Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Dziesięciominutowa przerwa w logice

Dziesięciominutowa przerwa w logice

fot. PLPS

W piątek wystartował kolejny sezon rozgrywek PlusLigi, za dwa tygodnie czekają nas pierwsze mecze Ligi Siatkówki Kobiet. Przyzwyczailiśmy się już do różnych eksperymentów i testowania nowych rozwiązań, niezmiennie dziwi jednak to, że działacze czasem zbyt długo obstają przy zmianach, które zupełnie się nie sprawdzają.

Profesjonalna Liga Piłki Siatkowej jest spółką akcyjną zrzeszającą wszystkie kluby męskiej i żeńskiej ekstraklasy, która zarządza rozgrywkami PlusLigi i Ligi Siatkówki Kobiet. To kluby wybierają władze ligi, radę nadzorczą i to kluby lub ich przedstawiciele podejmują najważniejsze decyzje dotyczące ekstraklasy. Wszystkim zapewne przyświeca myśl, by były to rozgrywki coraz lepsze i wiele naprawdę świetnych pomysłów zostało w ciągu ostatnich kilku lat wdrożonych w życie. Liga się rozwija, zmienia i gdyby chcieć uchwycić całościowy trend – zmienia się na lepsze.



Każda zmiana wymaga sprawdzenia, przetestowania, często na żywym organizmie. Tak też wprowadzano system challenge, który sprawdza się coraz lepiej i bardzo pomaga nie tylko sędziom, ale również zespołom. Podobnie było z protokołem elektronicznym, który nie bez wpadek na stałe już zadomowił się w rozgrywkach polskiej ekstraklasy. Można by tu wspomnieć o kilkunastu innych zamianach, które być może nie są tak widoczne dla kibica, ale znacznie usprawniły rozgrywki, czyniąc je atrakcyjniejszymi.

Czasem jednak działacze wpadają na pomysły, które zupełnie się nie sprawdzają. Tak było z rozgrywkami Młodej Ligi, z których zrezygnowano dopiero po kilku latach, chociaż były z roku na rok coraz bardziej krytykowane. Wszyscy pamiętają zapewne fascynację ligą NBA i pomysł wprowadzenia draftu w PlusLidze, potem w ekstraklasie kobiet. Pomysł przekładano na kolejny rok, kolejny, aż w końcu całkowicie go porzucono, na szczęście dla zawodników i klubów bez fazy testowej. Takim nowym pomysłem było również wprowadzenie rok temu dziesięciominutowej przerwy po drugim secie. Argumentowano to potrzebami telewizji (więcej reklam w takiej przerwie) oraz wskazywano na powody marketingowe, które miałyby pomóc klubom. W 10 minut można przeprowadzić konkursy, kibice mogą skorzystać z toalety, a przede wszystkim ze stoisk z pamiątkami i gastronomicznych. Wprowadzona zmiana niemal natychmiast spotkała się z krytyką zawodników i trenerów, a zwłaszcza fizjoterapeutów, którzy wskazywali na wybicie z rytmu meczowego, ostygnięcie mięśni, większe prawdopodobieństwo kontuzji itp. Po sezonie, w którym dziesięciominutowa przerwa funkcjonowała, większość głosów była przeciwnych jej utrzymaniu.

Za jej zniesieniem przemawiał również fakt, że w rozgrywkach europejskich i światowych takiej przerwy się nie stosuje. Tam na potrzeby TV wystarczą przerwy techniczne i nasze kluby grające w europejskich pucharach musiały się przestawiać na inną dynamikę spotkania. Mimo wszystkich argumentów przeciw dziesięciominutowa przerwa po drugim secie została utrzymana, co więcej, zlikwidowano w polskiej lidze przerwy techniczne. Zupełnie odwrotnie niż w rozgrywkach międzynarodowych. „Oni się nie znają, my wiemy lepiej” – chciałoby się powiedzieć…

Rzecznik PLPS-u argumentował, że część klubów była za pozostawieniem długiej przerwy i znakomicie ją wykorzystuje. Osobiście znam jeden klub z PlusLigi, który faktycznie świetnie tę przerwę potrafi wykorzystać i mocno optował za jej pozostawieniem. Być może o kilku nie wiem, ale nawet gdyby było ich w sumie 10, to i tak jest to 1/3 wszystkich występujących w rozgrywkach PLPS-u. Zdanie zawodników i trenerów zostało zignorowane. I tak w PlusLidze, i LSK nasze kluby będą grały bez przerw technicznych, za to z długą przerwą po drugim secie, a w pucharach z przerwami technicznymi i z trzyminutową przerwą po każdym secie. Muszą się jakoś przyzwyczaić zapewne. Kibice, którzy coraz częściej wybierają widowiska bez przerw, trzymające cały czas w napięciu i emocjach (oczywiście wyjątkiem jest piłka nożna), również będą musieli tę przerwę jakoś przełknąć.

W pierwszym meczu PlusLigi w Lubinie kibiców zbyt wielu nie było. Być może miał na to wpływ dzień tygodnia (piątek), być może transmisja w telewizji. Ci, którzy zasiedli na trybunach i przed odbiornikami, dość długo jednak zastanawiali się, jak to możliwe, by libero jednej z drużyn miał koszulkę łudząco podobną do koszulek pozostałych członków zespołu. Przecież przepisy gry jasno mówią o „kontrastującym kolorze” koszulki libero. Pomarańczowy i miedziowy kontrastujące nie są, do tego zlewały się z powierzchnią boiska i Marcina Krysia trzeba było rozpoznawać bardziej po sylwetce. Nie wiem, czy błąd został popełniony podczas procesu zatwierdzania kolorów strojów Cuprum Lubin, czy błąd popełnił komisarz zawodów, dopuszczając taką kolorystykę strojów, czy też może po prostu ktoś nie zdążył z produkcją koszulek na czas. Wypadło to słabo i kibice, którzy przecież już wszyscy posiadają kolorowe odbiorniki, mogli poczuć się nieco zlekceważeni. Poza tym jeśli umawiamy się, że gramy według przepisów gry w piłkę siatkową, to stosujmy zarówno przepis o dotknięciu siatki, ataku z drugiej linii, ale również o kontrastującym kolorze koszulki libero – zwłaszcza w profesjonalnej lidze.

Jeszcze jedna rzecz rzuciła się w oczy podczas pierwszego meczu PlusLigi. Dotychczasowe logo sponsora, który niedawno wycofał się z finansowania ligi żeńskiej i PLPS-u, zastąpiło inne logo. Można długo dyskutować o potrzebie i celowości reklamowania się PLPS-u na meczach PLPS-u, podejrzewam jednak, że logo ligi znalazło się tam w zastępstwie i po prostu lepiej wygląda niż puste miejsce. Miejmy nadzieję, że szybko zastąpi je znak sponsora, ale to już temat na inną rozmowę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved