Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Dominika Witowska: Nauczyłyśmy się przestać kalkulować

Dominika Witowska: Nauczyłyśmy się przestać kalkulować

fot. Roman Biliński

Siatkarki Uni Opole po niespodziewanym zwycięstwie nad drużyną z Radomia były bardzo bliskie pokonania liderek tabeli I ligi. Opolanki poległy dopiero po tie-breaku i choć ich gra w barażach wydaje się nieuchronna, to ich dyspozycja w ostatnich meczach pozwala patrzeć na decydującą część sezonu z optymizmem. – Okazało się, że kiedy nie musimy zmagać się we własnych głowach z widmem porażki, to potrafimy zagrać naprawdę niezłą siatkówkę – mówiła po spotkaniu Dominika Witowska, środkowa ekipy z Opola.

Przegrałyście z drużyną Wisły 2:3, ale tak naprawdę taki rezultat wiele osób przyjęłoby po pierwszych dwóch setach z niedowierzaniem. W ostatnich meczach prezentujecie naprawdę wysoką formę. Spodziewałaś się, że jako przedostatni zespół I ligi wywieziecie z Warszawy punkt?

Dominika Witowska: – Dla nas ten wynik też jest bardzo pozytywną niespodzianką. Zacznijmy jednak od tego, że był to nasz drugi mecz, który postanowiłyśmy rozegrać bez presji wyniku. Powiedziałyśmy sobie, że gramy przede wszystkim dla siebie i kibiców, chcemy, aby szczyt formy przyszedł na te ewentualne mecze barażowe. Okazało się, że kiedy nie musimy zmagać się we własnych głowach z widmem porażki, to potrafimy zagrać naprawdę niezłą siatkówkę. Wydaje mi się, że tym też w ostatnich meczach zaskoczyłyśmy rywalki, które nie do końca spodziewały się, że stać nas na grę na tak wysokim poziomie.

Wydaje się, że dojście do zespołu Magdaleny Wawrzyniak oraz rozgrywającej Jennifer Nogueras odmieniło wasze oblicze…



– Tak, te zawodniczki bardzo nam pomogły poukładać grę. Myślę, że źródeł poprawy naszej gry należy szukać też w delikatnych zmianach taktycznych, inaczej ustawiamy się choćby w obronie. Zmieniły się też nieco treningi, wydaje mi się, że dzięki temu jesteśmy bardziej „świeże” na boisku. Być może dlatego popełniamy też dużo mniej błędów niż wcześniej, a to przekłada się bezpośrednio na wynik. Pamiętam, że były takie mecze, w których zdarzało nam się oddać rywalkom 13 czy 16 błędów w secie, co jest karygodne i niewybaczalne na tym poziomie. Nie ma co jednak sobie tego teraz wypominać, teraz czerpiemy radość z gry i cieszymy się z punktów urwanych faworytom. Chyba nauczyłyśmy się też, by przestać kalkulować. Nie myślimy o naszej stracie do rywali. Staramy się podchodzić do każdego meczu z pozytywnym nastawieniem i to przynosi efekty.

W meczu ze stołeczną drużyną prym w zdobywaniu punktów wiodła Natalia Strózik, ty w tej klasyfikacji uplasowałaś się na drugim miejscu wśród zawodniczek Uni Opole. Większość składu pozostała bez zmian, w czym więc tkwił problem i wasza niemoc w wielu z poprzednich meczów sezonu?

– Natalia pomaga nam kończyć piłki w kryzysowych sytuacjach. Ja jednak jeszcze raz wrócę do rozgrywającej, bo tak jak już powiedziałam, bardzo ułatwiła nam ona grę. Portorykanka ma ciekawy pomysł na akcje, jest bardzo dokładna. Idąc do ataku, mamy pewność, że piłka będzie bardzo precyzyjna i w dobrym tempie.

Być może to tylko wrażenie, ale w pewnych fragmentach meczu rywalki was nieco zlekceważyły i pozwoliły, by drogę do „pomarańczowego” znalazły kiwki czy techniczne plasy…

– Obawiam się, że troszkę tak. Z drugiej strony jest to całkowicie zrozumiałe, bo byłyśmy drużyną, która potrafiła przegrać 11 meczów z rzędu. Ja nie mogę mieć o to pretensji, najważniejsze, że w jakimś stopniu potrafiłyśmy to wykorzystać.

W następnej kolejce spotkań czeka was mecz z siatkarkami Jokera Świecie. Pierwsze starcie ze świeciankami przegrałyście po tie-breaku. Tym razem chyba nie będziecie już mogły liczyć na element zaskoczenia, bo rywalki będą przygotowane na ciężką przeprawę…

– Myślę, że z pewnością świecianki wyjdą na boisko z bardzo bojowym nastawieniem. Naszą przewagą będzie natomiast własny teren. Hala w Opolu jest wyjątkowo trudnym obiektem dla gości, bo jest inna niż większość hal w Polsce. „Okrąglak”, jak sama nazwa wskazuje, ma okrągły sufit i rozgrywające, które na co dzień nie trenują w tej hali, często mają problem, by zaprezentować pełnię swoich możliwości.

Klub z Opola daje szansę pokazania się wielu młodym siatkarkom, na co jesteś przykładem. Czy czujesz, że dzięki temu możesz się rozwijać?

– Mnie jest w Opolu dobrze. Dużo zawdzięczam trenerom, którzy dużo uwagi poświęcają technice. Wydaje mi się, że zrobiłam na tym polu duży postęp. Zarówno jeżeli chodzi o technikę bloku czy sposób zbijania piłki z wysokiego pułapu. Zaczynam też próbować nieco bardziej agresywnej zagrywki. Jak na razie mam takie poczucie, że to półtora roku było dla mnie bardzo owocnym czasem.

Pomimo tego, że w ostatnim secie warszawianki rzuciły „wszystkie ręce na pokład”, to do samego końca wierzyłyście w zwycięstwo, na co dowodem jest niedosyt, który malował się na waszych twarzach po ostatniej piłce. Teraz, kiedy emocje już opadły, odbierasz ten jeden punkt inaczej?

– Mimo tego, że siatkarki Wisły prowadziły już trzema punktami, to do końca walczyłyśmy. Pokazałyśmy w ostatnich kilku meczach, że potrafimy odrobić ogromne straty. W meczu z poznaniankami było to widoczne w pierwszym secie, niestety później troszkę spuściłyśmy z tonu. Zarówno my, jak i cała kadra trenerska wierzyliśmy w to, że uda nam się jeszcze ten wynik wyciągnąć. Mimo wszystko przed meczem wzięłabym ten punkt w ciemno, dlatego jestem z niego bardzo szczęśliwa, bo wierzę, że w końcowym rozrachunku może on się okazać bezcenny.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-02-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved