzo ciekawy sposób. W głowach jego władz powstał projekt, w efekcie którego chcą odzyskać mistrzostwo Grecji i zaliczyć dobry występ w europejskich pucharach. Głównie ten czynnik złożył się na to, że zdecydowałem się podpisać kontrakt właśnie z tym klubem.

W okienku transferowym łączono pana z Gi Group Monza – niektórzy byli wręcz pewni, że dołączy pan do tego zespołu. Co nie wyszło?

– To prawda, rozmowy trochę trwały. Klub z Monzy przestał jednak się odzywać i tak naprawdę do tej pory nie wiem, dlaczego tak się stało. Doszły mnie słuchy o problemach finansowych zespołu, ale w tym momencie już w to nie wnikam. Takie jest życie – nie zawsze wszystko jest jasne.

Liga grecka nie jest stawiana w gronie najmocniejszych. Jej przedstawiciele nie wygrywali w ostatnim czasie europejskich pucharów. Nie obawia się pan, że dla wielu może być to sygnał kroku w tył w pana karierze? A może patrzy pan na to zupełnie inaczej – jako na olbrzymi skok w przód, bo to pierwszy zagraniczny wyjazd?

– Chyba nie rozpatruję tego w kategoriach kroku w przód czy w tył. Nie rozważam również, czy jest to mniejsza czy większa liga. Jesteśmy profesjonalnymi zawodnikami, którzy podpisują kontrakty w miejscach, z których spływają oferty, a niekoniecznie tam, gdzie pcha ich ambicja. Nasze życie w dużej mierze nie opiera się na marzeniach czy chęciach. Jedni pragną grać w Brazylii, bo jest tam fajna pogoda, inni wybierają miejsca, gdzie jest dobre jedzenie…

A w Grecji będzie pan miał to wszystko.

– Dokładnie! Z tego, co słyszę od różnych ludzi, to Ateny są świetnym miejscem do życia, Pireus zbiera same pozytywne recenzje, więc jestem pewny, że razem z żoną będzie nam się tam dobrze żyło. Nie boję się o klub, ponieważ mam świadomość, że istnieje on od wielu lat i zdążył wypracować sobie dobrą markę. Jest on wielosekcyjny, więc wydaje mi się, że organizacyjnie nie powinno być z nim żadnych problemów. Nie jest to dla mnie ani krok w tył, ani w przód, ale po prostu nowe doświadczenie i zobaczymy, co ono przyniesie. W siatkówkę wszędzie gra się przecież tak samo.

Czuje się pan kontynuatorem polskiej drogi w Grecji? Wcześniej w klubach z tego kraju grali Paweł Zagumny, Dawid Murek czy Łukasz Żygadło i dla każdego był to początek wielkiej kariery albo w Polsce, albo na świecie.

– Nie patrzę w ten sposób. Każdy ma swoją karierę i obiera własną ścieżkę. Niektórzy całe życie zostają w Polsce i tu osiągają największe sukcesy, a inni tak, jak ja, po dziewięciu latach decydują się coś zmienić. Rozumiem też takich, który od razu decydują się grać za granicą. Jakby to ująć – każdy jest kowalem własnego losu.

„Każdy jest kowalem własnego losu” w ustach byłego gracza Asseco Resovii Rzeszów brzmi dwojako. Jak bardzo chciał pan wyjechać z Polski po ostatnim sezonie spędzonym na Podkarpaciu?

– Bardzo chciałem wyjechać. Nie miałem żadnych myśli, które upewniałyby mnie w tym, że mam zostać w Polsce. Przejadło mi się nasze środowisko, które jest dość specyficzne w porównaniu do innych.

Na czym według pana polega ta specyfika?

– O Polaków nie dba się w taki sposób, w jaki się powinno. Paradoksalnie z każdej strony słyszy się, że w pozostałych krajach jest inaczej. Włoch we Włoszech traktowany jest zdecydowanie lepiej niż obcokrajowiec – to zagraniczni gracze muszą dwa razy bardziej zapieprzać i grać lepiej niż miejscowi. U nas pieje się nad każdym Amerykaninem, Francuzem czy Włochem, mają wszystko, co chcą, a Polaków traktuje się zdecydowanie gorzej. Myślę, że potwierdzą to wszyscy zawodnicy, który występują za granicą.

*cały wywiad Sary Kalisz w serwisie sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-07-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved